29.07.2025, 12:11 ✶
Skrzywił się wymownie na tak prymitywne ukazanie tego mitu. Oczywiście, gdyby wpadli w spiralę wymyślania detali tych zbrodni, może by się nawet i zainteresował, teraz jednak było zbrodnią sprowadzanie pary mitycznych kochanków, ba! mitycznego małżeństwa do partnerów detektywistycznych. Po prostu, jak nie dbał o żadne świętości, to jej słowa zdały się świętokradztwem! Mimo szumnej tyrady, którą przedstawił podlotkowi spod teatru, sam zagłębiał się w tematy związane z estetyką głównie wtedy, gdy była okazja, żeby z kimś się pokłócić. Nie był więc co prawda specjalistą od opowieści, dzieląc je zgodnie z egocentrycznym konsumowaniem świata na dobre (czyli te, które mu się podobają) i niedobrze (czyli te, które nie przypadły mu do gustu), ta jednak zdawała mu się iście paskudna.
– Ale tak ładnie ładnie, czy tak ładnie groźnie. To jest jakaś zasada, że jeden z przesłuchujących musi być tym miłym, a drugi niemiłym… – zmrużył oczy, po czym uśmiechnął się figlarnie, niemal żałując, że nie wybrał jednak fotela jako swoje siedzisko. – Brakuje Ci tego ładnego i miłego co? Za szybko ich poniewierasz i nie chcą współpracować. — Badał, bo ni jak nie pasowało to do Lucy, którą znał, ale umówmy się — tak naprawdę wiedział o niej tyle, co garść wyobrażeń i szczypta wspomnień, plus jedna bardzo upokarzająca rozmowa dla niego. Taka rozmowa z poprzedniego życia, bo niemożliwe, by przychodziło mu tak łatwo zapominać o cierpieniu, o którym ni jak nie mógł zapomnieć w ostatnich latach. Może nie spał kilka dni a kilka kolejnych lat? Taki leczniczy letarg zdawał się prawdziwym błogosławieństwem.
Zaraz potem jednak zamarł, tym razem ciesząc się, że nie wybrał fotelu.
Londyn
Nie chciał tam wracać. Nie mógł tam wracać. Nie chciał tam wracać. Nie mógł…
Wyraźnie się napiął, a potem podziały się jeszcze gorsze z nim rzeczy. Zmarszczył brwi, próżno było szukać poruszonej oddechem piersi, czy barwnej gestykulacji, która jeszcze chwilę temu towarzyszyła jego słowom. Właściwie… nie musiał pytać. Właściwie znał odpowiedź, teraz to jakby wszystko miało więcej sensu — jej nieoczekiwane pojawienie się w Poisy, utrzymanie go przy życiu, żeby potwierdzić teorię. Nawet ta rozmowa mogła mieć na celu upewnieniu się w tym, czy słusznie go wykluczyła. Rozmowa teraz gdy zdawał się mieć więcej władz umysłowych niż poprzednio. Nie rozumiał czemu do końca, ale bolało go to wściekle.
– Czy to ja jestem tym raczej fałszywym tropem Lucy? – Chciał zabrzmieć obojętnie, ale nie za bardzo mu to wychodziło. Ciężko było jego obecny stan powiązać z jakąś emocją, ale znać było, że napięcie przyszło gwałtownie i czekać tylko, aż wampir legnie obrażony, albo od razu wygoni ją z domu.
Poprzednio wszak kazał jej uciekać. Czy i tym razem znów tak zakończy się ich spotkanie?
– Ale tak ładnie ładnie, czy tak ładnie groźnie. To jest jakaś zasada, że jeden z przesłuchujących musi być tym miłym, a drugi niemiłym… – zmrużył oczy, po czym uśmiechnął się figlarnie, niemal żałując, że nie wybrał jednak fotela jako swoje siedzisko. – Brakuje Ci tego ładnego i miłego co? Za szybko ich poniewierasz i nie chcą współpracować. — Badał, bo ni jak nie pasowało to do Lucy, którą znał, ale umówmy się — tak naprawdę wiedział o niej tyle, co garść wyobrażeń i szczypta wspomnień, plus jedna bardzo upokarzająca rozmowa dla niego. Taka rozmowa z poprzedniego życia, bo niemożliwe, by przychodziło mu tak łatwo zapominać o cierpieniu, o którym ni jak nie mógł zapomnieć w ostatnich latach. Może nie spał kilka dni a kilka kolejnych lat? Taki leczniczy letarg zdawał się prawdziwym błogosławieństwem.
Zaraz potem jednak zamarł, tym razem ciesząc się, że nie wybrał fotelu.
Londyn
Nie chciał tam wracać. Nie mógł tam wracać. Nie chciał tam wracać. Nie mógł…
Wyraźnie się napiął, a potem podziały się jeszcze gorsze z nim rzeczy. Zmarszczył brwi, próżno było szukać poruszonej oddechem piersi, czy barwnej gestykulacji, która jeszcze chwilę temu towarzyszyła jego słowom. Właściwie… nie musiał pytać. Właściwie znał odpowiedź, teraz to jakby wszystko miało więcej sensu — jej nieoczekiwane pojawienie się w Poisy, utrzymanie go przy życiu, żeby potwierdzić teorię. Nawet ta rozmowa mogła mieć na celu upewnieniu się w tym, czy słusznie go wykluczyła. Rozmowa teraz gdy zdawał się mieć więcej władz umysłowych niż poprzednio. Nie rozumiał czemu do końca, ale bolało go to wściekle.
– Czy to ja jestem tym raczej fałszywym tropem Lucy? – Chciał zabrzmieć obojętnie, ale nie za bardzo mu to wychodziło. Ciężko było jego obecny stan powiązać z jakąś emocją, ale znać było, że napięcie przyszło gwałtownie i czekać tylko, aż wampir legnie obrażony, albo od razu wygoni ją z domu.
Poprzednio wszak kazał jej uciekać. Czy i tym razem znów tak zakończy się ich spotkanie?