- Ależ oczywiście, przecież nie rzucam słów na wiatr. - Zresztą tak samo, jak nie robił tego Ambroise. Bardzo dobrze znali swoje zwyczaje, wiedzieli, że kiedy padały takie obietnice, to prędzej, czy później je spełniali. To nie było dla nich niczym nowym, raczej rzadko kiedy zapominali o takich rzeczach. Czekali tylko na odpowiedni moment i wyciągali to, co nie padło wcześniej.
To nie było szczególnie trudne. Dopasowywanie stworzeń do osoby, każdy bowiem miał pewne cechy, które bardzo łatwo można było przypisać pewnym gatunkom. Yaxleyówna znała ich wiele, miała szansę obserwować sporo zwierząt w ich naturalnym środowisku, wiedziała jak żyją, jak się bronią, jakie mają nawyki. Ludzie również to robili, czy tego chcieli, czy nie mieli pewne charakterystyczne cechy, które rzucały się w oczy, zwłaszcza kiedy miała szansę poznać kogoś bliżej, a tak się składało, że Roisa znała tak jak nikogo innego.
Noc była spokojna, powodowała, że łatwo było zapomnieć o tych wszystkich wydarzeniach, które nie należały do najprzyjemniejszych. Fale uderzające o klif wprowadzały w przyjemny nastrój, skutecznie odsuwały myśli od tego, co jeszcze chwilę wcześniej ich drażniło. Nie spodziewała się, że wieczór zakończy się w ten sposób, raczej spodziewała się tego, że będą siedzieć przy dogasającym ognisku, pewnie dość mocno pijani, jednak plany czasem się zmieniały, czyż nie? Był to jeden z takich momentów. Wszyscy rozeszli się w swoją stronę i próbowali wykrzesać jeszcze coś dobrego z trwającej nocy. Tego chyba potrzebowali po tym dość drastycznym wybuchu, do którego doszło zaledwie kilka godzin wcześniej.
Zresztą nie chodziło tylko o ten jeden moment, ostatni czas był pełen nieprzyjemnych wydarzeń, ciężkich rozmów, trudnych momentów. Tak właściwie to nie spodziewała się tego, że tak szybko przyjdzie im siedzieć razem, mając wszystko na nowo poukładane, walczyła o to całkiem dzielnie, ale nie sądziła, że przyniesie to takie efekty. Cóż, jednak miała w sobie tę siłę, przynajmniej kiedy jej na czymś mocno zależało, a na tym zależało jej jak na niczym innym.
To ciche przytaknięcie wystarczyło. Nie musiała nazywać rzeczy po imieniu, to nie było potrzebne, kiedy bardzo dobrze zdawali sobie z tego sprawę. Potrafili wiele się domyślić. Nie był to moment, w którym kolejne, podobne słowa padające z ich ust zmieniłyby cokolwiek. Bardzo wiele sobie powiedzieli w ciągu ostatnich kilkunastu dni, wyjaśnili wszystko, co leżało im na sercach. To naprawdę wystarczało do tego, żeby wiedzieli na czym stoją. Było to jasne, niczym ten księżyc, który właśnie rozświetlał niebo. Zresztą była to tylko kwestia czasu, tak czy siak musieli w końcu skończyć w ten sposób, nawet osoby, jak oni nie były w stanie walczyć z tym, co przygotowało dla nich przeznaczenie, z tą więzią, która ich połączyła wiele lat wcześniej. Niby mogli to robić, ale było to niepotrzebne, skończyłoby się pewnie dość tragicznie. Mieli nieco doświadczenia w tym, co działo się, gdy trzymali się od siebie z daleka, chociaż tego nie chcieli. Wracali do bardzo starych, zakopanych głęboko nawyków, które nie przynosiły im niczego dobrego, wręcz przeciwnie - niszczyły ich od środka. To nie miało sensu na dłuższą metę, nie kiedy mogli być razem, szczęśliwi.
- Oczywiście, przecież mnie znasz. - Nie należała do osób łatwych w obejściu, wiedział o tym. Ostatnio i tak wzniosła się na swoje wyżyny wylewając z siebie naprawdę sporo. Nie było sensu robić tego ponownie, szczególnie, że już raz padło to wszystko z jej ust, tak właściwie to nie raz, a wiele razy podczas tych ostatnich dni. Kiedy ułożyli sobie wszystko nie było po co znowu o tym mówić, bo wiedział, a ona wiedziała, że wie. To wystarczało.
- Zawsze może być gorzej, to prawda. - Oczy jej błysnęły, a na twarzy pojawił się uśmiech. Och, gdyby trafiła na jakiegoś Macmillana i nie mogła z tym walczyć, to na pewno byłoby bardzo ciekawe doświadczenie. Zanudziłaby się przy nim na śmierć, z drugiej strony może przeznaczenie wiedziałoby co robi. Zresztą wolała tego nie rozważać, nie bez powodu przecież padło właśnie na Greengrassa. Byli do siebie podobni, mieli zbliżone podejście w wielu sprawach, więc nie tak trudno im się było ze sobą dogadać. Los naprawdę nie mógł lepiej wybrać.
- Na szczęście nie musiałam tego sprawdzać, jak zawsze wszystko potoczyło się odpowiednio. - Nie mogła w końcu narzekać na to, jak wyglądało jej życie. Mogła robić to co kochała przy boku osoby, którą kochała. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia.