Wzruszyła jedynie ramionami. Nie mogła postąpić inaczej, czyż nie? Bez sensu było gadać o czymś, a później do tego nie wracać. Lubiła spełniać swoje obietnice i groźby, słowa miały swoją wartość i warto było o niej pamiętać. Nie była osobą, która bezsensownie memlała jęzorem, już wolała się nie odzywać, jeśli nie miały nieść one żadnego pokrycia. Tak było prościej.
Zdawała sobie sprawę, że było to dość cenną wartością, bo nie wszyscy podchodzili do tego w podobny sposób. Otaczali ją różni ludzie, różnych ludzi spotykała na swojej drodze. Zresztą nie bez powodu wydawało jej się, że liczą się czyny, a nie słowa. Wolała kiedy inni brali się do roboty, zamiast gadać bez sensu. Bajki mógł opowiadać każdy, rzadko kiedy szło za tym coś więcej, a szkoda.
Nie musieli szukać daleko, dzisiaj mieli przykład podobnego zachowania. Zszokowało ją ono, bo nie spodziewała się, że ktoś z ich otoczenia może zachować się w podobny sposób wśród swoich bliskich, jak widać nigdy nie można było być do końca pewnym tego, co może się wydarzyć. Zapewne szybko nie wyrzucić z pamięci widoku Pottera machającego w powietrzu palcem... Nie spodziewała się, żeby coś miało iść za tym gestem, i słowami, które tak ochoczo opuszczały jego usta. Mógł się zamknąć przynajmniej wszyscy wokół nie odczuliby takiego zażenowania. Warto było przywiązywać wagę do tego, co się mówiło, szczególnie, że po kimś z jego wykształceniem, czy wychowaniem raczej powinno się spodziewać czegoś innego. Jak widać nie zawsze niosło to ze sobą ogładę, nawet ona mimo swojego narwanego charakteru umiała jakoś wyważyć swoje zachowanie. Potrafiła się powstrzymać, kiedy sytuacja tego wymagała.
Mimo tego, że większość ludzi aktualnie pewnie nie była optymistycznie nastawiona do tego, co miała przynieść przyszłość, oni mieli aktualnie całkiem dobry czas. Widać, życie lubi być przewrotne, w końcu ledwie ustalili, że chcąc podążać wspólną ścieżką, a pożary zaczęły pochłaniać Londyn. Na szczęście nie wzięli tego do siebie, nie potraktowali tego jako złego omenu, tylko razem przetrwali tamte trudne chwile i nadal trwali przy swoim boku. To już miało się nie zmienić, przynajmniej nie wydawało jej się, że po tym wszystkim czego się dowiedzieli, o czym sobie powiedzieli miało znowu się między nimi coś posypać. Nie zamierzała więcej na to pozwolić, a kiedy się na coś uparła... to zazwyczaj nic nie było w stanie zmienić jej założeń.
- Taaaaak. - Kiwnęła jedynie głową. Jasne, że na pewno siedziałaby przy stole i debatowała na temat organizacji sabatu. Wyjątkowo by się w tym sprawdziła, nie dało się tego ukryć.
- Wiesz jak bardzo lubię przeglądać podobne dokumenty, na pewno bym się przy tym wyśmienicie bawiła. Czułabym się spełniona, czy coś. - Zdecydowanie nie była w stanie nawet wyobrazić sobie siebie w podobnej roli. To nigdy nie miał być jej świat, była stworzona do większych rzeczy (przynajmniej w jej oczach).
- Jakimś cudem jednak skończyłam tutaj siedząc z Tobą na tym klifie, nie, żebym na to narzekała. - To dużo bardziej pasowało do tego, jakim była człowiekiem. Od zawsze chodziła własnymi ścieżkami, zresztą Roise również, dobrze było mieć świadomość, że w dwie osoby również można to robić, wystarczyło tylko znaleźć kogoś podobnego sobie i wszystko było możliwe.