Droga Primrose,
Mam nadzieje, że mój kruk odnalazł Cię w pełnym zdrowiu.
Musze przyznać, że z powodu wydarzeń ostatnich dni, Twoja osoba pojawiała się w mych myślach coraz częściej i chociaż nie jest nam dane widywać się regularnie, to zdecydowanie odczułbym Twą stratę wyjątkowo boleśnie, z wiekiem stałem się chyba trochę bardziej sentymentalny.
Pożoga nie oszczędziła nikogo – jednym z poszkodowanych jestem również ja, na szczęście w czasie Spalonej Nocy, dane mi było skryć w rodzinnym sklepie. Kto by pomyślał, że tak pozornie plugawe miejsce, może okazać się tak bezpiecznie.
Nie zmienia to faktu, że mój dom spłoną prawie doszczętnie, a wiele wartościowych artefaktów przepadło na wieki, niszczejąc pod wpływem klątwy, która zawładnęła prawie całą Anglią, ale czymże byłyby rzeczy materialne, gdyby nie mogły cieszyć naszych żywych oczu swym pięknem, jedynie kupką nic nieznaczących, starych rupieci.
Mam nadzieje, że nie będziesz mi miała tego za złe, ani nie pomyślisz, że piszę do Ciebie tylko i wyłącznie ze względu na interesy, jesteś jednak jedną z niewielu osób, którym ufam prawie bezgranicznie i w których umiejętności uzdrowicielskie z całego serca wierzę. W stu procentach zdaję sobie sprawę z tego, że jakże ważna praca w Klinice Dusz pochłonęła Cię całkowicie, zdesperowany, błagam jednak o to, byś zechciała mnie przyjąć i przyjrzała mym dolegliwościom. Będę dozgonnie wdzięczny. W zamian zrobię co tylko zechcesz.
Jeśli odmówisz, zrozumiem.
That motherfucker.
What a tool.