Spalona Noc nie tylko pozbawiła go domu, bo każdą kolejną noc po ósmym września, zmuszony był koczować na starej kanapie, gdzieś na zapleczu Borgina i Burke, ale i klientów, których od czasu wydarzeń mógł policzyć na palcach jednej ręki. Jedyną podnoszącą na duchu Caiusa kwestią była ta, że zaklęcia ochronne rzucone na miejsce, okazały się wyjątkowo skuteczne, bo pożoga szalejąca za oknami, całkowicie ominęła rodzinny interes, więc przynajmniej dalej mógł pracować; chociaż naprawdę nic się tam nie działo i nudził się niemiłosiernie.
W podłym humorze; niewyspany, obolały, nieszczęśliwy i po prostu poirytowany tą całą sytuacją, czytał Proroka Codziennego; pisali coś o stratach materialnych, zbiórkach na rzecz poszkodowanych i ofiarach śmiertelnych. Szybko omiótł wzrokiem listę zgonów, szukając na niej kogoś znanego, ale nikogo znaczącego tam nie znalazł, a że los mieszańców i szlam z całego serca gówno go obchodził i te zbiórki w czasie których "dobrotliwa" część społeczeństwa, wyciągała swe lepkie palce w stronę jego galeonów, równie mocno go nie interesowały, to też z ciężkim westchnieniem, zaczął przerzucać kartki dalej szukając newsów z świata Quidditcha albo krzyżówki.
Zaskoczony, uniósł znad powierzchni wymiętej gazety spojrzenie zielono-niebieskich tęczówek i zmarszczył lekko brwi, gdy późnym popołudniem zjawił się w Borgin&Burkes pierwszy klient, a raczej klientka. Jej raczej nie kojarzył, a pamięć miał naprawdę dobrą - szczególnie do twarzy, szczególnie tych dużo ładniejszych, kobiecych buzi, szczególnie kiedy należały do panienek czystej krwi. Jego ciało mimowolnie pokrył dreszcz, jakby po ciele przebiegło stado wściekłych, czerwonych mrówek. Niektórych reakcji swojego organizmu nie potrafił zatuszować; pomimo obrzydzenia podniósł się z swego krzesła i podszedł w stronę czarownicy, laskę pozostawił za ladą, jego chód stał się więc dość pokraczny.
– Dobry wieczór, czy szuka panienka czegoś specjalnego. – wypowiedział i uśmiechnął się do niej pięknie, w oczach Caiusa, może przez ułamek sekundy można było zauważyć niechęć, ta znikła szybko zastąpiona czymś pomiędzy ciepłem pierwszych promieni słońca, a żarem pożogi, która kilka dni temu niszczyła ulice Londynu.
– Może interesuję panienkę biżuteria. – Ruszył w stronę oszklonej półeczki, gdzie w błysku świec, pięknie błyszczał zestaw; kolczyki i bogato zdobiony wisiorek z niebieskimi oczkami - Kilka tygodni temu udało nam się zdobyć ten przepiękny komplet, dotychczas znajdował się w posiadaniu pewnej francuskiej czarownicy czystej krwi. Jej cała rodzina twierdzi, że został stworzony na zamówienie samej Roweny Ravenclaw. - To była oczywiście bzdura, kłamstwo wymyślił na poczekaniu, a naszyjnik i kolczyki o których mówił to był kompletny badziew.
Ojciec chłopaka, wygrał błyskotki podczas jednej z nocy spędzonej w towarzystwie kart i galeonów oraz zakrapianej wysokoprocentowymi napojami, a Caius, proponował je każdej osobie, jaką dane mu było w sklepie obsługiwać, bo chciał się kompletu pozbyć. Nie spodziewał się, że potencjalna klientka zna się na jubilerstwie i rozpozna prawdziwą wartość niebieskiego kompletu. Zza szyby wyglądał on przecież, jak najbardziej autentycznie.
That motherfucker.
What a tool.