31.07.2025, 20:37 ✶
Kiwnął głową. Tak po prostu, bez większego namysłu ani żadnej wewnętrznej konieczności namawiania dziewczyny na przyjęcie pomocy już teraz, dokładnie w tej chwili. Wiedział i widział, że doskonale radziła sobie we własnym zakresie. Potrafiła o siebie zadbać, a on zdecydowanie zdawał sobie z tego sprawę, nawet jeszcze zanim zobaczył ilość pracy, jaką wykonała w swojej kuchni. W końcu nie znał Nory od wczoraj, nie potrzebował zapewniać jej o czymś, co było dla nich raczej całkiem naturalne. Mogli na siebie liczyć. W kryzysie bądź w każdej innej, nawet najbardziej prozaicznej sytuacji.
To właśnie dlatego nie wyobrażał sobie nie odwiedzić jej jako jednej z pierwszych osób, własnoręcznie przekazując dziewczynie kopertę zaproszeniem, a nie wysyłając je przy pomocy sowy. Prawdę mówiąc, z zainteresowaniem obserwował wyraz twarzy Figgówny, gdy zaczęła zapoznawać się z treścią. Szczęście w nieszczęściu, nie pochodzącą spod jego ręki, przynajmniej poza podpisem na samym dole kartki.
Tak, to było dosyć nieoczekiwane. Nie zamierzał mówić tego na głos, ale dla niego poniekąd również, w końcu jeszcze niecały miesiąc wcześniej zupełnie nie przewidziałby znalezienia się u Nory w podobnym celu. Nie zamierzał jednak ukrywać, że w tym wypadku czuł się całkiem rozluźniony. Jeśli rzeczywiście istniała jakaś mityczna przedślubna presja, ani trochę jej jeszcze nie odczuł. Przynajmniej nie na ten moment.
- Możesz to powiedzieć, wiesz? - Odparł spokojnie, bez cienia zawahania, doskonale wiedząc, że Nora naumyślnie sformułowała swą wypowiedź w taki a nie inny sposób.
Jednakże przecież nie byli sobie zupełnie obcy. Wręcz przeciwnie. Jeśli pozwoliłby komuś na podobne słowa, zapewne byłaby to właśnie Figgówna. W końcu traktował ją jak młodszą siostrę, a rodzeństwo bywało...
...przekorne. Oj tak, zdecydowanie miał na to także kilka innych określeń, jednak w głównej mierze z pewnością nie oczekiwał, że dziewczyna będzie w jakikolwiek sposób krępować się powiedzieć dokładnie to, co przeszło jej przez myśl. Oboje to doskonale wiedzieli, prawda? Równie dobrze mogła tak po prostu rzucić te słowa na głos. To nie tak, że miał być za nie urażony.
Może w czyimś innym przypadku nie byłby do końca zadowolony z wytykania mu tego i owego, przede wszystkim w kwestii logiki, ale nie przy Eleonorze. Miała do tego prawo, którego nie zamierzał jej odbierać. No, może tylko trochę samemu zadrwić z tamtych okoliczności.
- A nie mówiłaś? - Rzucił, pozwalając sobie na bardzo ciche parsknięcie pod nosem, przypatrując się kopercie i zaproszeniu w dłoniach Eleonory, po czym ostatecznie lekko wzruszając ramionami. - Tak, może rzeczywiście nie jestem aż tak straconym przypadkiem - być może rzeczywiście to nie było takie proste.
Jasne, oczywiście, że mógł iść w zaparte, próbując wykręcać na wszystkie strony tamtą poprzednio przyjętą narrację. Najlepiej w taki sposób, aby ostatecznie nie wyjść na kogoś, kto dosyć mocno i zupełnie bezsensownie zapierał się przy swoich twierdzeniach, raczej nie dopuszczając do siebie (przynajmniej z zewnątrz) chociażby cienia wątpliwości, co do tego, że sytuacja może wyjątkowo szybko ulec zmianie. Mógł próbować wyjść z tego z twarzą. Tylko po co miał to robić?
Tak, w tym wypadku nigdy nie mów nigdy rzeczywiście miało swoje przełożenie na rzeczywistość. Los bywał zarówno przewrotny, jak i całkowicie przekorny. Burzył założenia, tworzył niezależne plany, narzucał nagłe zmiany okoliczności. W ostatnim czasie wydarzyło się wiele, zapewne jeszcze więcej czekało na nich w przyszłości. To nie tak, że Ambroise równie nagle i nieoczekiwanie nauczył się akceptować istnienie niezbadanych ścieżek przeznaczenia. Co to, to nie. Zwyczajnie nie zamierzał na siłę udawać, że cały czas należy walczyć z losem.
- Nie pozostaje mi nic innego, jak przyjąć gratulacje - uśmiechnął się do Nory, jednocześnie kolejny raz rzucając spojrzenie na jej dłonie i nieznacznie mrużąc oczy.
To właśnie dlatego nie wyobrażał sobie nie odwiedzić jej jako jednej z pierwszych osób, własnoręcznie przekazując dziewczynie kopertę zaproszeniem, a nie wysyłając je przy pomocy sowy. Prawdę mówiąc, z zainteresowaniem obserwował wyraz twarzy Figgówny, gdy zaczęła zapoznawać się z treścią. Szczęście w nieszczęściu, nie pochodzącą spod jego ręki, przynajmniej poza podpisem na samym dole kartki.
Tak, to było dosyć nieoczekiwane. Nie zamierzał mówić tego na głos, ale dla niego poniekąd również, w końcu jeszcze niecały miesiąc wcześniej zupełnie nie przewidziałby znalezienia się u Nory w podobnym celu. Nie zamierzał jednak ukrywać, że w tym wypadku czuł się całkiem rozluźniony. Jeśli rzeczywiście istniała jakaś mityczna przedślubna presja, ani trochę jej jeszcze nie odczuł. Przynajmniej nie na ten moment.
- Możesz to powiedzieć, wiesz? - Odparł spokojnie, bez cienia zawahania, doskonale wiedząc, że Nora naumyślnie sformułowała swą wypowiedź w taki a nie inny sposób.
Jednakże przecież nie byli sobie zupełnie obcy. Wręcz przeciwnie. Jeśli pozwoliłby komuś na podobne słowa, zapewne byłaby to właśnie Figgówna. W końcu traktował ją jak młodszą siostrę, a rodzeństwo bywało...
...przekorne. Oj tak, zdecydowanie miał na to także kilka innych określeń, jednak w głównej mierze z pewnością nie oczekiwał, że dziewczyna będzie w jakikolwiek sposób krępować się powiedzieć dokładnie to, co przeszło jej przez myśl. Oboje to doskonale wiedzieli, prawda? Równie dobrze mogła tak po prostu rzucić te słowa na głos. To nie tak, że miał być za nie urażony.
Może w czyimś innym przypadku nie byłby do końca zadowolony z wytykania mu tego i owego, przede wszystkim w kwestii logiki, ale nie przy Eleonorze. Miała do tego prawo, którego nie zamierzał jej odbierać. No, może tylko trochę samemu zadrwić z tamtych okoliczności.
- A nie mówiłaś? - Rzucił, pozwalając sobie na bardzo ciche parsknięcie pod nosem, przypatrując się kopercie i zaproszeniu w dłoniach Eleonory, po czym ostatecznie lekko wzruszając ramionami. - Tak, może rzeczywiście nie jestem aż tak straconym przypadkiem - być może rzeczywiście to nie było takie proste.
Jasne, oczywiście, że mógł iść w zaparte, próbując wykręcać na wszystkie strony tamtą poprzednio przyjętą narrację. Najlepiej w taki sposób, aby ostatecznie nie wyjść na kogoś, kto dosyć mocno i zupełnie bezsensownie zapierał się przy swoich twierdzeniach, raczej nie dopuszczając do siebie (przynajmniej z zewnątrz) chociażby cienia wątpliwości, co do tego, że sytuacja może wyjątkowo szybko ulec zmianie. Mógł próbować wyjść z tego z twarzą. Tylko po co miał to robić?
Tak, w tym wypadku nigdy nie mów nigdy rzeczywiście miało swoje przełożenie na rzeczywistość. Los bywał zarówno przewrotny, jak i całkowicie przekorny. Burzył założenia, tworzył niezależne plany, narzucał nagłe zmiany okoliczności. W ostatnim czasie wydarzyło się wiele, zapewne jeszcze więcej czekało na nich w przyszłości. To nie tak, że Ambroise równie nagle i nieoczekiwanie nauczył się akceptować istnienie niezbadanych ścieżek przeznaczenia. Co to, to nie. Zwyczajnie nie zamierzał na siłę udawać, że cały czas należy walczyć z losem.
- Nie pozostaje mi nic innego, jak przyjąć gratulacje - uśmiechnął się do Nory, jednocześnie kolejny raz rzucając spojrzenie na jej dłonie i nieznacznie mrużąc oczy.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down