02.08.2025, 04:48 ✶
Zmarszczyła brwi, przyglądając się kobiecie, kiedy ta się do niej odezwała. Nie, nie była nowa. Wyglądała na taką? Absolutnie jej się nie wydawało, ale nie zdążyła zbyt wiele powiedzieć, bo wpatrywała się w mugolski dres, w który była odziana zaczepiona przez nią panna. Co do jej ubioru miała mieszane uczucia, które oscylowały nie tyle wobec tego, że były to ciuchy niemagicznych, a że raczej absolutnie niestylowe. Ale może było jej w nich wygodnie, kto wie - chociaż sama Lyssa prędzej popełniłaby samobójstwo, niż pozwoliła światu oglądać się w takim stanie.
Zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek, nieznajoma zrobiła znowu coś dziwnego, bo złapała ją za włosy. Delikatnie i badawczo, ale Dolohov i tak poczuła, jak coś nieprzyjemnego pnie się jej po kręgosłupie. Czuła się odrobinę oceniania, a to przecież ona zwykle oceniała ludzi i to nie powinno tak wyglądać. Puszczona, pośpiesznie przygładziła fryzurę ręką, próbując ją doprowadzić do poprzedniego stanu, bo Mathilda ewidentnie zaburzyła jakąś świętą równowagę wizerunkową.
- Słucham? Nie, jaj mam wrażenie, że mnie nie zrozumiałaś - powiedziała wyraźnie, ale zamiast poszukać sobie kogoś innego, ruszyła za nią. Głównie dlatego, ze Quirrel wyglądała jakby wiedziała gdzie co się znajduje. W przeciwieństwie do jej kolegi, który wcześniej udzielił Lyssie wskazówek.
- Zauważyłam - mruknęła, przekraczając próg sali. Zobaczenie nie było aż takim złym pomysłem, bo może było w niej coś, co stanowiłoby dobry materiał do plakatów. Rozejrzała się, obracając powoli dookoła siebie, kiedy robiła kolejne kroki po parkiecie. Pełne gracji i elegancji, jakby faktycznie była tancerką, ale można było to z łatwością zrzucić na edukację jaką zapewniała francuska szkoła magiczna.
- Potrzebuję się dostać do gabinetu dyrektora - powiedziała wreszcie. Głośno i wyraźnie, jakby bojąc się że nieznajoma jej niezrozumie i znowu gdzieś pogna, prowadząc ją na próbę albo do garderoby. Odwróciła się też wreszcie i przyjrzała jej na nowo, ale tym razem z uwagą studiując jej twarz. - Lyssa Dolohov. Mam zrobić plakaty na ten spektakl, który zaplanowano na za dwa tygodnie. Ekstaza Merlina?
Zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek, nieznajoma zrobiła znowu coś dziwnego, bo złapała ją za włosy. Delikatnie i badawczo, ale Dolohov i tak poczuła, jak coś nieprzyjemnego pnie się jej po kręgosłupie. Czuła się odrobinę oceniania, a to przecież ona zwykle oceniała ludzi i to nie powinno tak wyglądać. Puszczona, pośpiesznie przygładziła fryzurę ręką, próbując ją doprowadzić do poprzedniego stanu, bo Mathilda ewidentnie zaburzyła jakąś świętą równowagę wizerunkową.
- Słucham? Nie, jaj mam wrażenie, że mnie nie zrozumiałaś - powiedziała wyraźnie, ale zamiast poszukać sobie kogoś innego, ruszyła za nią. Głównie dlatego, ze Quirrel wyglądała jakby wiedziała gdzie co się znajduje. W przeciwieństwie do jej kolegi, który wcześniej udzielił Lyssie wskazówek.
- Zauważyłam - mruknęła, przekraczając próg sali. Zobaczenie nie było aż takim złym pomysłem, bo może było w niej coś, co stanowiłoby dobry materiał do plakatów. Rozejrzała się, obracając powoli dookoła siebie, kiedy robiła kolejne kroki po parkiecie. Pełne gracji i elegancji, jakby faktycznie była tancerką, ale można było to z łatwością zrzucić na edukację jaką zapewniała francuska szkoła magiczna.
- Potrzebuję się dostać do gabinetu dyrektora - powiedziała wreszcie. Głośno i wyraźnie, jakby bojąc się że nieznajoma jej niezrozumie i znowu gdzieś pogna, prowadząc ją na próbę albo do garderoby. Odwróciła się też wreszcie i przyjrzała jej na nowo, ale tym razem z uwagą studiując jej twarz. - Lyssa Dolohov. Mam zrobić plakaty na ten spektakl, który zaplanowano na za dwa tygodnie. Ekstaza Merlina?
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.