02.08.2025, 16:25 ✶
Westchnął ciężko na wzmiankę o Proroku.
— Oddałem im te zdjęcia, ale nie wywołałem tym jakiejś specjalnej euforii. Średnio da się mówić, że obecnie w ogóle mamy naczelnego, więc... wszystko się jakby zatrzymało. Poza tym, redakcja sama ucierpiała — wyjaśnił. — Pocieszające jest to, że może wkurzyliśmy jakoś Śmierciożerców i dlatego nas zaatakowali. Tyle, że przez to kilka osób straciło życia. Na dniach mają odbyć się pogrzeby.
Nienawidził pogrzebów. Przeżył ich zdecydowanie za dużo jak na osobę w tak młodym wieku. Najpierw jego rodzice, potem dziadkowie... Śmierć była wszędzie. Zabierała dobrych ludzi i z tego, co wiedział Henry, jej żniwo podczas Spalonej Nocy wcale nie było małe. Tyle jej było wokół chłopaka, że wyobrażał sobie, że pewnego dnia — niczym bohater historii o trzech braciach — powita ją z uśmiechem na twarzy, jako starą znajomą.
Przeszedł do kuchni w dziwnym nastroju. Rozlał wino do dwóch szklanek (kieliszków niestety nie posiadał) i rozłożył ratatouille na dwa talerze. Potrawa wyglądała ładnie, pachniała wyśmienicie. Tyle, że Henry'emu nie dawało to tyle satysfakcji, co wcześniej. Kiedy znalazł się chwilę sam... poczuł niesamowite zmęczenie. Potem drapanie w gardle. Na szczęście na czas udało mu się odwrócić od potrawy, bo po chwili zakaszlał. Był to kaszel dziwny, chropowaty, mokry i suchy jednocześnie. Tak jak pokropiony wodą hydrofobowy proszek. Spojrzał na rękę, którą zasłonił usta i ujrzał, ku swojej zgrozie, czerń.
— Co do cholery... — mruknął, ale zaraz usłyszał kroki zmierzającego w stronę kuchni Hannibala. Umył szybko rękę z zarazków i czarnej substancji. Na słowa przyjaciela, wymusił uśmiech. — Kompletnie nie umiem w eliksiry, jeśli o to pytasz — wziął oba talerze w ręce. — Możesz zanieść szklanki z winem. Wiem, że to mało elegancka forma podania, ale raczej sam rzadko piję alkohol.
— Oddałem im te zdjęcia, ale nie wywołałem tym jakiejś specjalnej euforii. Średnio da się mówić, że obecnie w ogóle mamy naczelnego, więc... wszystko się jakby zatrzymało. Poza tym, redakcja sama ucierpiała — wyjaśnił. — Pocieszające jest to, że może wkurzyliśmy jakoś Śmierciożerców i dlatego nas zaatakowali. Tyle, że przez to kilka osób straciło życia. Na dniach mają odbyć się pogrzeby.
Nienawidził pogrzebów. Przeżył ich zdecydowanie za dużo jak na osobę w tak młodym wieku. Najpierw jego rodzice, potem dziadkowie... Śmierć była wszędzie. Zabierała dobrych ludzi i z tego, co wiedział Henry, jej żniwo podczas Spalonej Nocy wcale nie było małe. Tyle jej było wokół chłopaka, że wyobrażał sobie, że pewnego dnia — niczym bohater historii o trzech braciach — powita ją z uśmiechem na twarzy, jako starą znajomą.
Przeszedł do kuchni w dziwnym nastroju. Rozlał wino do dwóch szklanek (kieliszków niestety nie posiadał) i rozłożył ratatouille na dwa talerze. Potrawa wyglądała ładnie, pachniała wyśmienicie. Tyle, że Henry'emu nie dawało to tyle satysfakcji, co wcześniej. Kiedy znalazł się chwilę sam... poczuł niesamowite zmęczenie. Potem drapanie w gardle. Na szczęście na czas udało mu się odwrócić od potrawy, bo po chwili zakaszlał. Był to kaszel dziwny, chropowaty, mokry i suchy jednocześnie. Tak jak pokropiony wodą hydrofobowy proszek. Spojrzał na rękę, którą zasłonił usta i ujrzał, ku swojej zgrozie, czerń.
— Co do cholery... — mruknął, ale zaraz usłyszał kroki zmierzającego w stronę kuchni Hannibala. Umył szybko rękę z zarazków i czarnej substancji. Na słowa przyjaciela, wymusił uśmiech. — Kompletnie nie umiem w eliksiry, jeśli o to pytasz — wziął oba talerze w ręce. — Możesz zanieść szklanki z winem. Wiem, że to mało elegancka forma podania, ale raczej sam rzadko piję alkohol.
Złoty chłopiec
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.
Przymruż złociste światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub chłodnej rosy perełka.