03.08.2025, 19:53 ✶
Nie okłamalibyście mnie, prawda? - Quirrell uśmiechnęła się niewinnie, acz nie rzekła nic. Jasne tęczówki powędrowały w kierunku najpierw dłoni, a zaraz twarzy Hannibala.
Jej wzrok podążył na twarz przyjaciółki, aby chwilę później zawrócić na chłopaka, gdy ten oświadczył, że nigdy żadnej kobiety by nie uderzył.
-Niektóre kręgi twoich fanek z pewnością byłyby ciut zawiedzione tym faktem - wymruczała z rozbawieniem, acz nie dokończyła myśli, pozwalając jej przepaść w niebycie. Przy takiej pokaźnej liczbie wzdychających panien z pewnością wśród nich znajdywały się takie, których bezwstydne fantazje - których nigdy nie odważyłyby się mówić na głos - skręcały w bardzo wulgarną i mało delikatną stronę.
Mona zaczęła wyjaśniać chłopakowi ich znajomość, uświadamiając również Quirrell, że ta pozbawiła Hannibala pokoju gościnnego.
-Od spalonej nocy bałam się spać tam sama - wyjaśniła z przepraszającym uśmiechem, zerkając krótko na chłopaka, zastanawiając się czy rzeczywiście to był strach i czy sen w ogóle tam istniał. Podczas spalonej w jej mieszkaniu stało się coś złego, coś co nie pozwalało jej spać - a przecież i bez tego miała problemy ze snem. Każda noc była mordęgą. Niekończącym się czekaniem na świt, a każde zmrużenie zmęczonych i ciężkich oczu przywoływało koszmary.
Spojrzała na Mone, gdy ta zaczęła wesoło szczebiotać w poszukiwaniu Artemisa, który słysząc jej głos zaczął sunąć po skórze Mathildy. Czuła jak wężowy naszyjnik się przesuwa w kierunku ramienia, a Hannibal mógł poczuć chłód łusek na wierzchu palców, gdy wąż sunął w kierunku przedramienia Quirrell, aby wystawić małą, wężową główkę w kierunku Rowle, a zaraz przejść na rękę dziewczyny, oplatając ją niczym gałąź.
Artemis nie przepadał za ludźmi, mimo że zdążył się przyzwyczaić do ich obecności - ale były wyjątki i Rowle była jednym z nich. Wąż bardzo lubił jej towarzystwo, nie był wobec niej ani zdystansowany ani agresywny, jakby ta go oczarowała swoim urokiem, którym również oczarowała samą Mathilde. Mo miała w sobie coś, czego ta nie potrafiła nazwać - acz rozumiała sympatię Artemisa względem dziewczyny.
A tak w ogóle to, przeszkodziłam wam w czymś? - błękitne tęczówki na powrót powędrowały na Hannibala, przypatrując mu się krótką chwilę, pamiętając z tyłu głowy że ten o coś chciał zapytać. Wróciła spojrzeniem do Mony po czym uśmiechnęła się nieco zakłopotana.
- Nie - wymruczała, drapiąc się po policzku - Ale skoro już tak stoimy wszyscy to... może gdzieś pójdziemy razem? Masz chyba trochę czasu... - zaraz spojrzała na Hannibala - a nam przerwa dobrze zrobi
Jej wzrok podążył na twarz przyjaciółki, aby chwilę później zawrócić na chłopaka, gdy ten oświadczył, że nigdy żadnej kobiety by nie uderzył.
-Niektóre kręgi twoich fanek z pewnością byłyby ciut zawiedzione tym faktem - wymruczała z rozbawieniem, acz nie dokończyła myśli, pozwalając jej przepaść w niebycie. Przy takiej pokaźnej liczbie wzdychających panien z pewnością wśród nich znajdywały się takie, których bezwstydne fantazje - których nigdy nie odważyłyby się mówić na głos - skręcały w bardzo wulgarną i mało delikatną stronę.
Mona zaczęła wyjaśniać chłopakowi ich znajomość, uświadamiając również Quirrell, że ta pozbawiła Hannibala pokoju gościnnego.
-Od spalonej nocy bałam się spać tam sama - wyjaśniła z przepraszającym uśmiechem, zerkając krótko na chłopaka, zastanawiając się czy rzeczywiście to był strach i czy sen w ogóle tam istniał. Podczas spalonej w jej mieszkaniu stało się coś złego, coś co nie pozwalało jej spać - a przecież i bez tego miała problemy ze snem. Każda noc była mordęgą. Niekończącym się czekaniem na świt, a każde zmrużenie zmęczonych i ciężkich oczu przywoływało koszmary.
Spojrzała na Mone, gdy ta zaczęła wesoło szczebiotać w poszukiwaniu Artemisa, który słysząc jej głos zaczął sunąć po skórze Mathildy. Czuła jak wężowy naszyjnik się przesuwa w kierunku ramienia, a Hannibal mógł poczuć chłód łusek na wierzchu palców, gdy wąż sunął w kierunku przedramienia Quirrell, aby wystawić małą, wężową główkę w kierunku Rowle, a zaraz przejść na rękę dziewczyny, oplatając ją niczym gałąź.
Artemis nie przepadał za ludźmi, mimo że zdążył się przyzwyczaić do ich obecności - ale były wyjątki i Rowle była jednym z nich. Wąż bardzo lubił jej towarzystwo, nie był wobec niej ani zdystansowany ani agresywny, jakby ta go oczarowała swoim urokiem, którym również oczarowała samą Mathilde. Mo miała w sobie coś, czego ta nie potrafiła nazwać - acz rozumiała sympatię Artemisa względem dziewczyny.
A tak w ogóle to, przeszkodziłam wam w czymś? - błękitne tęczówki na powrót powędrowały na Hannibala, przypatrując mu się krótką chwilę, pamiętając z tyłu głowy że ten o coś chciał zapytać. Wróciła spojrzeniem do Mony po czym uśmiechnęła się nieco zakłopotana.
- Nie - wymruczała, drapiąc się po policzku - Ale skoro już tak stoimy wszyscy to... może gdzieś pójdziemy razem? Masz chyba trochę czasu... - zaraz spojrzała na Hannibala - a nam przerwa dobrze zrobi