05.08.2025, 13:26 ✶
Niespecjalnie znał się na zwierzętach. Nawet jeśli przez lata miał okazję znacznie poszerzyć swoją wiedzę w tym zakresie, nie przychodziła mu ona tak lekko jak w przypadku roślin. Co prawda, umiał powiedzieć co nieco na temat nie tylko ludzkich, ale i zwierzęcych kości, dostrzegając niektóre charakterystyczne elementy ich budowy mogące pomóc mu trafnie założyć, z czym ewidentnie zamierzała pracować Prudence. Paradoksalnie, być może nawet było mu to bliższe niż faktyczne, żyjące stworzenia i temat opieki nad nimi, bo jednak mimo wszystko, wiele rytuałów i eliksirów dosyć często wymagało wykorzystania składników odzwierzęcych. Jednakże nie uważał się za niekwestionowanego eksperta w tym zakresie.
Nie, nawet on nie miał o sobie aż tak wysokiego mniemania, aby przypisywać sobie nadmierne umiejętności tam, gdzie doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nawet w jego najbliższym otoczeniu znajdowali się prawdziwi eksperci. Nie lubił robić z siebie kompletnego idioty, wypowiadając się o czymś, co bardzo łatwo byłoby zakwestionować. Musiał mieć chociaż nikłe podstawy wiedzy, aby w ogóle wdawać się w jakąkolwiek dyskusję. W tym wypadku rzucił wyłącznie dosyć luźne pytanie w kierunku jego towarzyszki, lekko kiwając na uzyskaną odpowiedź.
- Klimatyczna zdobycz - skwitował zupełnie bez ironii, w tym wypadku raczej nie myśląc o tym, aby uznać wybór Prudence za dziwny bądź chociaż trochę odstający od normy.
Jasne, dla wielu osób mogło to być osobliwe. Ba, zdecydowanie miało takie być. Zdawał sobie z tego sprawę, ale w gruncie rzeczy przecież oboje widywali na ołtarzach znacznie bardziej odstające, oderwane od rzeczywistości dary. Ozdoby z roślin i kości były zaś bardziej interesujące, aniżeli odstręczające. Przynajmniej dla niego, nawet jeśli sam Ambroise w tym roku zdecydowanie zamierzał poprzestać na mniej skomplikowanym rzemiośle.
Nawet jeśli stosunkowo długo spacerował na zewnątrz, sięgając po bardzo różnorodne zbiory, praktycznie od samego początku miał swoją bardzo określoną wizję. Zamierzał trzymać się tego, co pierwotnie wymyślił, nie wykorzystując wszystkiego, co zebrał, ale też nie zostawiając sobie tego jako zapasowe opcje.
Nie. Wyjął z torby tylko część roślin, rzucając być może nieco pytające spojrzenie w kierunku Prudence, z jednoczesnym:
- Mhm - w kwestii rychłego nadejścia Mabon i przygotowań.
O tak, doskonale wiedział, że zostało im zaledwie kilka dni do sabatu. Kolejne ranki i wieczory mijały wyjątkowo szybko, niemalże jak z bicza strzelił. Tym bardziej, gdy były tak bardzo wypełnione zajęciami i natłokiem myśli z nimi związanymi. Prudence z pewnością miała tę świadomość.
Zdawał sobie sprawę z tego, że na tym etapie trudno byłoby mu ukryć przed kimś, kto tymczasowo mieszkał z nimi pod jednym dachem to, że w jego przypadku tegorocznemu sabatowi miała towarzyszyć jeszcze inna ceremonia. Nie próbował zresztą tego robić, nawet jeśli nie zaprosił osobiście Prudence na wesele. Nie czuł jednak jakichkolwiek wyrzutów sumienia z tego powodu. Nie było mu głupio. Nie, skoro doskonale wiedział, co robi.
Nie planował tłumaczyć się dziewczynie ze swojej decyzji, nawet jeśli do tego dnia mieli spędzać ze sobą czas, a Elias został zaproszony. Nie sądził zresztą, aby wzięła do siebie brak koperty ze swoim nazwiskiem. Nie byli przyjaciółmi. Jak dotąd nie poruszyli tego tematu i nie spodziewał się, że to jakkolwiek się zmieni. Mogli za to usiąść w jednym pomieszczeniu, rozmawiając o Mabon, czyż nie?
Nie czekał więc zbyt długo na odpowiedź na zadane nieme pytanie. Zamiast tego po prostu zajął miejsce w odpowiedniej odległości, przystępując do wyjmowania roślin z torby. W pewnym momencie dzieląc przy tym część zbiorów na dwie całkiem równe połowy, bez słowa przesuwając je w kierunku dziewczyny.
Piołun będący symbolem przejścia i zamknięcia starego cyklu. Krwawnik na wyleczenie starych ran. Bylica pospolita, ruta i wrotycz dla ochrony. Kilka gałązek rozmarynu i szałwi z ogrodu. Owoce głogu i jarzębiny kojarzone z połączeniem ze światem duchowym. Nie przesunął do niej tylko dębu. Dąb był jego i nie pochodził z tych okolic. Dąb był święty. Nie zamierzał tego komentować.
Nie, nawet on nie miał o sobie aż tak wysokiego mniemania, aby przypisywać sobie nadmierne umiejętności tam, gdzie doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nawet w jego najbliższym otoczeniu znajdowali się prawdziwi eksperci. Nie lubił robić z siebie kompletnego idioty, wypowiadając się o czymś, co bardzo łatwo byłoby zakwestionować. Musiał mieć chociaż nikłe podstawy wiedzy, aby w ogóle wdawać się w jakąkolwiek dyskusję. W tym wypadku rzucił wyłącznie dosyć luźne pytanie w kierunku jego towarzyszki, lekko kiwając na uzyskaną odpowiedź.
- Klimatyczna zdobycz - skwitował zupełnie bez ironii, w tym wypadku raczej nie myśląc o tym, aby uznać wybór Prudence za dziwny bądź chociaż trochę odstający od normy.
Jasne, dla wielu osób mogło to być osobliwe. Ba, zdecydowanie miało takie być. Zdawał sobie z tego sprawę, ale w gruncie rzeczy przecież oboje widywali na ołtarzach znacznie bardziej odstające, oderwane od rzeczywistości dary. Ozdoby z roślin i kości były zaś bardziej interesujące, aniżeli odstręczające. Przynajmniej dla niego, nawet jeśli sam Ambroise w tym roku zdecydowanie zamierzał poprzestać na mniej skomplikowanym rzemiośle.
Nawet jeśli stosunkowo długo spacerował na zewnątrz, sięgając po bardzo różnorodne zbiory, praktycznie od samego początku miał swoją bardzo określoną wizję. Zamierzał trzymać się tego, co pierwotnie wymyślił, nie wykorzystując wszystkiego, co zebrał, ale też nie zostawiając sobie tego jako zapasowe opcje.
Nie. Wyjął z torby tylko część roślin, rzucając być może nieco pytające spojrzenie w kierunku Prudence, z jednoczesnym:
- Mhm - w kwestii rychłego nadejścia Mabon i przygotowań.
O tak, doskonale wiedział, że zostało im zaledwie kilka dni do sabatu. Kolejne ranki i wieczory mijały wyjątkowo szybko, niemalże jak z bicza strzelił. Tym bardziej, gdy były tak bardzo wypełnione zajęciami i natłokiem myśli z nimi związanymi. Prudence z pewnością miała tę świadomość.
Zdawał sobie sprawę z tego, że na tym etapie trudno byłoby mu ukryć przed kimś, kto tymczasowo mieszkał z nimi pod jednym dachem to, że w jego przypadku tegorocznemu sabatowi miała towarzyszyć jeszcze inna ceremonia. Nie próbował zresztą tego robić, nawet jeśli nie zaprosił osobiście Prudence na wesele. Nie czuł jednak jakichkolwiek wyrzutów sumienia z tego powodu. Nie było mu głupio. Nie, skoro doskonale wiedział, co robi.
Nie planował tłumaczyć się dziewczynie ze swojej decyzji, nawet jeśli do tego dnia mieli spędzać ze sobą czas, a Elias został zaproszony. Nie sądził zresztą, aby wzięła do siebie brak koperty ze swoim nazwiskiem. Nie byli przyjaciółmi. Jak dotąd nie poruszyli tego tematu i nie spodziewał się, że to jakkolwiek się zmieni. Mogli za to usiąść w jednym pomieszczeniu, rozmawiając o Mabon, czyż nie?
Nie czekał więc zbyt długo na odpowiedź na zadane nieme pytanie. Zamiast tego po prostu zajął miejsce w odpowiedniej odległości, przystępując do wyjmowania roślin z torby. W pewnym momencie dzieląc przy tym część zbiorów na dwie całkiem równe połowy, bez słowa przesuwając je w kierunku dziewczyny.
Piołun będący symbolem przejścia i zamknięcia starego cyklu. Krwawnik na wyleczenie starych ran. Bylica pospolita, ruta i wrotycz dla ochrony. Kilka gałązek rozmarynu i szałwi z ogrodu. Owoce głogu i jarzębiny kojarzone z połączeniem ze światem duchowym. Nie przesunął do niej tylko dębu. Dąb był jego i nie pochodził z tych okolic. Dąb był święty. Nie zamierzał tego komentować.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down