06.08.2025, 18:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2025, 22:35 przez Icarus Prewett.)
Ostatnie dni poświęcał na poszukiwania i próby. Convivium było w stanie agonii, a on chciał przywrócić je do działania. Nie, nie miał na to siły. Tęsknił jednak za pracą, za tym, że miał co robić. Tyle, że wolał, żeby było to zarządzanie barem, a nie poszukiwanie egzorcystów i testowanie zaklęć usuwających smród. Niestety tych pierwszych było ostatnio mało (lub mieli terminy dopiero na kilka miesięcy do przodu), a zapach był silniejszym przeciwnikiem niż można było się spodziewać. Gdzieś Icarus usłyszał, że pomóc na to mogła modlitwa. Cóż, może i tego spróbuje, kiedy skończą się inne opcje?
Kiedy usłyszał pukanie do drzwi, westchnął ciężko i spojrzał na leżącego na własnych kolanach kota. Odłożył egzemplarz Proroka Codziennego na bok.
– Mój drogi Świstku, niestety będziesz musiał opuścić to jakże wygodne miejsce. Zgodzisz się, jeśli wynagrodzę ci to potem głaskankiem? – zaszczebiotał do kota. Cieszył się, że Mo akurat nie było w domu, bo by pewnie miała z niego polewkę. Co miał poradzić na to, że ten biały pers zawładnął jego sercem?
Świstek popatrzył na niego karcąco, ale po chwili godnie zeskoczył z jego kolan. Egipcjanie nie bez powodu czcili koty. Elegancja tego zwierzęcia zupełnie odróżniała go od skaczącego dookoła Cerbera. Choć Icarus musiał przyznać, że brakowało mu tego pudla. Jego serce było rozdarte. Nie potrafił określić się w tym, czy był psiarzem, czy kociarzem. Tragiczny los...
Spodziewał się ujrzeć raczej sąsiada, a nie własnego brata. Basil od razu zadał mu pytanie, a na twarzy Icarusa pojawił się uśmiech.
– Pytasz Cezara, czy podbił Galię – rzucił, po czym poczuł się zmuszony, by naprostować swój przemądrzały tekst historyka. – Oczywiście, że jestem. Słyszałem w towarzystwie historycznym takie akcenty, że uszy krwawiły.
Kiedy usłyszał pukanie do drzwi, westchnął ciężko i spojrzał na leżącego na własnych kolanach kota. Odłożył egzemplarz Proroka Codziennego na bok.
– Mój drogi Świstku, niestety będziesz musiał opuścić to jakże wygodne miejsce. Zgodzisz się, jeśli wynagrodzę ci to potem głaskankiem? – zaszczebiotał do kota. Cieszył się, że Mo akurat nie było w domu, bo by pewnie miała z niego polewkę. Co miał poradzić na to, że ten biały pers zawładnął jego sercem?
Świstek popatrzył na niego karcąco, ale po chwili godnie zeskoczył z jego kolan. Egipcjanie nie bez powodu czcili koty. Elegancja tego zwierzęcia zupełnie odróżniała go od skaczącego dookoła Cerbera. Choć Icarus musiał przyznać, że brakowało mu tego pudla. Jego serce było rozdarte. Nie potrafił określić się w tym, czy był psiarzem, czy kociarzem. Tragiczny los...
Spodziewał się ujrzeć raczej sąsiada, a nie własnego brata. Basil od razu zadał mu pytanie, a na twarzy Icarusa pojawił się uśmiech.
– Pytasz Cezara, czy podbił Galię – rzucił, po czym poczuł się zmuszony, by naprostować swój przemądrzały tekst historyka. – Oczywiście, że jestem. Słyszałem w towarzystwie historycznym takie akcenty, że uszy krwawiły.