06.08.2025, 20:00 ✶
Postawił naczynie z jedzeniem na stole, po czym stanął obok krzesła, na moment jakby się zawieszając. Pytanie Hannibala zbiło go trochę z pantałyku, a było przecież takie proste. Odpowiedź natomiast... też teoretycznie prosta była. Tylko dlaczego tak trudno było ją wypowiedzieć?
— W Proroku jest taki chaos, że sam nie do końca wiem, co się tam dzieje. Zresztą ja sam... Nie czuję... się za dobrze — przyznał, choć naprawdę nie chciał o tym opowiadać. Wszyscy mieli źle, a użalanie się nad sobą nikomu dobrze nie robiło. — Chyba coś mnie łapie. Po Spalonej Nocy popiół jakby został w moich płucach. A może to po prostu było jakieś niedotlenienie? Może jak oddychasz pyłem, to wdychasz mniej tlenu? To by wyjaśniało zmęczenie...
Oj, nie miał pojęcia o medycynie. Wiedział, że próbując się sam leczyć, sam by zrobił sobie krzywdę. Problem tkwił w tym, że już nawet wtedy w Mungu, dostał możliwość połatania ręki tylko dlatego, że wysłał go tam Prorok. Kolejki przekraczały wszelką miarę rozsądku, bogaci pewnie się wkupywali na początek. Henry nie miał szans.
Jednak kiedy Hannibalowi zaburczało w brzuchu na widok przygotowanej przez niego potrawy, rzeczywiście poczuł się doceniony. Miło było czasem, dla odmiany, zrobić coś dobrze.
— To źle. Jesteś aktorem, pewnie miałeś jakieś próby, nie? Musisz jeść — powiedział, dostawiając jeszcze talerze i sztućce na odpowiednie miejsca.— A jak tam próby? Mamy się w The Globe spodziewać nowego przedstawienia?
Nie interesował się ostatnio teatralnymi repertuarami. Kiedy dziadkowie jeszcze żyli, bywał tam jednak często. Zabierali go najczęściej na klasyczne sztuki, szczególnie na Szekspira. Choć, kiedy nadszedł czas szkoły, chodzili z nim na to, co tylko grali w wakacje. Teraz... Henry nie mógł sobie pozwolić na teatr. Liczył jedynie, że Prorok tam go wyśle jako fotografa. Lepsza by była jakaś miła premiera niż latanie po ulicach podczas, gdy Londyn płonął.
— W Proroku jest taki chaos, że sam nie do końca wiem, co się tam dzieje. Zresztą ja sam... Nie czuję... się za dobrze — przyznał, choć naprawdę nie chciał o tym opowiadać. Wszyscy mieli źle, a użalanie się nad sobą nikomu dobrze nie robiło. — Chyba coś mnie łapie. Po Spalonej Nocy popiół jakby został w moich płucach. A może to po prostu było jakieś niedotlenienie? Może jak oddychasz pyłem, to wdychasz mniej tlenu? To by wyjaśniało zmęczenie...
Oj, nie miał pojęcia o medycynie. Wiedział, że próbując się sam leczyć, sam by zrobił sobie krzywdę. Problem tkwił w tym, że już nawet wtedy w Mungu, dostał możliwość połatania ręki tylko dlatego, że wysłał go tam Prorok. Kolejki przekraczały wszelką miarę rozsądku, bogaci pewnie się wkupywali na początek. Henry nie miał szans.
Jednak kiedy Hannibalowi zaburczało w brzuchu na widok przygotowanej przez niego potrawy, rzeczywiście poczuł się doceniony. Miło było czasem, dla odmiany, zrobić coś dobrze.
— To źle. Jesteś aktorem, pewnie miałeś jakieś próby, nie? Musisz jeść — powiedział, dostawiając jeszcze talerze i sztućce na odpowiednie miejsca.— A jak tam próby? Mamy się w The Globe spodziewać nowego przedstawienia?
Nie interesował się ostatnio teatralnymi repertuarami. Kiedy dziadkowie jeszcze żyli, bywał tam jednak często. Zabierali go najczęściej na klasyczne sztuki, szczególnie na Szekspira. Choć, kiedy nadszedł czas szkoły, chodzili z nim na to, co tylko grali w wakacje. Teraz... Henry nie mógł sobie pozwolić na teatr. Liczył jedynie, że Prorok tam go wyśle jako fotografa. Lepsza by była jakaś miła premiera niż latanie po ulicach podczas, gdy Londyn płonął.