06.08.2025, 23:22 ✶
Prawdę mówiąc, nie miał zielonego pojęcia, czy wielkość dostrzeganych kształtów miała aż takie znaczenie. Pewnie tak? Miało to pewien sens, czyż nie? Ten rodzaj wróżenia nie był jednak w żadnym stopniu czymkolwiek bliskim jego domeny, toteż Ambroise bardzo lekko wzruszył ramionami.
- No, mały to on nie jest - stwierdził, jeszcze raz przyglądając się temu, co pozostało po rozmywającym się dymnym pajęczaku. - Akromantule są większe, ale - urwał na sekundę czy dwie, żeby zaciągnąć się skrętem, po czym wzruszył ramionami - wizualizacja takiej jednej w skali jeden jeden pewnie zabrałaby nam całą chmurę - a to już wymagałoby faktycznego działania jakichś mistycznych sił, które wyjątkowo mocno chciałyby do nich przemówić.
Tyle, że żadne z nich nie było jasnowidzem, a to raczej zdarzało się wyłącznie takim typom. Zadufanym w sobie bubkom, tak swoją drogą, wielkim Mistykom przez duże M. Samozwańczemu crème de la crème ludzi z wrażliwszym Trzecim Okiem. Pozerów, kurwa.
Im natomiast pozostawał raczej mniej oklaskiwany zakres działalności ezoterycznej, nawet jeśli bywali zdecydowanie dużo bardziej przydatni od typów, którzy bazowali wyłącznie na swoim Przeczuciu, często gęsto osiadając na laurach i wszystkie wizje interpretując na jedno kopyto. No, właśnie...
...nawiasem mówiąc...
- Siwy wizjokleta pierdolił o niej mniej więcej miesiąc temu - rzucił tak gładko, jakby w istocie przypomniał sobie coś odnośnie długoterminowej prognozy pogody, która jakimś trafem tym razem rzeczywiście się nie myliła.
Być może nie był jeszcze w stanie zbliżonym do tego, w jakim znalazła się Prudence, a którego mógłby jej pozazdrościć, gdyby nie to, że zamierzał wkrótce zmienić ten stan rzeczy. Podejmował ku temu raczej bardzo konkretne, świadome działania, w dalszym ciągu nie wygaszając swojej działki zielska, a wręcz bardzo regularnie dbając o to, aby biblioteki nie przestały wypełniać kłęby dymu.
Odchrzaknął, kolejny raz zaciągając się skrętem i dopiero wtedy powoli posunął się do rozwinięcia myśli. Nie pamiętał, czy rozmawiał o tym z Bletchleyówną. Wydawało mu się to równie prawdopodobne, co pozwalające zakwestionować się w bardzo łatwy sposób, niemal bez wysiłku. W tamtym nieszczęsnym okresie miał naprawdę dużo różnego gówna na głowie. Począwszy od sytuacji mającej miejsce w nocy w Kniei, jak i później.
Do tego ten przeklęty doppelganger, cała masa innych kwestii, kolejne niepokojące sytuacje na Ścieżkach i na Nokturnie, sprawa z Astarothem i Siostrami. Nie, nie wydawało mu się, by miał okazję powiedzieć Prue coś więcej na temat osobistego nawiedzenia jego rodziny przez Siwego Zgreda z Departamentu Tajemnic, jakie miało miejsce w połowie sierpnia.
No cóż. Tamte informacje i przestrogi ewidentnie chuja dały, skoro tak czy siak wylądowali w mieście pełnym ognia. Zajebiście przydatna wizja, nie ma co. Tylko jeszcze byłoby warto, aby Ministerstwo postanowiło coś z nią zrobić.
- Oczywiście, wcześniej wypytywał o szereg zupełnie absurdalnych rzeczy, wyraźnie próbując czytać między wierszami - nie musiał mówić, że kiepsko to wyszło, prawda? Jego ton był raczej dostatecznie wymownie przekpiewczy. - Natomiast później uraczył nas, jakże przydatnym, gdy kiedyś z drzew zaczną spadać płonące liście, wiedzcie, że kurwa, nie będzie zajebiście - przydatne, prawda?
Parsknął cicho, z ironicznym uśmieszkiem, kręcąc przy tym głową. Kolejny raz zaciągnął się magicznym papierosem. Ministerstwo w formie, a jakże. Chronić i dbać o dobrobyt obywateli. Mhm.
- No, mały to on nie jest - stwierdził, jeszcze raz przyglądając się temu, co pozostało po rozmywającym się dymnym pajęczaku. - Akromantule są większe, ale - urwał na sekundę czy dwie, żeby zaciągnąć się skrętem, po czym wzruszył ramionami - wizualizacja takiej jednej w skali jeden jeden pewnie zabrałaby nam całą chmurę - a to już wymagałoby faktycznego działania jakichś mistycznych sił, które wyjątkowo mocno chciałyby do nich przemówić.
Tyle, że żadne z nich nie było jasnowidzem, a to raczej zdarzało się wyłącznie takim typom. Zadufanym w sobie bubkom, tak swoją drogą, wielkim Mistykom przez duże M. Samozwańczemu crème de la crème ludzi z wrażliwszym Trzecim Okiem. Pozerów, kurwa.
Im natomiast pozostawał raczej mniej oklaskiwany zakres działalności ezoterycznej, nawet jeśli bywali zdecydowanie dużo bardziej przydatni od typów, którzy bazowali wyłącznie na swoim Przeczuciu, często gęsto osiadając na laurach i wszystkie wizje interpretując na jedno kopyto. No, właśnie...
...nawiasem mówiąc...
- Siwy wizjokleta pierdolił o niej mniej więcej miesiąc temu - rzucił tak gładko, jakby w istocie przypomniał sobie coś odnośnie długoterminowej prognozy pogody, która jakimś trafem tym razem rzeczywiście się nie myliła.
Być może nie był jeszcze w stanie zbliżonym do tego, w jakim znalazła się Prudence, a którego mógłby jej pozazdrościć, gdyby nie to, że zamierzał wkrótce zmienić ten stan rzeczy. Podejmował ku temu raczej bardzo konkretne, świadome działania, w dalszym ciągu nie wygaszając swojej działki zielska, a wręcz bardzo regularnie dbając o to, aby biblioteki nie przestały wypełniać kłęby dymu.
Odchrzaknął, kolejny raz zaciągając się skrętem i dopiero wtedy powoli posunął się do rozwinięcia myśli. Nie pamiętał, czy rozmawiał o tym z Bletchleyówną. Wydawało mu się to równie prawdopodobne, co pozwalające zakwestionować się w bardzo łatwy sposób, niemal bez wysiłku. W tamtym nieszczęsnym okresie miał naprawdę dużo różnego gówna na głowie. Począwszy od sytuacji mającej miejsce w nocy w Kniei, jak i później.
Do tego ten przeklęty doppelganger, cała masa innych kwestii, kolejne niepokojące sytuacje na Ścieżkach i na Nokturnie, sprawa z Astarothem i Siostrami. Nie, nie wydawało mu się, by miał okazję powiedzieć Prue coś więcej na temat osobistego nawiedzenia jego rodziny przez Siwego Zgreda z Departamentu Tajemnic, jakie miało miejsce w połowie sierpnia.
No cóż. Tamte informacje i przestrogi ewidentnie chuja dały, skoro tak czy siak wylądowali w mieście pełnym ognia. Zajebiście przydatna wizja, nie ma co. Tylko jeszcze byłoby warto, aby Ministerstwo postanowiło coś z nią zrobić.
- Oczywiście, wcześniej wypytywał o szereg zupełnie absurdalnych rzeczy, wyraźnie próbując czytać między wierszami - nie musiał mówić, że kiepsko to wyszło, prawda? Jego ton był raczej dostatecznie wymownie przekpiewczy. - Natomiast później uraczył nas, jakże przydatnym, gdy kiedyś z drzew zaczną spadać płonące liście, wiedzcie, że kurwa, nie będzie zajebiście - przydatne, prawda?
Parsknął cicho, z ironicznym uśmieszkiem, kręcąc przy tym głową. Kolejny raz zaciągnął się magicznym papierosem. Ministerstwo w formie, a jakże. Chronić i dbać o dobrobyt obywateli. Mhm.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down