08.08.2025, 10:54 ✶
Pokręcił głową, mając przy tym wrażenie, że robi to już któryś raz z rzędu, nawet jeśli praktycznie nie rejestrował przeszłych takich momentów. Po prostu wiedział, że było ich dużo, bowiem Prue wyjątkowo guzdrała się nad tą malutką filiżanką herbaty. Co prawda, napar wewnątrz porcelany zdawał się nie chcieć stygnąć, zdecydowanie im na złość, jednak w takich sprawach należało zdecydowanie dążyć do swego, popijając go małymi łyczkami. Regularnie, nie jak żółw w smole. Stłumił westchnienie.
- Nie działa - stwierdził zdecydowanie, być może odrobinę przypominając przy tym naburmuszonego pierwszoroczniaka z Hogwartu, który jeszcze nie miał żadnego związku z zajęciami wróżbiarstwa, ale wciąż wiedział najlepiej, co na nich będzie.
Było to w pewnym stopniu odczuwalne w tonie głosu Ambroisa, jak i w sposobie, w który na kilka sekund wydął wargi, posyłając bardzo nieprzekonane spojrzenie w kierunku dziewczyny, jednakże jednocześnie jego oczy pozostały roześmiane. Mówił, bo mówił. Ot, co. Po prawdzie, nawet nie przykładał do tego głębszej uwagi.
- Poza tym, żeby faktycznie sprawdzić, czy działa, musiałabyś teraz wypić na hejnał drugą filiżankę herbaty - stuknął czubkiem palca o podłogę, zatrzymując go centralnie przy czajniku.
To było logiczne, czyż nie? Należało dokonać próby porównawczej i tak dalej. Nie można było wyrokować na podstawie jednej filiżanki przestygniętej herbaty, czy fusy z drugiej, pospiesznie wypitej byłyby lepsze czy grosze. Bletchleyówna była naukowcem, powinna to zrozumieć.
Poza tym dostatecznie dużo rzeczy było tu dziś coraz bardziej niejasne.
- Niektóre są... ...podmalowywane? - Im dłużej miał tak mrużyć oczy, tym większe istniało prawdopodobieństwo, że mu tak zostanie albo nabawi się dodatkowych zmarszczek (o czym już średnio myślał), jednak to był odruch, w porządku?
Ułatwiało mu to myślenie na tematy, na które teoretycznie powinien umieć wypowiadać się z marszu, jednak w tym momencie jego własna pamięć dosyć średnio chciała go słuchać. No cóż. Najważniejsze, że do czegoś dochodził. Odpowiedział na spojrzenie Prue, wzruszając ramionami.
- Monidła, no, wiesz - rzucił zupełnie tak, jakby faktycznie był pewien, że wiedziała, bo z jakiegoś powodu codziennie obracała się wokół zubożałej części magicznej arystokracji, której nie było stać na normalne malowane portrety. - One są podmalowywane. Na zdjęciach - dorzucił odkrywczo, zupełnie tak jak ktoś, kto faktycznie wnosił coś do tematu.
I nie, za cholerę nie wiedział, czy używa się do tego sztalug. Wydawało mu się to raczej dosyć niejasne, bo skoro to było tylko podmalowywanie, (choć najpewniej jakimiś odpowiednimi farbami, nie byłe czym), to sztaluga raczej nie była potrzebna. A może była? Nie miał zielonego pojęcia. Jego było stać na normalne magiczne obrazy.
- Mogłabyś dyktować jednemu człowiekowi, on dyktowałby swoim dwóm ludziom, którzy mieliby po dwóch swoich i tak dalej, co nie? Podział komórkowy, tylko inny, hm? Łańcuch powiązań, tak to raczej wygląda w tym wypadku - zawyrokował, chociaż nigdy nie interesowało go budowanie jakiejkolwiek podobnej siatki przestępczej. - Wątpię, by każdy miał dostęp do Dzbana - dodał po chwili namysłu.
To było logiczne, że wszyscy siedzący na szczycie mieli swoich przydupasów od czarnej roboty. W pojedynkę spędzali czas. Jasne, musieli ustalać szersze plany na zdobycie i utrzymanie władzy, ale wcale nie musieli korzystać z doradców, jeśli nie chcieli tego robić. Wystarczyło im raz na jakiś czas rzucić jakąś przemową albo zalążkiem koncepcji, posyłając gdzieś ludzi, aby samemu zajmować się swoimi sprawami. No i Prudence zdecydowanie lubiła się rządzić.
- Od kogo miałabyś dostać ten obraz? - Zmarszczył czoło, patrząc na nią z bardzo wyraźnie dostrzegalnym na mnie nie licz, o ironio, malującym się w jego oczach.
On kupiłby jej jakiś rytualny nożyk lub coś w tym stylu. Z pewnością nie dzieło sztuki.
- Nie działa - stwierdził zdecydowanie, być może odrobinę przypominając przy tym naburmuszonego pierwszoroczniaka z Hogwartu, który jeszcze nie miał żadnego związku z zajęciami wróżbiarstwa, ale wciąż wiedział najlepiej, co na nich będzie.
Było to w pewnym stopniu odczuwalne w tonie głosu Ambroisa, jak i w sposobie, w który na kilka sekund wydął wargi, posyłając bardzo nieprzekonane spojrzenie w kierunku dziewczyny, jednakże jednocześnie jego oczy pozostały roześmiane. Mówił, bo mówił. Ot, co. Po prawdzie, nawet nie przykładał do tego głębszej uwagi.
- Poza tym, żeby faktycznie sprawdzić, czy działa, musiałabyś teraz wypić na hejnał drugą filiżankę herbaty - stuknął czubkiem palca o podłogę, zatrzymując go centralnie przy czajniku.
To było logiczne, czyż nie? Należało dokonać próby porównawczej i tak dalej. Nie można było wyrokować na podstawie jednej filiżanki przestygniętej herbaty, czy fusy z drugiej, pospiesznie wypitej byłyby lepsze czy grosze. Bletchleyówna była naukowcem, powinna to zrozumieć.
Poza tym dostatecznie dużo rzeczy było tu dziś coraz bardziej niejasne.
- Niektóre są... ...podmalowywane? - Im dłużej miał tak mrużyć oczy, tym większe istniało prawdopodobieństwo, że mu tak zostanie albo nabawi się dodatkowych zmarszczek (o czym już średnio myślał), jednak to był odruch, w porządku?
Ułatwiało mu to myślenie na tematy, na które teoretycznie powinien umieć wypowiadać się z marszu, jednak w tym momencie jego własna pamięć dosyć średnio chciała go słuchać. No cóż. Najważniejsze, że do czegoś dochodził. Odpowiedział na spojrzenie Prue, wzruszając ramionami.
- Monidła, no, wiesz - rzucił zupełnie tak, jakby faktycznie był pewien, że wiedziała, bo z jakiegoś powodu codziennie obracała się wokół zubożałej części magicznej arystokracji, której nie było stać na normalne malowane portrety. - One są podmalowywane. Na zdjęciach - dorzucił odkrywczo, zupełnie tak jak ktoś, kto faktycznie wnosił coś do tematu.
I nie, za cholerę nie wiedział, czy używa się do tego sztalug. Wydawało mu się to raczej dosyć niejasne, bo skoro to było tylko podmalowywanie, (choć najpewniej jakimiś odpowiednimi farbami, nie byłe czym), to sztaluga raczej nie była potrzebna. A może była? Nie miał zielonego pojęcia. Jego było stać na normalne magiczne obrazy.
- Mogłabyś dyktować jednemu człowiekowi, on dyktowałby swoim dwóm ludziom, którzy mieliby po dwóch swoich i tak dalej, co nie? Podział komórkowy, tylko inny, hm? Łańcuch powiązań, tak to raczej wygląda w tym wypadku - zawyrokował, chociaż nigdy nie interesowało go budowanie jakiejkolwiek podobnej siatki przestępczej. - Wątpię, by każdy miał dostęp do Dzbana - dodał po chwili namysłu.
To było logiczne, że wszyscy siedzący na szczycie mieli swoich przydupasów od czarnej roboty. W pojedynkę spędzali czas. Jasne, musieli ustalać szersze plany na zdobycie i utrzymanie władzy, ale wcale nie musieli korzystać z doradców, jeśli nie chcieli tego robić. Wystarczyło im raz na jakiś czas rzucić jakąś przemową albo zalążkiem koncepcji, posyłając gdzieś ludzi, aby samemu zajmować się swoimi sprawami. No i Prudence zdecydowanie lubiła się rządzić.
- Od kogo miałabyś dostać ten obraz? - Zmarszczył czoło, patrząc na nią z bardzo wyraźnie dostrzegalnym na mnie nie licz, o ironio, malującym się w jego oczach.
On kupiłby jej jakiś rytualny nożyk lub coś w tym stylu. Z pewnością nie dzieło sztuki.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down