08.08.2025, 16:01 ✶
- Na ogół dobrze jest czuć własny język - sprostował lekko, bo chociaż nie wiedział, jakie Prue miała plany na resztę wieczoru, poparzenie sobie jamy ustnej nigdy nie było czymś, co ktoś świadomie chciałby w nich uwzględniać.
No, przynajmniej z jego perspektywy. A on, co było raczej powszechnie wiadome, wręcz słynął z niewyparzonej gęby. W tym stanie tym bardziej niespecjalnie przejmował się słowami, jakie wypowiadał. Wyjątkowo dobrze gadało mu się z Prudence, kiedy nie próbowała być najmądrzejszą osobą w pomieszczeniu.
- Monidła - powtórzył bez głębszego zastanowienia. - Portrety dla zubożałych czarodziejów - i nie tylko dla nich, ale o tym nie mówił, bo to już zdecydowanie nie przyciągnęło jego uwagi, nie był w końcu szeroko obeznany z kulturą mugoli. - No, wiesz. Tych, których nie stać na to, żeby malować je od a do z, pozując i płacąc artyście za te wszystkie godziny - bardzo nieznacznie wzruszył ramionami, bo przecież ta część kultury mimo wszystko była istotna dla większości ludzi, czyż nie?
Przynajmniej tam, gdzie on bywał, przedstawiciele magicznego społeczeństwa mieli portrety swoich krewnych porozwieszane na ścianach. To był fragment tradycji. A że nie każdego było obecnie stać na rzemiosło tego typu. No cóż.
- Malują po magicznych zdjęciach. Farbami. Poprawiają włosy, dorysowują elementy. Taki udawany malunek - chyba mniej więcej tak to był w stanie wyjaśnić, tym bardziej, że sam jakoś nie posiadał zbyt dużej wiedzy na ten temat.
W bardziej zamożnych rodzinach nie robiło się podobnych fałszywek, chociaż te boczne, bardziej zapomniane linie niektórych...
...no cóż.
Nie wnikał w to aż tak bardzo. Szczególnie nie, gdy przeszli do ciekawszych tematów, wreszcie zaczynając szukać głębi we wróżbach. Uśmiechnął się pod nosem, unosząc lekko brwi, jakby właśnie usłyszał wyjątkowo przewrotny żart.
-Tylko jedną osobę, tak? - Uniósł brwi, wyraźnie rozbawiony.
Ciekawe. Bardzo ciekawe, bo wydawało mu się, że zarówno Prudence, jak i on znali przynajmniej jednego, bardzo konkretnego człowieka, który ostatnio zaskakująco często znajdował czas, by ją słuchać. I to nie byle jak, a z takim skupieniem, że było to nawet na swój sposób przezabawne.
Już zresztą otwierał usta, żeby powiedzieć to na głos, żeby rzucić imię na stół, robiąc to z nieskrywaną nonszalancją i prawdziwą satysfakcją, ale…
...słowa zawisły w powietrzu, ale nie padły. Nie, skoro jego przekaz był z pewnością doskonale zrozumiały i bez uciekania się do mówienia wszystkiego na głos. Zmarszczył lekko brwi, jakby rozważał coś przez chwilę, po czym parsknął cicho.
- No nic - rzucił z lekkim uśmiechem. - Skoro mówisz, że nikt cię nie słucha, to pewnie masz rację - wzruszył ramionami, teoretycznie od niechcenia, ale z błyskiem w oku. - Niemniej, skoro jesteś w stanie na dłużej niż trzy sekundy zatrzymać przy sobie kogoś, kto w normalnych okolicznościach prędzej dałby się poćwiartować niż potulnie słuchać kogokolwiek... ...a... nie oszukujmy się... ...to nie jest ktoś, kto słucha z grzeczności ani tym bardziej potakuje dla świętego spokoju... ...to może jednak ludzie trochę cię szanują - kątem oka spojrzał na dziewczynę, z tym specyficznym uśmiechem, który zwykle oznaczał jedno: dobrze wiesz, że mam rację, ale i tak dam ci się chwilę z tym posprzeczać, jeśli sobie tego życzysz. Ot, dla sportu.
- Jak będziesz miła, może Fabian narysuje ci jakąś laurkę - zdecydowanie prędzej od Eliasa, nie?
Szczególnie, że brat Prudence zdawał się być ostatnio wyjątkowo zajęty. I to nie bez przyczyny. Pożary naprawdę przyniosły mu cholernie dużo pracy. Prawdopodobnie równie dużo, co innym osobom parającym się jakiegoś rodzaju fizycznymi zajęciami. Tworzenie obrazów na szkle z pewnością nie było obecnie priorytetem kumpla Ambroisa.
- Jeszcze wybudować dom - uzupełnił, wbijając wzrok w wzór na spodzie filiżanki, po czym wstrząsając ramionami. - Zbudować dom, posadzić drzewo, spłodzić syna. Dokładnie w tej kolejności - spojrzał na Prue, wypuszczając powietrze nosem i kręcąc głową.
Nawet nie próbował ukrywać tego, co sądzi o tej interpretacji.
- Sadzenie drzew to raczej u nas chleb powszedni - mogła się tego zresztą domyślić, nawet jeśli nie bywała u jego rodziny; to nie była żadna tajemna wiedza, czyż nie? - Gdybym na każde sadzone drzewo płodził syna, to... ...o Bogini... ...o kurwa - nie, nie był królikiem i nie zamierzał nim być.
Z żoną czy bez żony. Co rok prorok zdecydowanie go nie kręciło. Nie zamierzał tworzyć drugiej Kniei.
No, przynajmniej z jego perspektywy. A on, co było raczej powszechnie wiadome, wręcz słynął z niewyparzonej gęby. W tym stanie tym bardziej niespecjalnie przejmował się słowami, jakie wypowiadał. Wyjątkowo dobrze gadało mu się z Prudence, kiedy nie próbowała być najmądrzejszą osobą w pomieszczeniu.
- Monidła - powtórzył bez głębszego zastanowienia. - Portrety dla zubożałych czarodziejów - i nie tylko dla nich, ale o tym nie mówił, bo to już zdecydowanie nie przyciągnęło jego uwagi, nie był w końcu szeroko obeznany z kulturą mugoli. - No, wiesz. Tych, których nie stać na to, żeby malować je od a do z, pozując i płacąc artyście za te wszystkie godziny - bardzo nieznacznie wzruszył ramionami, bo przecież ta część kultury mimo wszystko była istotna dla większości ludzi, czyż nie?
Przynajmniej tam, gdzie on bywał, przedstawiciele magicznego społeczeństwa mieli portrety swoich krewnych porozwieszane na ścianach. To był fragment tradycji. A że nie każdego było obecnie stać na rzemiosło tego typu. No cóż.
- Malują po magicznych zdjęciach. Farbami. Poprawiają włosy, dorysowują elementy. Taki udawany malunek - chyba mniej więcej tak to był w stanie wyjaśnić, tym bardziej, że sam jakoś nie posiadał zbyt dużej wiedzy na ten temat.
W bardziej zamożnych rodzinach nie robiło się podobnych fałszywek, chociaż te boczne, bardziej zapomniane linie niektórych...
...no cóż.
Nie wnikał w to aż tak bardzo. Szczególnie nie, gdy przeszli do ciekawszych tematów, wreszcie zaczynając szukać głębi we wróżbach. Uśmiechnął się pod nosem, unosząc lekko brwi, jakby właśnie usłyszał wyjątkowo przewrotny żart.
-Tylko jedną osobę, tak? - Uniósł brwi, wyraźnie rozbawiony.
Ciekawe. Bardzo ciekawe, bo wydawało mu się, że zarówno Prudence, jak i on znali przynajmniej jednego, bardzo konkretnego człowieka, który ostatnio zaskakująco często znajdował czas, by ją słuchać. I to nie byle jak, a z takim skupieniem, że było to nawet na swój sposób przezabawne.
Już zresztą otwierał usta, żeby powiedzieć to na głos, żeby rzucić imię na stół, robiąc to z nieskrywaną nonszalancją i prawdziwą satysfakcją, ale…
...słowa zawisły w powietrzu, ale nie padły. Nie, skoro jego przekaz był z pewnością doskonale zrozumiały i bez uciekania się do mówienia wszystkiego na głos. Zmarszczył lekko brwi, jakby rozważał coś przez chwilę, po czym parsknął cicho.
- No nic - rzucił z lekkim uśmiechem. - Skoro mówisz, że nikt cię nie słucha, to pewnie masz rację - wzruszył ramionami, teoretycznie od niechcenia, ale z błyskiem w oku. - Niemniej, skoro jesteś w stanie na dłużej niż trzy sekundy zatrzymać przy sobie kogoś, kto w normalnych okolicznościach prędzej dałby się poćwiartować niż potulnie słuchać kogokolwiek... ...a... nie oszukujmy się... ...to nie jest ktoś, kto słucha z grzeczności ani tym bardziej potakuje dla świętego spokoju... ...to może jednak ludzie trochę cię szanują - kątem oka spojrzał na dziewczynę, z tym specyficznym uśmiechem, który zwykle oznaczał jedno: dobrze wiesz, że mam rację, ale i tak dam ci się chwilę z tym posprzeczać, jeśli sobie tego życzysz. Ot, dla sportu.
- Jak będziesz miła, może Fabian narysuje ci jakąś laurkę - zdecydowanie prędzej od Eliasa, nie?
Szczególnie, że brat Prudence zdawał się być ostatnio wyjątkowo zajęty. I to nie bez przyczyny. Pożary naprawdę przyniosły mu cholernie dużo pracy. Prawdopodobnie równie dużo, co innym osobom parającym się jakiegoś rodzaju fizycznymi zajęciami. Tworzenie obrazów na szkle z pewnością nie było obecnie priorytetem kumpla Ambroisa.
- Jeszcze wybudować dom - uzupełnił, wbijając wzrok w wzór na spodzie filiżanki, po czym wstrząsając ramionami. - Zbudować dom, posadzić drzewo, spłodzić syna. Dokładnie w tej kolejności - spojrzał na Prue, wypuszczając powietrze nosem i kręcąc głową.
Nawet nie próbował ukrywać tego, co sądzi o tej interpretacji.
- Sadzenie drzew to raczej u nas chleb powszedni - mogła się tego zresztą domyślić, nawet jeśli nie bywała u jego rodziny; to nie była żadna tajemna wiedza, czyż nie? - Gdybym na każde sadzone drzewo płodził syna, to... ...o Bogini... ...o kurwa - nie, nie był królikiem i nie zamierzał nim być.
Z żoną czy bez żony. Co rok prorok zdecydowanie go nie kręciło. Nie zamierzał tworzyć drugiej Kniei.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down