Nie trudno było nie wierzyć w jej słowa, skoro sama nie do końca w nie wierzyła. Próbowała przekonać siebie samą o tym, że to nie może być to, nie mogła jednak tego zrobić, a skoro sama w to nie wierzyła, to raczej ciężko było spowodować, żeby ktoś inny w to uwierzył. Myślała o tym, podobne pytania pojawiały się już w jej głowie, ale oddalała je jak najdalej, bo nie do końca chciała uznać, że to faktycznie może być powodem jej dolegliwości. Była przecież młoda, miała na głowie naprawdę wiele spraw, nie zdążyła jeszcze ogarnąć całego swojego bałaganu, to nie był odpowiedni moment, chociaż właściwie czy jakokolwiek był? Trudno jej było znaleźć odpowiedź na to pytanie.
- Rozumiem, to faktycznie może tak wyglądać. - Nie mogła zaprzeczyć temu, że zasugerował jej właśnie taką, a nie inną diagnozę. Nasuwała się na myśl jako pierwsza. Nie miała mu tego za złe, chociaż pewnie niektóre panny z podobnych kręgów uznałyby za potwarz to, że ktoś mógł zasugerować im to, że się nieodpowiednio prowadzały. Yaxley do nich nie należała, nie kryła się nawet z tym jakoś szczególnie. Zresztą mieszkali z Ambroisem przez wiele lat razem, co wcale nie było takim oczywistym rozwiązaniem dla osób ich pokroju. Raczje nietrudno było się domyślić tego, że nie zamierzają czekać na ten magiczny moment, którym był ślub. Nie należeli do szczególnie konserwatywnych osób, przynajmniej jeśli chodzi o to.
- Och tak, jestem strasznie pewna, jednak nie na tyle, by dać sobie za to uciąć rękę. - To świadczyło samo za siebie. Nie mogła mieć pewności, westchnęła w końcu ciężko, bo powoli zaczynało do niej docierać, że to może być prawda. Powinna faktycznie w końcu zająć się tymi dolegliwościami.
Naturalnym odruchem byłoby skonsultowanie się z Florence, tyle, że ona nie żyła, więc będzie musiała wybrać innego z dostępnych i zaufanych jej uzdrowicieli. Nie do końca chciała iść do Ambroise'a, bo jeśli diagnoza miała być właśnie taka, to wolałaby mu jednak przekazać to w nieco inny sposób.
- Ja pierdole, jak to będzie wyglądało.- Był to chyba moment, w którym wypadałoby zacząć się tym martwić, może nie miała oficjalnego potwierdzenia, jednak powoli zaczynała się godzić z taką ewentualnością. Nie wiedzieć czemu wszystkie jej dzisiejsze dramaty życiowe, olśnienia odbywały się przy Fenwicku.
- Może jednak wrócimy do rezydencji? - Zupełnie minęła jej ochota na rzucanie nożami, nie, żeby służyło jej przebywanie w domu, jednak w tej chwili musiała znowu zacząć układać sobie wszystko w głowie, a przede wszystkim skorzystać z konsultacji kogoś zaufanego, będzie musiała przemyśleć do kogo powinna się udać, bo nie było to wcale takie oczywiste w tej chwili. Dlaczego jak zaczynało się sypać i mieszać, to na wszystkich możliwych płaszczyznach? Nie wiedziała, jakby ktoś chciał sprawdzić, ile jest w stanie udźwignąć.