11.08.2025, 12:12 ✶
Kobieta – mimo dramatycznego, niemalże rozhisteryzowanego tonu własnego dziecka, mimo równie dramatycznej, wręcz teatralnej w geście prezentacji otaczającej ich rzeczywistości – przeskanowała wzrokiem kolejną stronę w poszukiwaniu zdania, które utkwiło jej w pamięci. Być może była to kwestia genów, być może była to kwestia wychowania, ale obie damy były uparte i nieustępliwe, po kimś Lana musiała to odziedziczyć.
Tak było i teraz, a emocjonalna chwiejność wypowiedzi latorośli nie sprzyjała, wręcz betonowała zachowania rodzicielki, która całą sobą pokazywała jak irracjonalne jest poddawanie się impulsom biegnącym z odzwierzęcego ciała. Ewolucja rządziła się swoimi prawami, a pozostałość po małpach i mugolach zdecydowanie zakłócała przebieg racjonalnej i światłej myśli czarodziejowi. Tanaquil Dolohov z domu Shafiq była ponad tego typu instynkty i ze wszech miar zamierzała dać swojej następczyni adekwatną lekcję słusznych zachowań w takich momentach.
W końcu więc, po trwającym prawdziwą wieczność chwili, uniosła zimne spojrzenie ku okiennicom, jej twarz pełna stonowanej, ale głęboko zakorzenionej dezaprobaty nie zmieniła się ani o jotę, mimo czarnych chmur dociążających pejzaż magicznego Londynu, czy dołączających do nich wysyconego złowieszczą sadzą dymu. Z absolutnym stoicyzmem zlustrowała kolejne okiennice, poddając cichej analizie zaistniałą sytuację, po czym powróciła uwagą do trzęsącej się osiki, którą obecnie była jej córka, ażeby bardzo cicho i równie chłodno poinformować ją o wyniku procesu myślowego, który byłby możliwy i wykonalny, gdyby Lana z łaski swojej nie poddawała się krążącej w żyłach panice.
– Najwidoczniej, skoro śmieci nie wynoszą się same, ktoś wreszcie postanowił zrobić z tym porządek i nie tylko wygłaszać swoje tezy, ale wprowadzić je w życie. Gdybym była dziesięć lat młodsza... – westchnęła, pozostawiając w niedopowiedzeniu cóż takiego by robiła mając te dziesięć lat mniej oraz - kto wie - jakie byłyby oczekiwania wobec Lany, która z racji oddzielającego ich pokolenia była młodą, w pełni sił czystokrwistą czarownicą. Tymczasem pani matka powróciła do lektury. – Jak wspominałam nic nam nie grozi. Jesteśmy Dolohovami, czystość naszej krwi jest bezsprzeczna, żadna szlama nie plugawi tej kamienicy. Możesz odejść – poinformowała ją, ostentacyjnie powracając do swojej eksploracji zapisanych przed laty słów, woląc proces oczyszczania spędzić mimo wszystko w przeszłości aniżeli w brudnej i niemile pachnącej teraźniejszości. Przez myśl jej przeszło, że może powinny się teleportować, chociażby do jej rodziny po kądzieli, której siedziba miała zdecydowanie więcej zabezpieczeń aniżeli ich kamienica, szybko jednak odrzuciła tę ewentualność. Musiała dać swojej córce lekcję opanowania, a to cenniejsze było niż opatulenie się dodatkowymi zabezpieczeniami. Poza tym - pewność o tym, że nic im nie grozi była w niej na tyle silna, że tylko wspierała ją w upartości powziętej decyzji.
Tak było i teraz, a emocjonalna chwiejność wypowiedzi latorośli nie sprzyjała, wręcz betonowała zachowania rodzicielki, która całą sobą pokazywała jak irracjonalne jest poddawanie się impulsom biegnącym z odzwierzęcego ciała. Ewolucja rządziła się swoimi prawami, a pozostałość po małpach i mugolach zdecydowanie zakłócała przebieg racjonalnej i światłej myśli czarodziejowi. Tanaquil Dolohov z domu Shafiq była ponad tego typu instynkty i ze wszech miar zamierzała dać swojej następczyni adekwatną lekcję słusznych zachowań w takich momentach.
W końcu więc, po trwającym prawdziwą wieczność chwili, uniosła zimne spojrzenie ku okiennicom, jej twarz pełna stonowanej, ale głęboko zakorzenionej dezaprobaty nie zmieniła się ani o jotę, mimo czarnych chmur dociążających pejzaż magicznego Londynu, czy dołączających do nich wysyconego złowieszczą sadzą dymu. Z absolutnym stoicyzmem zlustrowała kolejne okiennice, poddając cichej analizie zaistniałą sytuację, po czym powróciła uwagą do trzęsącej się osiki, którą obecnie była jej córka, ażeby bardzo cicho i równie chłodno poinformować ją o wyniku procesu myślowego, który byłby możliwy i wykonalny, gdyby Lana z łaski swojej nie poddawała się krążącej w żyłach panice.
– Najwidoczniej, skoro śmieci nie wynoszą się same, ktoś wreszcie postanowił zrobić z tym porządek i nie tylko wygłaszać swoje tezy, ale wprowadzić je w życie. Gdybym była dziesięć lat młodsza... – westchnęła, pozostawiając w niedopowiedzeniu cóż takiego by robiła mając te dziesięć lat mniej oraz - kto wie - jakie byłyby oczekiwania wobec Lany, która z racji oddzielającego ich pokolenia była młodą, w pełni sił czystokrwistą czarownicą. Tymczasem pani matka powróciła do lektury. – Jak wspominałam nic nam nie grozi. Jesteśmy Dolohovami, czystość naszej krwi jest bezsprzeczna, żadna szlama nie plugawi tej kamienicy. Możesz odejść – poinformowała ją, ostentacyjnie powracając do swojej eksploracji zapisanych przed laty słów, woląc proces oczyszczania spędzić mimo wszystko w przeszłości aniżeli w brudnej i niemile pachnącej teraźniejszości. Przez myśl jej przeszło, że może powinny się teleportować, chociażby do jej rodziny po kądzieli, której siedziba miała zdecydowanie więcej zabezpieczeń aniżeli ich kamienica, szybko jednak odrzuciła tę ewentualność. Musiała dać swojej córce lekcję opanowania, a to cenniejsze było niż opatulenie się dodatkowymi zabezpieczeniami. Poza tym - pewność o tym, że nic im nie grozi była w niej na tyle silna, że tylko wspierała ją w upartości powziętej decyzji.