11.08.2025, 12:18 ✶
Wizyta Basila bardzo go ożywiła. Może była to kwestia tego, że Mona chodziła do pracy, a on... siedział sam. Zwykle lubił przebywać z innymi. Nawet, gdy się uczył w Hogwarcie, chodził do biblioteki, by dookoła niego siedzieli inni uczniowie. Samotność potrafiła go dobijać. A w dodatku, teraz miał coś w stylu zadania. Dobrze było dostać coś do zrobienia. Szczególnie, gdy dawało to okazję do pomądrzenia się i pochwalenia się znajomością wymarłego języka.
– Brzmi, jak coś idealnego dla mnie – uśmiechnął się, po czym wsunął na stopy buty i narzucił na siebie płaszcz. – Obiad to uczciwa cena. Wiesz, jak sobie radzę z gotowaniem, a głupio mi czekać, aż Mona wróci z pracy i coś zrobi. Wyglądam wtedy na strasznego lenia. Wiem, że urodziny mam dopiero w marcu, ale jeśli byś się zastanawiał nad prezentem, to książka kucharska łatwych potraw jakiejś mugolskiej siostry zakonnej byłaby świetnym pomysłem.
Tego wieczoru nie miał żadnych planów z Mo. Szli raczej powoli, starali się raczej nauczyć żyć ze sobą i nie wchodzić sobie w drogę. Owszem, Icarus wciąż za nią szalał, ale wiedział, że żeby być dla niej odpowiednim, musiał nauczyć się kilku rzeczy. Na przykład radzenia sobie z problemami w zdrowy sposób. A wciąż... nie do końca potrafił.
– Nie mamy planów, więc na spokojnie. A po tym, jak poradzimy sobie z klątwą, będziesz musiał mi opowiedzieć, co u ciebie.
Icarus zgarnął z szafki klucze do mieszkania i ruszył w stronę wyjścia z kamienicy. Mona miała dodatkową (a raczej oryginalną, a nie dorobioną) parę kluczy, więc nie było problemu z tym, żeby wróciła przed nim. Wyszedł na zewnątrz. Ten dzień był cieplejszy niż poprzednie, co stanowiło miły akcent.
– Dobrze, w takim razie, prowadź.
– Brzmi, jak coś idealnego dla mnie – uśmiechnął się, po czym wsunął na stopy buty i narzucił na siebie płaszcz. – Obiad to uczciwa cena. Wiesz, jak sobie radzę z gotowaniem, a głupio mi czekać, aż Mona wróci z pracy i coś zrobi. Wyglądam wtedy na strasznego lenia. Wiem, że urodziny mam dopiero w marcu, ale jeśli byś się zastanawiał nad prezentem, to książka kucharska łatwych potraw jakiejś mugolskiej siostry zakonnej byłaby świetnym pomysłem.
Tego wieczoru nie miał żadnych planów z Mo. Szli raczej powoli, starali się raczej nauczyć żyć ze sobą i nie wchodzić sobie w drogę. Owszem, Icarus wciąż za nią szalał, ale wiedział, że żeby być dla niej odpowiednim, musiał nauczyć się kilku rzeczy. Na przykład radzenia sobie z problemami w zdrowy sposób. A wciąż... nie do końca potrafił.
– Nie mamy planów, więc na spokojnie. A po tym, jak poradzimy sobie z klątwą, będziesz musiał mi opowiedzieć, co u ciebie.
Icarus zgarnął z szafki klucze do mieszkania i ruszył w stronę wyjścia z kamienicy. Mona miała dodatkową (a raczej oryginalną, a nie dorobioną) parę kluczy, więc nie było problemu z tym, żeby wróciła przed nim. Wyszedł na zewnątrz. Ten dzień był cieplejszy niż poprzednie, co stanowiło miły akcent.
– Dobrze, w takim razie, prowadź.