11.08.2025, 12:37 ✶
Jej słowa nie uspokoiły wciąż zaniepokojonego o los żony mężczyzny, ale zdziałały przynajmniej tyle, że ten nie chciał pogwałcić podstawowego prawa międzynarodowego czarodziejów. Skinął jej głową posłusznie i dołożył tyle swojej pomocy, że odsunął tych, którzy chcieli powstrzymać młodą dziewczynę przed wtargnięciem na teren posesji, której rzeczywiście i całkiem realnie groziło zawalenie. Nie miała munduru, przez otaczających ją mugoli nie była odbierana, jako członkini służb, ale biegnąc słyszała tłumaczenia Mallory'ego, że to daleka kuzynka, która pewnością znajdzie posłuch u tej głupiej starej raszpli.
W korytarzu powitał ją gryzący, nienaturalny dym, który rozpełzał się po całej kamienicy. Z góry dochodziły niepokojące dźwięki - trzaski i głuche uderzenia, oraz narastający huk rozpełzającego się po poddaszu pożaru. Czasu było coraz mniej, podobnie jak możliwości na ucieczkę, nawet jeśli mieszkanie czarodziei było na parterze.
Drzwi do środka lokum Państwa Mallory były zamknięte, ale nie zakluczone, więc aurorka bez trudu dostała się do środka. Niewielkie mieszkanko było urządzone ze smakiem, balans użyteczności i zdobień dawał wrażenie przytulności. Ściany wypełniały nieruchome (dla utrzymania pozoru) fotografie małżonków, przestrzenie zapełniały sprzęty mugolskie, ale też kilka rozwiązań magicznych, które odpowiednio ukryte nie wzbudziłyby w odwiedzających sąsiadach podejrzeń. Jak runy ochrone, wplecione wprawnie w dekoracje z powodzeniem nazywaną "etniczną".
– Powiedziałam, że nigdzie się stąd nie wybieram! – zawołanie z kuchni, nawet nie wiedząc do kogo. – Nigdzie! Nie zamierzam! Wiesz dziewucho ile musiałam zapłacić za te runy!? Wszystko poszło z mojej jednej pensji bo ten stary dziad uważał, że nie są nam do niczego potrzebne. Jeśli stąd wyjdę to udowodnię mu że miał rację! – niewiasta była mocno zapieczona w swojej opinii, choć ewidentnie skruszała, gdy stanęła w progu i zdała sobie sprawę z tego, że rozmawia z aurorką. Nie miały zbyt często do czynienia (i chwała boginii Matce, w końcu ani ona ani mąż nie byli zaplątani w jakieś czarnomagiczne aktywności), wciąż jednak widok funkcjonariuszki napawał słuszną trwogą. – Ale.. ale.. to nasz dom... na pewno nie jest aż tak źle, zaraz przyjedzie straż i zgasi poddasze, ja... ja nie mogę... – wahała się wyraźnie, ale nie brzmiała już na tak przekonaną jak ledwie minutę temu.
W korytarzu powitał ją gryzący, nienaturalny dym, który rozpełzał się po całej kamienicy. Z góry dochodziły niepokojące dźwięki - trzaski i głuche uderzenia, oraz narastający huk rozpełzającego się po poddaszu pożaru. Czasu było coraz mniej, podobnie jak możliwości na ucieczkę, nawet jeśli mieszkanie czarodziei było na parterze.
Drzwi do środka lokum Państwa Mallory były zamknięte, ale nie zakluczone, więc aurorka bez trudu dostała się do środka. Niewielkie mieszkanko było urządzone ze smakiem, balans użyteczności i zdobień dawał wrażenie przytulności. Ściany wypełniały nieruchome (dla utrzymania pozoru) fotografie małżonków, przestrzenie zapełniały sprzęty mugolskie, ale też kilka rozwiązań magicznych, które odpowiednio ukryte nie wzbudziłyby w odwiedzających sąsiadach podejrzeń. Jak runy ochrone, wplecione wprawnie w dekoracje z powodzeniem nazywaną "etniczną".
– Powiedziałam, że nigdzie się stąd nie wybieram! – zawołanie z kuchni, nawet nie wiedząc do kogo. – Nigdzie! Nie zamierzam! Wiesz dziewucho ile musiałam zapłacić za te runy!? Wszystko poszło z mojej jednej pensji bo ten stary dziad uważał, że nie są nam do niczego potrzebne. Jeśli stąd wyjdę to udowodnię mu że miał rację! – niewiasta była mocno zapieczona w swojej opinii, choć ewidentnie skruszała, gdy stanęła w progu i zdała sobie sprawę z tego, że rozmawia z aurorką. Nie miały zbyt często do czynienia (i chwała boginii Matce, w końcu ani ona ani mąż nie byli zaplątani w jakieś czarnomagiczne aktywności), wciąż jednak widok funkcjonariuszki napawał słuszną trwogą. – Ale.. ale.. to nasz dom... na pewno nie jest aż tak źle, zaraz przyjedzie straż i zgasi poddasze, ja... ja nie mogę... – wahała się wyraźnie, ale nie brzmiała już na tak przekonaną jak ledwie minutę temu.