11.08.2025, 13:04 ✶
Przyjął od Peregrinusa butelkę piwa, wiedząc, że ojciec byłby wściekły, gdyby się dowiedział i wygłosiłby mu dwugodzinny wykład o tym, jak niegodnie się zachowywał. Może dlatego spróbowanie trunku miało właśnie taki czar. Czego Dedalus nie zobaczy, to go nie zaboli. Chyba nie powinien był tak myśleć, ale... było lato. W szkole mógł być porządnym kujonem, przyszłym historykiem. Teraz mógł być po prostu zwyczajnym nastolatkiem.
Potem trójka nastolatków zabrała się za grę w karty. Rzeczywiście głupotą było granie z jasnowidzem. Icarus z całej siły próbował wykazać się sprytem, ale nic to nie dało. Każdy jego plan był przewidywany i z łatwością ogrywany. A może wcale nie grał tak mądrze? To też była opcja. Prewett miał typową dla młodocianych nerdów skłonność do przekombinowywania. Niestety często zagrywki, które stosował, przegrywały z najprostszymi ruchami, jakie można było wykonać.
Pod koniec gry, dopił swoje piwko. Rozweselony spojrzał na butelkę i uśmiechnął się do towarzyszy. Przyszedł mu do głowy naprawdę iście durny pomysł.
— Powinniśmy zagrać w butelkę. Wiecie, prawda czy wyzwanie. Kiedyś inni Ślizgoni grali w to w pokoju wspólnym, w zieloną noc — rzekł, udając znawcę tego typu towarzyskich gier. Sam nigdy nie brał w tym udziału. Może dlatego, że jednym z wyzwań było zabranie z jego rąk książki i wrzucenie jej do pyska wyrzeźbionego w kamieniu węża obok wejścia do salonu. Jednak może jak się grało, mogło być zabawnie?
Potem trójka nastolatków zabrała się za grę w karty. Rzeczywiście głupotą było granie z jasnowidzem. Icarus z całej siły próbował wykazać się sprytem, ale nic to nie dało. Każdy jego plan był przewidywany i z łatwością ogrywany. A może wcale nie grał tak mądrze? To też była opcja. Prewett miał typową dla młodocianych nerdów skłonność do przekombinowywania. Niestety często zagrywki, które stosował, przegrywały z najprostszymi ruchami, jakie można było wykonać.
Pod koniec gry, dopił swoje piwko. Rozweselony spojrzał na butelkę i uśmiechnął się do towarzyszy. Przyszedł mu do głowy naprawdę iście durny pomysł.
— Powinniśmy zagrać w butelkę. Wiecie, prawda czy wyzwanie. Kiedyś inni Ślizgoni grali w to w pokoju wspólnym, w zieloną noc — rzekł, udając znawcę tego typu towarzyskich gier. Sam nigdy nie brał w tym udziału. Może dlatego, że jednym z wyzwań było zabranie z jego rąk książki i wrzucenie jej do pyska wyrzeźbionego w kamieniu węża obok wejścia do salonu. Jednak może jak się grało, mogło być zabawnie?