- Tak, nie chodzi o otoczenie. - Potwierdziła jego przypuszczenia. Miał rację. Nie przejmowała się szczególnie tym, co pomyślą sobie inni, czy będą ich oceniać, plotkować, pleść trzy po trzy, to nigdy nie było istotne. Nie należała do osób, którym zależało na aprobacie towarzystwa. Liczyli się tylko i wyłącznie jej najbliżsi i ich zdanie, nie obcych ludzi, którzy gówno wiedzieli o niej, czy o jej narzeczonym.
Problemem było to, że zupełnie nie przygotowała się na taką ewentualność, nie była gotowa na zostanie matką, nie przemyślała tego. Takie rzeczy czasem się po prostu działy, oczywiście, tyle, że dlaczego akurat im miało się to przytrafić? Oczywiście, że mogło być gorzej, mogłaby wpaść z jakimś obcym typem, którego nigdy więcej nie miała zobaczyć na oczy, to zdecydowanie było gorszą wersją podobnej historii, tak naprawdę to zaczęło do niej docierać, że może nie było to aż takim dramatem.
Mieli wziąć ślub, jasne za chwilę, pewnie pogadają trochę o tym, że wzięli go tylko dlatego, że wpadła, jakby te siedem lat, które razem spędzili niczego nie znaczyły, ale niekoniecznie ją to obchodziło. Za kilka miesięcy wszyscy o tym zapomną, jak zawsze. Nie byłby to pierwszy taki ślub w ich świecie, a oni sami wiedzieli, że to nie miało być powodem.
Jeśli ktoś był w stanie zapewnić dzieciakowi bezpieczeństwo, to na pewno byłaby to ona. Odetchnęła głęboko, chyba niepotrzebnie się nakręcała, zresztą nawet nie miała pewności, że to było to. Nie było więc sensu póki co jakoś specjalnie panikować.
Skorzystała z wyciągniętej ręki, wolała nie zaliczyć powtórki z rozrywki, w końcu Benjy wcześniej prosił ją o to, aby nie zwymiotowała mu na kurtkę, a kto wie jakby znowu skończyło się zbyt pospieszne zebranie się z ziemi. Aktualnie niczego nie mogła być pewna, bo jej organizm ją dzisiaj zawodził.
- Kto by się spodziewał, że jesteś takim specjalistą od podobnych przypadłości. - Nie wzgardziła jego radą, po prostu stwierdziła fakt. Ona sama średnio znała się na mugolach, niezbyt często plątała się między nimi, na pewno nie tak często, aby wiedzieć w jaki sposób stwierdzali ewentualną ciążę. Benjy wydawał się mieć w tym jakieś doświadczenie, w sumie brzmiało to całkiem prosto, przynajmniej z tego, co mówił, więc może warto będzie skorzystać z ich sposobu. Nie będzie musiała przynajmniej na początku mieszać w to żadnego uzdrowiciela.
- Chyba wybiorę się później do miasteczka. Dzięki. - Nie sądziła, żeby było to dla niego istotne, ale po prostu postanowiła mu przyznać, że skorzysta z jego rady, wydawała jej się być całkiem rozsądna. Nie do końca przywykła do rozmów na podobny temat, aczkolwiek raczej nie miała wstydu, więc nie było to dla niej, aż takie trudne. Zresztą nie była to żadna z wymuskanych, czystokrwistych koleżanek, które zarzucałyby jej na wejściu to, że się nieodpowiednio prowadza.
Poprawiła sobie swoją koszulę, otrzepała ją z liści, igieł i innych leśnych skarbów, po czym ruszyła powolnym krokiem w stronę rezydencji.