12.08.2025, 00:37 ✶
Dla Lyssy zbyt wiele ludzi nie rozumiało zbyt dużo rzeczy i było to dla niej niezwykle męczące. Bo jakże być nie mogło, kiedy pamiętała każde to potknięcie, które traciło jej czas, jednocześnie wzierając się mocno w umysł, lokując się tam na zawsze?
- Dyrektora - powiedziała miękko, jakby chciała potwierdzić te słowa z pewną nadzieją, ze jej rozmówczyni coś załapie. Tak naprawdę nie miała nadziei, tylko zastanawiała się czemu akurat ją to spotykało. Niekompetencja innych ludzi, to znaczy.
Lyssa przez moment wpatrywała się w Mathildę wręcz obcesowo, wyraźnie coś sobie układając w głowie. Ale jak to nie było? Co to znaczyło, że go jeszcze nie ma? Czy w ogóle ktoś, kto zachowywał się jakby go trzaśnięto w głowę pałką i ledwo potem wybudzono ze śpiączki, był w stanie powiedzieć jej cokolwiek konkretnego i przede wszystkim - rzetelnego w tym temacie?
Przekręciła lekko głowę, uśmiechając się grzecznie.
I jeszcze ten drobiażdżek. Pewnie nie zwróciłaby na to większej uwagi, gdyby to powiedział ktokolwiek inny, albo z odmienną manierą, ale coś w sposobie bycia panny Quirrel było wręcz nieznośne. Nie była pewna czy chodziło o tę rozlazłą senność czy może jakąś zaczepność, która wypływała to tu to tam, kołysana kolejnymi uśmiechami tancerki.
- To nie jest mój kolega - Dolohov uniosła delikatnie jedną brew, ale zaraz jakby się zreflektowała i nieco zmiękczyła ton. - Pracuje tutaj podobno, nie znasz go? Myślałam, że w teatrach większość ludzi się zna, w końcu to takie zamknięte światy - spojrzała mimowolnie do góry i po ścianach, rozglądając się po sali.
- Miło mi poznać - wymruczała, brzmiąc przy tym całkiem szczerze i potrząsając wyciągniętą do niej dłonią. Cała ta interakcja była dla niej okropnie osobliwa i nie byłą pewna jak właściwie się z nią czuła, bo nie chciała tak od razu stwierdzać, że źle. - Tak. Maluję obrazy i jestem umówiona z dyrektorem żeby omówić czego właściwie oczekuje od plakatów. Bierzesz udział w tym spektaklu?
- Dyrektora - powiedziała miękko, jakby chciała potwierdzić te słowa z pewną nadzieją, ze jej rozmówczyni coś załapie. Tak naprawdę nie miała nadziei, tylko zastanawiała się czemu akurat ją to spotykało. Niekompetencja innych ludzi, to znaczy.
Lyssa przez moment wpatrywała się w Mathildę wręcz obcesowo, wyraźnie coś sobie układając w głowie. Ale jak to nie było? Co to znaczyło, że go jeszcze nie ma? Czy w ogóle ktoś, kto zachowywał się jakby go trzaśnięto w głowę pałką i ledwo potem wybudzono ze śpiączki, był w stanie powiedzieć jej cokolwiek konkretnego i przede wszystkim - rzetelnego w tym temacie?
Przekręciła lekko głowę, uśmiechając się grzecznie.
I jeszcze ten drobiażdżek. Pewnie nie zwróciłaby na to większej uwagi, gdyby to powiedział ktokolwiek inny, albo z odmienną manierą, ale coś w sposobie bycia panny Quirrel było wręcz nieznośne. Nie była pewna czy chodziło o tę rozlazłą senność czy może jakąś zaczepność, która wypływała to tu to tam, kołysana kolejnymi uśmiechami tancerki.
- To nie jest mój kolega - Dolohov uniosła delikatnie jedną brew, ale zaraz jakby się zreflektowała i nieco zmiękczyła ton. - Pracuje tutaj podobno, nie znasz go? Myślałam, że w teatrach większość ludzi się zna, w końcu to takie zamknięte światy - spojrzała mimowolnie do góry i po ścianach, rozglądając się po sali.
- Miło mi poznać - wymruczała, brzmiąc przy tym całkiem szczerze i potrząsając wyciągniętą do niej dłonią. Cała ta interakcja była dla niej okropnie osobliwa i nie byłą pewna jak właściwie się z nią czuła, bo nie chciała tak od razu stwierdzać, że źle. - Tak. Maluję obrazy i jestem umówiona z dyrektorem żeby omówić czego właściwie oczekuje od plakatów. Bierzesz udział w tym spektaklu?
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.