16.02.2023, 21:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2023, 21:26 przez Eunice Malfoy.)
Uniosła brew, obserwując reakcję męża, gdy padło imię brata. Uwierzyła? Być może. A może nie, trudno to było tak naprawdę stwierdzić. Wiedziała jedno: mogła nie zdążyć przed starszym bratem w kwestii rozmówienia się z jej mężem. Niemniej w ostatecznym rozrachunku nie to było tu i teraz najbardziej palącą kwestią – zupełnie co innego wysuwało się na pierwszy plan.
- ”Naszych problemach”? Nie, Perseusie, w momencie gdy twoja matka podmienia moje eliksiry a na koniec jeszcze dokłada mi klątwy, przez co musiałam biec do Munga, to przede wszystkim jest to mój problem. Bo to nie ty zostałeś poszkodowany, nie w twoim ciele gnieździ się coś, czego nigdy nie zapraszałeś. I na twoim miejscu cieszyłabym się, że nie zgodziłam się wezwać Brygady, zgodnie z sugestią uzdrowicielki. A może, Perseusie, powinnam była jednak sobie porozmawiać z niewątpliwie uprzejmymi panami? Och, zapewne byliby zachwyceni, że mają dowody na czarną magię. Ofiarę i świadka, bardzo czysta sprawa, do tego z pewnością dałoby się dołożyć paragrafy za tę podmianę. No, powiedz mi, powinnam była? Jeszcze nic straconego, uzdrowicielka się zgodzi, jak tylko ją poproszę – trudno było ocenić, czy w istocie mówiła poważnie, czy jedynie rzucała swego rodzaju wyzwanie. Ostrzeżenie. Że jeszcze krok, jeszcze chwila, a zaraz znajdą się w miejscu, z którego naprawdę nie będzie odwrotu. Choć właściwie to i bez tego raczej doskonale radzili sobie doskonale z zaprzepaszczaniem tych paru wspólnych miesięcy.
Miało być wspólne całe życie, zgodnie z przysięgami, jakie składali. Ale im dłużej ta „rozmowa” trwała, tym bardziej Eunice jednak mała poczucie, że nie bardzo chce w tym tkwić. Emocje swoje robiły, podsycane dodatkowo hormonami buzowały z siłą, jakiej do tej pory nie znała i z którą chyba nie do końca była w stanie sobie poradzić. A może nawet nie próbowała, może wolała tego wszystkiego w sobie nie tłamsić – cóż, to wiedziała tylko ona. Tak samo jak i to, że następny dzień zwykle przynosił inną perspektywę, tyle że…
Och, cudownie.
Brew uniosła się jeszcze wyżej, jasne oczy zdawały się pociemnieć. Ale nie, nie rzuciła się na Blacka, jej dłoń nie wystrzeliła do przodu, żeby wymierzyć siarczysty policzek za wypowiedziane słowa. Chociaż swędziała okrutnie, uparcie namawiając, żeby w ten sposób dać upust swojej złości. Zwłaszcza że jak wspaniałomyślnie sam się dopiero co podkładał… chłopiec do bicia, na własne życzenie. Jakkolwiek by dziwnie to nie brzmiało.
Ciszę, jaka zapadła po słowach Perseusa przerwało… klaskanie. Powolne klaskanie, parodia zwyczajowego uznania, okazywanego tym właśnie gestem.
- Brawo, widzę, że w końcu maska spadła i pokazałeś, kim naprawdę jesteś – wyrzekła dość powoli – Perseus - przyjaciel. Perseus - obrońca. Jak pięknie to brzmiało. Wiesz? Chciałam w to uwierzyć. I powoli zaczynałam myśleć, że może jednak nasi ojcowie nie popełnili błędu, zmuszając nas do małżeństwa. Ale co się okazuje? – urwała wygładziła zadziwiająco spokojnym gestem fałdy spódnicy, po czym wstała – Rozpieszczona, tak? Przez całe nasze małżeństwo tak naprawdę poprosiłam ciebie o dwie rzeczy. Żeby się wyprowadzić z Grimmauld Place i żebyś mnie wysłuchał. Cała reszta to był wyłącznie twój twój pomysł. We „własnym domu”? Naprawdę? To co ja tu w ogóle robię, skoro to jest twój dom? – spytała raczej retorycznie, bowiem nie przestawała mówić – Antagonistę? Otwórz oczy, Perseusie, nie powiedziałam ani jednego słowa przeciwko tobie, a ty się od razu ustawiłeś w pozycji… och, aż mi brakuje słów, gratuluję, nieczęsto mi się to przytrafia. Bo co? Bo tak bardzo się boisz tego, co mam do powiedzenia? Tak bardzo nie widzisz świata poza matką, że starasz się za wszelką cenę odebrać mi głos, żebym tylko nie mogła jej o nic oskarżyć? O to chodzi? Choć nie, nawet nie odpowiadaj, nie chcę słuchać twoich usprawiedliwień, ale na twoim miejscu zastanowiłabym się porządnie, Perseusie, jak to jest, ze łatwiej się wyprowadzić niż po prostu posłuchać, co własna żona ma do powiedzenia? Zwłaszcza że twoja praca polega na słuchaniu, nieprawdaż? – urwała na chwilę, wykorzystując ją na zręczne zebranie notatek – Wiesz, twoja matka przynajmniej nie ukrywała, kim naprawdę jest. Ty zaś… to jest o wiele gorsze. Ładne słówka z wierzchu, a pod spodem okazuje się, że tak naprawdę niewiele się od Daphne różnisz. I nie, nie szukaj mnie, siedź sobie w swoim domu, pozwalaj dalej jej sobie wchodzić na głowę, proszę bardzo. Ja się z tego wypisuję. – rzuciła i skierowała się w stronę wyjścia z pomieszczenia, nie odwracając się nawet przez ramię. Zaraz potem rozległ się stukot szpilek na schodach i głos Eunice, wołający do istoty, której Perseus nie zdążył poznać:
- Szafirka, pakujemy się!
Tego wieczora Black naprawdę nie miał usłyszeć żadnego słowa przeciwko sobie. Malfoyówna chciała tak naprawdę tylko poinformować go o machinacjach matki i o tym, że nie chce mieć nigdy z nią do czynienia. Że w tej sytuacji kontynuowanie ciąży jest bezcelowe, również ze względu na dobro przyszłych dzieci, bo istniało ryzyko, że nie będzie w stanie patrzeć na nich inaczej niż jak na efekt machinacji znienawidzonej teściowej. W końcu: miał się dowiedzieć, że kończy się wieczne „wypożyczanie” skrzata z Grimmauld Place.
Może i źle się do tego zabrała, ale istniał ktoś, kto nigdy nie popełnił błędu? Niemniej tego faktu nie dało się podważyć: uciszanie Eunice za wszelką cenę w tej sytuacji podpadało praktycznie pod przemoc. A blondynka, choć młoda, nie miała zamiaru na coś takiego pozwolić.
Cóż, wyglądało na to, że tego dnia coś nieodwracalnie pękło.
- ”Naszych problemach”? Nie, Perseusie, w momencie gdy twoja matka podmienia moje eliksiry a na koniec jeszcze dokłada mi klątwy, przez co musiałam biec do Munga, to przede wszystkim jest to mój problem. Bo to nie ty zostałeś poszkodowany, nie w twoim ciele gnieździ się coś, czego nigdy nie zapraszałeś. I na twoim miejscu cieszyłabym się, że nie zgodziłam się wezwać Brygady, zgodnie z sugestią uzdrowicielki. A może, Perseusie, powinnam była jednak sobie porozmawiać z niewątpliwie uprzejmymi panami? Och, zapewne byliby zachwyceni, że mają dowody na czarną magię. Ofiarę i świadka, bardzo czysta sprawa, do tego z pewnością dałoby się dołożyć paragrafy za tę podmianę. No, powiedz mi, powinnam była? Jeszcze nic straconego, uzdrowicielka się zgodzi, jak tylko ją poproszę – trudno było ocenić, czy w istocie mówiła poważnie, czy jedynie rzucała swego rodzaju wyzwanie. Ostrzeżenie. Że jeszcze krok, jeszcze chwila, a zaraz znajdą się w miejscu, z którego naprawdę nie będzie odwrotu. Choć właściwie to i bez tego raczej doskonale radzili sobie doskonale z zaprzepaszczaniem tych paru wspólnych miesięcy.
Miało być wspólne całe życie, zgodnie z przysięgami, jakie składali. Ale im dłużej ta „rozmowa” trwała, tym bardziej Eunice jednak mała poczucie, że nie bardzo chce w tym tkwić. Emocje swoje robiły, podsycane dodatkowo hormonami buzowały z siłą, jakiej do tej pory nie znała i z którą chyba nie do końca była w stanie sobie poradzić. A może nawet nie próbowała, może wolała tego wszystkiego w sobie nie tłamsić – cóż, to wiedziała tylko ona. Tak samo jak i to, że następny dzień zwykle przynosił inną perspektywę, tyle że…
Och, cudownie.
Brew uniosła się jeszcze wyżej, jasne oczy zdawały się pociemnieć. Ale nie, nie rzuciła się na Blacka, jej dłoń nie wystrzeliła do przodu, żeby wymierzyć siarczysty policzek za wypowiedziane słowa. Chociaż swędziała okrutnie, uparcie namawiając, żeby w ten sposób dać upust swojej złości. Zwłaszcza że jak wspaniałomyślnie sam się dopiero co podkładał… chłopiec do bicia, na własne życzenie. Jakkolwiek by dziwnie to nie brzmiało.
Ciszę, jaka zapadła po słowach Perseusa przerwało… klaskanie. Powolne klaskanie, parodia zwyczajowego uznania, okazywanego tym właśnie gestem.
- Brawo, widzę, że w końcu maska spadła i pokazałeś, kim naprawdę jesteś – wyrzekła dość powoli – Perseus - przyjaciel. Perseus - obrońca. Jak pięknie to brzmiało. Wiesz? Chciałam w to uwierzyć. I powoli zaczynałam myśleć, że może jednak nasi ojcowie nie popełnili błędu, zmuszając nas do małżeństwa. Ale co się okazuje? – urwała wygładziła zadziwiająco spokojnym gestem fałdy spódnicy, po czym wstała – Rozpieszczona, tak? Przez całe nasze małżeństwo tak naprawdę poprosiłam ciebie o dwie rzeczy. Żeby się wyprowadzić z Grimmauld Place i żebyś mnie wysłuchał. Cała reszta to był wyłącznie twój twój pomysł. We „własnym domu”? Naprawdę? To co ja tu w ogóle robię, skoro to jest twój dom? – spytała raczej retorycznie, bowiem nie przestawała mówić – Antagonistę? Otwórz oczy, Perseusie, nie powiedziałam ani jednego słowa przeciwko tobie, a ty się od razu ustawiłeś w pozycji… och, aż mi brakuje słów, gratuluję, nieczęsto mi się to przytrafia. Bo co? Bo tak bardzo się boisz tego, co mam do powiedzenia? Tak bardzo nie widzisz świata poza matką, że starasz się za wszelką cenę odebrać mi głos, żebym tylko nie mogła jej o nic oskarżyć? O to chodzi? Choć nie, nawet nie odpowiadaj, nie chcę słuchać twoich usprawiedliwień, ale na twoim miejscu zastanowiłabym się porządnie, Perseusie, jak to jest, ze łatwiej się wyprowadzić niż po prostu posłuchać, co własna żona ma do powiedzenia? Zwłaszcza że twoja praca polega na słuchaniu, nieprawdaż? – urwała na chwilę, wykorzystując ją na zręczne zebranie notatek – Wiesz, twoja matka przynajmniej nie ukrywała, kim naprawdę jest. Ty zaś… to jest o wiele gorsze. Ładne słówka z wierzchu, a pod spodem okazuje się, że tak naprawdę niewiele się od Daphne różnisz. I nie, nie szukaj mnie, siedź sobie w swoim domu, pozwalaj dalej jej sobie wchodzić na głowę, proszę bardzo. Ja się z tego wypisuję. – rzuciła i skierowała się w stronę wyjścia z pomieszczenia, nie odwracając się nawet przez ramię. Zaraz potem rozległ się stukot szpilek na schodach i głos Eunice, wołający do istoty, której Perseus nie zdążył poznać:
- Szafirka, pakujemy się!
Tego wieczora Black naprawdę nie miał usłyszeć żadnego słowa przeciwko sobie. Malfoyówna chciała tak naprawdę tylko poinformować go o machinacjach matki i o tym, że nie chce mieć nigdy z nią do czynienia. Że w tej sytuacji kontynuowanie ciąży jest bezcelowe, również ze względu na dobro przyszłych dzieci, bo istniało ryzyko, że nie będzie w stanie patrzeć na nich inaczej niż jak na efekt machinacji znienawidzonej teściowej. W końcu: miał się dowiedzieć, że kończy się wieczne „wypożyczanie” skrzata z Grimmauld Place.
Może i źle się do tego zabrała, ale istniał ktoś, kto nigdy nie popełnił błędu? Niemniej tego faktu nie dało się podważyć: uciszanie Eunice za wszelką cenę w tej sytuacji podpadało praktycznie pod przemoc. A blondynka, choć młoda, nie miała zamiaru na coś takiego pozwolić.
Cóż, wyglądało na to, że tego dnia coś nieodwracalnie pękło.
864/2082