12.08.2025, 14:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2025, 23:04 przez Henry Lockhart.)
Zaletą pracy dla Proroka na premierach teatralnych były zapewnione miejsca w pierwszym rzędzie. Niestety również i wadą tego właśnie zawodu były miejsca w pierwszym rzędzie. Czasem Henry był niemal opluwany przez wyraziście wysławiających się aktorów. Tym razem jednak nikt nie pluł. Jednakże chłopak czuł się, jakby naprawdę uczestniczył w Ekstazie Merlina. Nie w przedstawieniu, lecz w samym ciągu wydarzeń. Tiul sukien aktorek przepływał mu przed oczami łagodnymi falami, czerń mieszała się z wyrazistymi barwami. Widział kropelki potu lśniące na czołach i ciałach artystów, słyszał ich oddechy – te, które nie były przeznaczone dla osób w dalszych rzędach. Czasami jego oczom ukazywała się czyjaś kończyna, widział napinające się pod skórą wykonawcy lub wykonawczyni mięśnie. Żałował, że nie mógł fotografować ich podczas występu właśnie w tych chwilach, które mógłby wybrać. Zdjęcia mógł robić jedynie przy oklaskach, by fleszem i pstrykaniem nie rozpraszać ani widzów, ani aktorów. A gdyby uchwycił ruch aktorów w tańcu, nawet rozmazany... Gdyby zamknąć chwilę tańca w jednej fotografii... czy nie byłoby to piękne? Nie był niestety fotografem artystycznym. Musiał robić to, co mu kazali.
Hannibal był doskonałym aktorem, musiał to przyznać. Wiedział, ile Selwyn się przygotowywał do tej roli i widać było całe to staranie. Efekt był na tyle zjawiskowy, że Henryk zapomniał, że to jego kolega, a nie młody Merlin był tam na scenie. Brzmiał zupełnie inaczej niż na co dzień, charakteryzacja także go odmieniła, ale chodziło o coś jeszcze. To, jak się ruszał, to jaką energią emanował, stanowiło niezwykły pokaz jego talentu. Taniec Merlina i Ekstazy hipnotyzował, wciągał w stan, który był gdzieś pomiędzy jawą a snem. Kobiece postacie natomiast sprawiały, że Henry czuł suchość w gardle. Miały w sobie coś tak powabnie nieprzyzwoitego, a jednocześnie pięknego, że chłopak nakrył się w pewnym momencie, że ogląda je z lekko rozchylonymi ustami. Zawstydził się od razu, nie wiedząc, co sądzić o tych emocjach. Okazywanie ich gdzieś poza prywatnym zaciszem własnego domu, a w dodatku, w pracy miało w sobie coś zakazanego.
Gorzej, że sylwetka Merlina pomiędzy nimi również sprawiała, że czuł się dziwnie, choć inaczej niż przy kobiecym tańcu. Tamtych dziewczyn nie znał, ale Hannibala? Obsceniczność sceny biczowania sprawiła, że na jego policzki wstąpił rumieniec. Czuł, że nie było to coś dla jego oczu. Zakłócenie prywatności. Może powinno być mu przykro, że Merlin sobie robił krzywdę? Tyle, że nie mógł się pozbyć tej estetycznej potrzeby pożerania wzrokiem sceny. Magiczna krew spływała po plecach Merlina, a każdy jego mięsień drżał pod uderzeniami smagającego bicza. Dźwięki, które wydawał z siebie mężczyzna przypominały zaś coś pomiędzy bólem a rozkoszą. Rzecz w tym, że Henry jeszcze nigdy nie był w takiej sytuacji, by je słyszeć. Rumieniec przykrył jego twarz, a speszony wzrok w pewnym momencie odjechał na drugi koniec sceny. Och, jaka piękna scenografia!
A potem Merlin tańczył z Ekstazą, wyciągali się w tanecznym ruchu, a Henry'emu przyszła do głowy skandaliczna myśl, którą szybko od siebie odpędził. Jednak pozostało to wrażenie, dziwne i niemożliwe do zrealizowania. Gdyby stał tam na miejscu Hannibala, z tą kobietą, tak blisko niego... Nie. Obiecał sobie, że nie będzie o tym myślał. Co by dziadkowie sobie pomyśleli, gdyby się dowiedzieli o tych myślach? Natychmiast chłopak poczuł do samego siebie obrzydzenie. Jakby było w jego myślach coś niskiego i niegodnego kogoś, kto czytał tyle mądrych książek.
Po zakończeniu przedstawienia, zajęło mu chwilę, żeby wyjść z otumanienia. Jego policzki wciąż pokrywała czerwień, a jak zdał sobie sprawę, że na czas tego przedstawienia, w ten sposób myślał o koleżankach swojego przyjaciela, miał ochotę sam się zacząć biczować, ale nie w seksowny sposób. Zaczął bić brawo, jednak od razu po tym, zdał sobie sprawę, że musi robić zdjęcia. Ukrył się za aparatem i zaczął fotografować w najbardziej standardowych ujęciach, jakie można było sobie wyobrazić. Zdjęcia miały być idealne do gazety, a artyzmem i tak tego wieczoru powietrze było przesiąknięte do cna. A był to przecież dopiero początek, bo jeszcze zbliżał się uroczysty bankiet.
Hannibal był doskonałym aktorem, musiał to przyznać. Wiedział, ile Selwyn się przygotowywał do tej roli i widać było całe to staranie. Efekt był na tyle zjawiskowy, że Henryk zapomniał, że to jego kolega, a nie młody Merlin był tam na scenie. Brzmiał zupełnie inaczej niż na co dzień, charakteryzacja także go odmieniła, ale chodziło o coś jeszcze. To, jak się ruszał, to jaką energią emanował, stanowiło niezwykły pokaz jego talentu. Taniec Merlina i Ekstazy hipnotyzował, wciągał w stan, który był gdzieś pomiędzy jawą a snem. Kobiece postacie natomiast sprawiały, że Henry czuł suchość w gardle. Miały w sobie coś tak powabnie nieprzyzwoitego, a jednocześnie pięknego, że chłopak nakrył się w pewnym momencie, że ogląda je z lekko rozchylonymi ustami. Zawstydził się od razu, nie wiedząc, co sądzić o tych emocjach. Okazywanie ich gdzieś poza prywatnym zaciszem własnego domu, a w dodatku, w pracy miało w sobie coś zakazanego.
Gorzej, że sylwetka Merlina pomiędzy nimi również sprawiała, że czuł się dziwnie, choć inaczej niż przy kobiecym tańcu. Tamtych dziewczyn nie znał, ale Hannibala? Obsceniczność sceny biczowania sprawiła, że na jego policzki wstąpił rumieniec. Czuł, że nie było to coś dla jego oczu. Zakłócenie prywatności. Może powinno być mu przykro, że Merlin sobie robił krzywdę? Tyle, że nie mógł się pozbyć tej estetycznej potrzeby pożerania wzrokiem sceny. Magiczna krew spływała po plecach Merlina, a każdy jego mięsień drżał pod uderzeniami smagającego bicza. Dźwięki, które wydawał z siebie mężczyzna przypominały zaś coś pomiędzy bólem a rozkoszą. Rzecz w tym, że Henry jeszcze nigdy nie był w takiej sytuacji, by je słyszeć. Rumieniec przykrył jego twarz, a speszony wzrok w pewnym momencie odjechał na drugi koniec sceny. Och, jaka piękna scenografia!
A potem Merlin tańczył z Ekstazą, wyciągali się w tanecznym ruchu, a Henry'emu przyszła do głowy skandaliczna myśl, którą szybko od siebie odpędził. Jednak pozostało to wrażenie, dziwne i niemożliwe do zrealizowania. Gdyby stał tam na miejscu Hannibala, z tą kobietą, tak blisko niego... Nie. Obiecał sobie, że nie będzie o tym myślał. Co by dziadkowie sobie pomyśleli, gdyby się dowiedzieli o tych myślach? Natychmiast chłopak poczuł do samego siebie obrzydzenie. Jakby było w jego myślach coś niskiego i niegodnego kogoś, kto czytał tyle mądrych książek.
Po zakończeniu przedstawienia, zajęło mu chwilę, żeby wyjść z otumanienia. Jego policzki wciąż pokrywała czerwień, a jak zdał sobie sprawę, że na czas tego przedstawienia, w ten sposób myślał o koleżankach swojego przyjaciela, miał ochotę sam się zacząć biczować, ale nie w seksowny sposób. Zaczął bić brawo, jednak od razu po tym, zdał sobie sprawę, że musi robić zdjęcia. Ukrył się za aparatem i zaczął fotografować w najbardziej standardowych ujęciach, jakie można było sobie wyobrazić. Zdjęcia miały być idealne do gazety, a artyzmem i tak tego wieczoru powietrze było przesiąknięte do cna. A był to przecież dopiero początek, bo jeszcze zbliżał się uroczysty bankiet.