12.08.2025, 22:01 ✶
Można było dyskutować, czy terapia prowadzona przez tak szemraną i niepokojącą istotę jak Odys niosła w sobie choć cień ratunku. Można było również spierać się o kryteria, wedle których ktoś odważyłby się odpowiedzieć twierdząco, bo jak przewrotnie trzeba byłoby nagiąć samo pojęcie „pomocy”, aby w nim zmieścić jego metody?
Poza pieniędzmi brał znacznie więcej.
Brał wspomnienia i rozkładał je na części pierwsze. Brał gesty i przechowywał je w zakamarkach swojej pamięci. Brał emocje celem przetopieienia ich w alchemię własnych intencji. Wszystko, co należało do Lazarusa, stawało się własnością Odysa w chwili, gdy rudowłosy zgodził się znaleźć pod jego opieką. Czy było to grzechem?
— Lazarusie, czy tak bardzo chcesz abym to podniósł na ciebie głos? Jeżeli to jakiś twój fetysz, to muszę wiedzieć zawczasu — zagadnął z przesadną uprzejmością. Niestety, usta same drgnęły w żarcie. Po chwili odpowiedział na pytanie: — Nie przypominam sobie, ale zdarzyło mi się dać komuś jasno do zrozumienia, że nie był mile widziany, iż sam uznał, że drzwi są bliżej niż ja. Raz również rzuciłem w kogoś książką — mężczyzna westchnął. — Nie trafiłem, bo to był mugolski Freud.
W przypadku Lazarusa istniała natomiast granica, delikatna niczym pajęcza rozpięta pomiędzy nimi nić. Na początku sądził, że powód do jej niezrywania wynikała z szacunku, ale ostatnimi czasami objawiało się to w postaci dziwnego, słodkiego napięcia, które sprawiało, że wolałby stać w progu i nasłuchiwać niż przekroczyć oraz od razu ujrzeć wszystko.
— W takim razie musimy upewnić się, że twoje „pożary” zostaną rozpoznane zanim jeszcze zaczną tlić się pod powierzchnią. Masz jakieś konkretne życzenia? — spytał. Cóż z niego był za przedsiębiorca! — Alternatywą jest pozwolić jej krzyczeć. Czasami pacjenci wolą hałas od ciszy. Do chaosu można się przyzwyczaić — Fawley spojrzał na kolegę badawczo. — Jak mniemam masz ambicje większe niż bycie pogorzeliskiem? Jak zniosłeś ostatnie wydarzenia?
Poza pieniędzmi brał znacznie więcej.
Brał wspomnienia i rozkładał je na części pierwsze. Brał gesty i przechowywał je w zakamarkach swojej pamięci. Brał emocje celem przetopieienia ich w alchemię własnych intencji. Wszystko, co należało do Lazarusa, stawało się własnością Odysa w chwili, gdy rudowłosy zgodził się znaleźć pod jego opieką. Czy było to grzechem?
— Lazarusie, czy tak bardzo chcesz abym to podniósł na ciebie głos? Jeżeli to jakiś twój fetysz, to muszę wiedzieć zawczasu — zagadnął z przesadną uprzejmością. Niestety, usta same drgnęły w żarcie. Po chwili odpowiedział na pytanie: — Nie przypominam sobie, ale zdarzyło mi się dać komuś jasno do zrozumienia, że nie był mile widziany, iż sam uznał, że drzwi są bliżej niż ja. Raz również rzuciłem w kogoś książką — mężczyzna westchnął. — Nie trafiłem, bo to był mugolski Freud.
W przypadku Lazarusa istniała natomiast granica, delikatna niczym pajęcza rozpięta pomiędzy nimi nić. Na początku sądził, że powód do jej niezrywania wynikała z szacunku, ale ostatnimi czasami objawiało się to w postaci dziwnego, słodkiego napięcia, które sprawiało, że wolałby stać w progu i nasłuchiwać niż przekroczyć oraz od razu ujrzeć wszystko.
— W takim razie musimy upewnić się, że twoje „pożary” zostaną rozpoznane zanim jeszcze zaczną tlić się pod powierzchnią. Masz jakieś konkretne życzenia? — spytał. Cóż z niego był za przedsiębiorca! — Alternatywą jest pozwolić jej krzyczeć. Czasami pacjenci wolą hałas od ciszy. Do chaosu można się przyzwyczaić — Fawley spojrzał na kolegę badawczo. — Jak mniemam masz ambicje większe niż bycie pogorzeliskiem? Jak zniosłeś ostatnie wydarzenia?
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób