13.08.2025, 14:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.08.2025, 15:00 przez Anthony Shafiq.)
– A czy na tym świecie mało jest powodów, które mogłyby obecnie spędzać ów sen? – odpowiedział wymijająco, uśmiechając się krzywo, będąc cieniem samego siebie. I... nawet nie kłamał. Absolutnie wszystko waliło się, jakby cały świat sprzysiągł się przeciwko niemu i postanowił dramatycznie ściągać masce, kończyć pozory, ukazywać surową, przybrudzoną nieco sadzą i śmierdzącą spalenizną prawdę. O nim. O innych. O wszystkim. Pokroił nieco chaotycznie mięsiwo na sążniste plastry, przełożył je sztućcami na dwa wyciągnięte zawczasu talerze. Nie byli przecież barbarzyńcami, by nie korzystać ze zdobyczy cywilizacji takich jak porcelana i srebro.
Przysiadł na krześle po przekątnej, wciąż mając dobry widok na rozmówcę, próbując przerzuć choć jeden kęs i wsłuchując się w opowieści, surrealistyczne opowieści jego gościa na temat rodzinnego życia i tej unikatowej formy negocjacji i dyplomacji, które ma się tylko w tego typu grupie. Oczywiście Anthony zasmakował tego obcując z rodziną Kellych, tam jednak Charlotta uważała siebie za ucieleśnienie słusznej decyzji, jej słowo więc było święte i nienegocjowalne. To rozwiązywało wiele problemów. Tymczasem Bletchley obcował nie z jedną, a z trzema kobietami. To musiało być bardzo wymagające.
będziesz miał o co się kłócić na rodzinnych obiadach
utkwiło mu jak przemielony kawałek mięsiwa w ustach. Ujął kieliszek wina, próbując jakkolwiek rozmiękczyć aromatyczną papkę i przełknąć myśl o tym, że rodzinny obiad mógłby w ogóle zaistnieć w atmosferze i aurze, którą roztaczali wokół siebie jego nowi lokatorzy. Na pewno byłaby to... głośna atmosfera.
– Cóż, być może gdybym widział kolory takimi jak widzi je większość ludzi, łatwiej byłoby mi docenić subtelność i... walijskość wspomnianego szlafroka. Miałem na myśli, że jest nieodpowiedni dla mnie – wyjaśnił usłużnie, a jego uśmiech wybrzmiał nieco bardziej szczerze, choć wciąż był słabowity w swoim wydźwięku. – Zatrzymaj go proszę. Będę nalegał, tym bardziej, że masz związane z nim przyjemne wspomnienie. Z barwą. Pasuje Ci – Lekka rozmowa, swobodna wymiana myśli i zdań, omijająca wszystkie te znaki zapytania, które unosiły się między nimi jak babie lato na wietrze. Pytania lżejsze i cięższe. Ale może tak było łatwiej, gdy siedział przy stole ktoś nieznajomy? Ktoś, kto mimo wszystko miał serce po właściwej stronie, pomimo swej szorstkości i zawodowej nieustępliwości. Anthony zmieszany szukał przez moment w przystojnej twarzy potwierdzenia, czy jest to jakkolwiek dobry pomysł, aby wyłożyć na tapet przed nimi swój problem. Jeden z wielu, ale też jeden z takich, które trudno byłoby mu omówić z kimkolwiek, spoza ich ciasnego jeźdźcowego kręgu. Ale zarówno Charlie jak i Somnia znali ich od dziecka i mieli wypaczony obraz. Jasper mimo najszczerszych chęci, był ostatecznie chrześniakiem jednego z nich i oczywiste było, że życzył sobie ich pogodzenia, nawet jeśli nie powiedział tego głośno. Ale może ktoś z zewnątrz...
– Moi bliscy, których status krwi jest wątpliwy są zagrożeni, a ja nie zabezpieczyłem ich losu odpowiednio wcześniej. – zaczął mówić, trochę bez sensu, w lunatycznym zagubieniu omijając porządek przyczynowo skutkowy. To pytanie już między nimi padło i zbył je, a jednak teraz do niego wracał. A może mu się tylko wydawało? Słowa płynęły jednak nadal, jakby najlepszy śledczy w końcu złamał opór, choć w stanie w jakim obecnie znajdował się Shafiq - poprzeczka była ustawiona zdecydowanie zbyt nisko.– Mój brat krwi popada w szaleństwo. Mój związek się rozpadł. Moja przyjaciółka przestanie być człowiekiem w ciągu kilku miesięcy. Mój awans został zamrożony z powodu Spalonej Nocy, jeśli nie porzucony zupełnie w obliczu piętrzących się kosztów odbudowy. I... i pokłóciłem się na śmierć i życie z kimś, na kogo zawsze mogłem liczyć w obliczu tak wielkiego kryzysu. – Oczy zeszklilły mu się momentalnie, gdy usłyszał to wszystko zebrane w jednym miejscu, w jednym czasie.
Dolał sobie wina.
– Więc. Jestem sam. Jak zawsze. A jednak ta samotność... jest inna niż była wcześniej. I nie chodzi mi o gwar, który wytwarza wokół Ciebie Twoja rodzina. Ani o... przebudowę kuchni. To potrafi... nawet dobrze odwrócić uwagę.
Przysiadł na krześle po przekątnej, wciąż mając dobry widok na rozmówcę, próbując przerzuć choć jeden kęs i wsłuchując się w opowieści, surrealistyczne opowieści jego gościa na temat rodzinnego życia i tej unikatowej formy negocjacji i dyplomacji, które ma się tylko w tego typu grupie. Oczywiście Anthony zasmakował tego obcując z rodziną Kellych, tam jednak Charlotta uważała siebie za ucieleśnienie słusznej decyzji, jej słowo więc było święte i nienegocjowalne. To rozwiązywało wiele problemów. Tymczasem Bletchley obcował nie z jedną, a z trzema kobietami. To musiało być bardzo wymagające.
będziesz miał o co się kłócić na rodzinnych obiadach
utkwiło mu jak przemielony kawałek mięsiwa w ustach. Ujął kieliszek wina, próbując jakkolwiek rozmiękczyć aromatyczną papkę i przełknąć myśl o tym, że rodzinny obiad mógłby w ogóle zaistnieć w atmosferze i aurze, którą roztaczali wokół siebie jego nowi lokatorzy. Na pewno byłaby to... głośna atmosfera.
– Cóż, być może gdybym widział kolory takimi jak widzi je większość ludzi, łatwiej byłoby mi docenić subtelność i... walijskość wspomnianego szlafroka. Miałem na myśli, że jest nieodpowiedni dla mnie – wyjaśnił usłużnie, a jego uśmiech wybrzmiał nieco bardziej szczerze, choć wciąż był słabowity w swoim wydźwięku. – Zatrzymaj go proszę. Będę nalegał, tym bardziej, że masz związane z nim przyjemne wspomnienie. Z barwą. Pasuje Ci – Lekka rozmowa, swobodna wymiana myśli i zdań, omijająca wszystkie te znaki zapytania, które unosiły się między nimi jak babie lato na wietrze. Pytania lżejsze i cięższe. Ale może tak było łatwiej, gdy siedział przy stole ktoś nieznajomy? Ktoś, kto mimo wszystko miał serce po właściwej stronie, pomimo swej szorstkości i zawodowej nieustępliwości. Anthony zmieszany szukał przez moment w przystojnej twarzy potwierdzenia, czy jest to jakkolwiek dobry pomysł, aby wyłożyć na tapet przed nimi swój problem. Jeden z wielu, ale też jeden z takich, które trudno byłoby mu omówić z kimkolwiek, spoza ich ciasnego jeźdźcowego kręgu. Ale zarówno Charlie jak i Somnia znali ich od dziecka i mieli wypaczony obraz. Jasper mimo najszczerszych chęci, był ostatecznie chrześniakiem jednego z nich i oczywiste było, że życzył sobie ich pogodzenia, nawet jeśli nie powiedział tego głośno. Ale może ktoś z zewnątrz...
– Moi bliscy, których status krwi jest wątpliwy są zagrożeni, a ja nie zabezpieczyłem ich losu odpowiednio wcześniej. – zaczął mówić, trochę bez sensu, w lunatycznym zagubieniu omijając porządek przyczynowo skutkowy. To pytanie już między nimi padło i zbył je, a jednak teraz do niego wracał. A może mu się tylko wydawało? Słowa płynęły jednak nadal, jakby najlepszy śledczy w końcu złamał opór, choć w stanie w jakim obecnie znajdował się Shafiq - poprzeczka była ustawiona zdecydowanie zbyt nisko.– Mój brat krwi popada w szaleństwo. Mój związek się rozpadł. Moja przyjaciółka przestanie być człowiekiem w ciągu kilku miesięcy. Mój awans został zamrożony z powodu Spalonej Nocy, jeśli nie porzucony zupełnie w obliczu piętrzących się kosztów odbudowy. I... i pokłóciłem się na śmierć i życie z kimś, na kogo zawsze mogłem liczyć w obliczu tak wielkiego kryzysu. – Oczy zeszklilły mu się momentalnie, gdy usłyszał to wszystko zebrane w jednym miejscu, w jednym czasie.
Dolał sobie wina.
– Więc. Jestem sam. Jak zawsze. A jednak ta samotność... jest inna niż była wcześniej. I nie chodzi mi o gwar, który wytwarza wokół Ciebie Twoja rodzina. Ani o... przebudowę kuchni. To potrafi... nawet dobrze odwrócić uwagę.