13.08.2025, 15:21 ✶
Nie spodziewał się absolutnie niczego innego od swojej kuzynki, zupełnie, jakby rozgrywali tę samą partię szachów kolejny i kolejny raz, znając na pamięć ruchy przeciwnika, celowo wprowadzając go w te same zasadzki... Jaki był wynik tej gry? Ile razy kobieta, która z powodzeniem mogła być królową całej zagubionej we mgle nacji, wygrywała, kładąc swoje na przysłowiowym wierzchu?
– Jakże mógłbym zapomnieć. – Uśmiechnął się, upijając wina, nie rozgrywając tego nadmierną słodyczą, ani ociupiną sarkazmu. Ostatecznie ich informacyjna walka nie była konfrontacją dwóch politycznych przeciwników, a członków rodziny, nade wszystko wieloletnich przyjaciół.
Był świadom, że Charlie chciała dla niego jak najlepiej. Chciała dla nich jak najlepiej.
nagle obaj wydajecie się skłonni rwać szaty i skakać z rozpaczy z mostów...
...uśmiechnął się. Mimowolnie. Poza wszelką kontrolą. Nie powinien, a przecież kobieta zupełnie nieświadomie podała mu łyżeczkę miodu w tej wysyconej goryczą spalenizny sytuacji. A więc Jonathan też cierpiał, choć ni jak nie widać tego było podczas dzisiejszego poranka w biurze. Głośniejszy. Będący Bardziej niż zwykle. Sarkastyczny. Punktujący. Czy tak właśnie zachowywał się obrażony Selwyn? Czy Anthony kiedykolwiek doświadczył wcześniej na swojej skórze obrażonego Selwyna? A jednak obaj rwali szaty. Obaj cierpieli.
Chociaż tyle.
– Coś wymyślę, z Ministrą czy bez niej. Awaryjnie zawsze mogę zakręcić się koło Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów i nie wiem... wyjechać. – W głowie dudniło mu myślami o Hiszpanii, o małej mugolskiej winnicy, która czekała na niego. Winnicy, której grona przypominały mu bez przerwy jak gorzkie potrafiło być życie.
Z rozmyślań wyrwało go pytanie Niewymownej, powracające do konfliktu, o którym tak bardzo chciał zapomnieć, ale żadna z okoliczności nie była sprzyjająca. Nie mógł się upić. Nie mógł wyjechać. Nie mógł porzucić biura, skoro szczątki osobistej ambicji krzyczały, że nie może Selwynowi dać tej satysfakcji, dać zadość słowom o tym, jak bezużyteczny jest dla OMSHM-u. Momentalnie zacisnęła się jego ostro zarysowana szczęka, zapatrzył się w kryształ, którego nóżkę rozmasowywał długimi patykowatymi palcami.
Cisza nabrzmiała, wydłużała się nieznośnie. Wiedział, że Kelly nie odpuści.
– On... – zaczął, gdy umysł wił się szukając właściwych słów, właściwej składni, ale też właściwego powodu, dla którego rozmowa we Francji była aż TAK bolesna. –...on uważa, że jestem bezużyteczny. I może ma racje. Tak jak Jenkins. Tak jak Ty. – Podniósł ku niej szare oczy i choć jego twarz zdawała się wyzuta z emocji, przechodził przez nią cień głębokiego zranienia, ego, które skruszało, być może zmiękczone skutecznie grillem, który zaserwował wszystkim osobnik każący nazywać się Lordem.
– Jakże mógłbym zapomnieć. – Uśmiechnął się, upijając wina, nie rozgrywając tego nadmierną słodyczą, ani ociupiną sarkazmu. Ostatecznie ich informacyjna walka nie była konfrontacją dwóch politycznych przeciwników, a członków rodziny, nade wszystko wieloletnich przyjaciół.
Był świadom, że Charlie chciała dla niego jak najlepiej. Chciała dla nich jak najlepiej.
nagle obaj wydajecie się skłonni rwać szaty i skakać z rozpaczy z mostów...
...uśmiechnął się. Mimowolnie. Poza wszelką kontrolą. Nie powinien, a przecież kobieta zupełnie nieświadomie podała mu łyżeczkę miodu w tej wysyconej goryczą spalenizny sytuacji. A więc Jonathan też cierpiał, choć ni jak nie widać tego było podczas dzisiejszego poranka w biurze. Głośniejszy. Będący Bardziej niż zwykle. Sarkastyczny. Punktujący. Czy tak właśnie zachowywał się obrażony Selwyn? Czy Anthony kiedykolwiek doświadczył wcześniej na swojej skórze obrażonego Selwyna? A jednak obaj rwali szaty. Obaj cierpieli.
Chociaż tyle.
– Coś wymyślę, z Ministrą czy bez niej. Awaryjnie zawsze mogę zakręcić się koło Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów i nie wiem... wyjechać. – W głowie dudniło mu myślami o Hiszpanii, o małej mugolskiej winnicy, która czekała na niego. Winnicy, której grona przypominały mu bez przerwy jak gorzkie potrafiło być życie.
Z rozmyślań wyrwało go pytanie Niewymownej, powracające do konfliktu, o którym tak bardzo chciał zapomnieć, ale żadna z okoliczności nie była sprzyjająca. Nie mógł się upić. Nie mógł wyjechać. Nie mógł porzucić biura, skoro szczątki osobistej ambicji krzyczały, że nie może Selwynowi dać tej satysfakcji, dać zadość słowom o tym, jak bezużyteczny jest dla OMSHM-u. Momentalnie zacisnęła się jego ostro zarysowana szczęka, zapatrzył się w kryształ, którego nóżkę rozmasowywał długimi patykowatymi palcami.
Cisza nabrzmiała, wydłużała się nieznośnie. Wiedział, że Kelly nie odpuści.
– On... – zaczął, gdy umysł wił się szukając właściwych słów, właściwej składni, ale też właściwego powodu, dla którego rozmowa we Francji była aż TAK bolesna. –...on uważa, że jestem bezużyteczny. I może ma racje. Tak jak Jenkins. Tak jak Ty. – Podniósł ku niej szare oczy i choć jego twarz zdawała się wyzuta z emocji, przechodził przez nią cień głębokiego zranienia, ego, które skruszało, być może zmiękczone skutecznie grillem, który zaserwował wszystkim osobnik każący nazywać się Lordem.