14.08.2025, 00:28 ✶
Wszystko, co Helloise mówiła, splatało się nad chybotliwymi granicami między prawdą a bajką, mądrością a halucynacją. Konstruowała swój świat, nie oglądając się na to, czy wiernie odwzorowuje rzeczywistość. W ten świat wierzyła i dzieliła się nim z ludźmi. Prawdy bowiem bywały różne — dla czarownicy jej własna prawda w niczym nie ustępowała prawdzie obiektywnej. Dopatrywała się ona czasem rzeczy tam, gdzie nigdy ich nie było. W najbłahszych przypadkach codzienności dostrzegała enigmatyczne znaki i wiadomości, mimo że nie była wróżbitką, która potrafiłaby trafnie interpretować omeny.
— Trzeba słuchać uważnie, nie zawsze życzenie wypowiedziane jest wprost. Gdy się słucha odpowiednio, często odpowiedź sama nadchodzi. A czasem zostaje w tym domyśle. Wszyscy jesteśmy niedoskonali i nie zawsze potrafimy zrozumieć — odpowiedziała pojednawczo, bo Brenna, mimo że nie odgadła sekretu memortka, wykazała zaskakująco dużą ilość dobrej woli. — Wtedy nie ma rady i trzeba szukać pomocy u kogoś innego. — Przez kogoś innego w tym przypadku miała na myśli oczywiście siebie.
To, co Longbottom powiedziała o porach roku, zadowoliło Helę jeszcze bardziej. Przeszło jej przez myśl, że być może nie doceniła brygadzistki. Odpowiedziała więc na uśmiech dziewczyny własnym uśmiechem — tym razem bez tajemniczości, dziwności i zblazowania. Takim zwyczajnym, szczerym, zarezerwowanym dla tych, z którymi poczuje się nić porozumienia.
— Słusznie. Potrzebujemy pełnego cyklu. W pełnym cyklu jest zamknięte piękno przemiany. Śmierci i odrodzenia. Wschodzące życie o tej porze roku nie byłoby tak przejmujące, gdyby nie zgasło na zimę.
Dotarły w końcu do miejsca, w którym wcześniej tego dnia rozminęły się przy ptasim śpiewaku. Memortek leżał w cieniu tego samego drzewa, pod którym zostawiła go Brenna. Zdążyły już zainteresować się nim pierwsze mrówki, a wiotkie wcześniej ciałko zesztywniało. Helloise wbiła szpadel w ziemię i przechyliła go w stronę towarzyszki.
— To miejsce będzie dobre jak każde inne. — Choć nie zamierzała protestować, gdyby Brenna w inny sposób zamierzała zorganizować zwierzątku pogrzeb.
Czarownica usiadła pod drzewem, opierając głowę o pień i obserwując kolejne poczynania brygadzistki spod przymrużonych powiek. Palcem jednej ręki leniwie głaskała miękkie pierze martwego memortka, drugą ręką przeczesywała rosnące dookoła mchy.
— Trzeba słuchać uważnie, nie zawsze życzenie wypowiedziane jest wprost. Gdy się słucha odpowiednio, często odpowiedź sama nadchodzi. A czasem zostaje w tym domyśle. Wszyscy jesteśmy niedoskonali i nie zawsze potrafimy zrozumieć — odpowiedziała pojednawczo, bo Brenna, mimo że nie odgadła sekretu memortka, wykazała zaskakująco dużą ilość dobrej woli. — Wtedy nie ma rady i trzeba szukać pomocy u kogoś innego. — Przez kogoś innego w tym przypadku miała na myśli oczywiście siebie.
To, co Longbottom powiedziała o porach roku, zadowoliło Helę jeszcze bardziej. Przeszło jej przez myśl, że być może nie doceniła brygadzistki. Odpowiedziała więc na uśmiech dziewczyny własnym uśmiechem — tym razem bez tajemniczości, dziwności i zblazowania. Takim zwyczajnym, szczerym, zarezerwowanym dla tych, z którymi poczuje się nić porozumienia.
— Słusznie. Potrzebujemy pełnego cyklu. W pełnym cyklu jest zamknięte piękno przemiany. Śmierci i odrodzenia. Wschodzące życie o tej porze roku nie byłoby tak przejmujące, gdyby nie zgasło na zimę.
Dotarły w końcu do miejsca, w którym wcześniej tego dnia rozminęły się przy ptasim śpiewaku. Memortek leżał w cieniu tego samego drzewa, pod którym zostawiła go Brenna. Zdążyły już zainteresować się nim pierwsze mrówki, a wiotkie wcześniej ciałko zesztywniało. Helloise wbiła szpadel w ziemię i przechyliła go w stronę towarzyszki.
— To miejsce będzie dobre jak każde inne. — Choć nie zamierzała protestować, gdyby Brenna w inny sposób zamierzała zorganizować zwierzątku pogrzeb.
Czarownica usiadła pod drzewem, opierając głowę o pień i obserwując kolejne poczynania brygadzistki spod przymrużonych powiek. Palcem jednej ręki leniwie głaskała miękkie pierze martwego memortka, drugą ręką przeczesywała rosnące dookoła mchy.
dotknij trawy