14.08.2025, 14:34 ✶
Alastor był bezpieczny i to była niewątpliwie najważniejsza informacja dnia.
Miles spaliła stanowczo zbyt dużo energii na panikowanie, gdy nie odnalazła go w miejscu w którym spodziewała się go odnaleźć. Nie był w miejscu najmniej prawdopodobnym, ale oczyma wyobraźni widziała już zdecydowanie zbyt wiele, a jej serce wciąż się tak naprawdę nie uspokoiło. Oczywiście przy nim zgrywała twardzielkę, jak uczył ich stary dupek Moody, ale teraz gdy teleportowała się na powrót do Księżycowego, jej serce łopotało jak młode krucze na uwięzi.
Przeszła przez hol i właściwie chciała od razu iść na górę do sypialni, gdy usłyszała odgłosy buszującego w zbożu. To znaczy... Buszującego w naczyniach i garnkach.
– Czy Ciebie... pojebało? A może chcesz żebym ustawiła nad Tobą Liszka, który nie pozwoliłby Ci wyjść z łóżka debilu?! To jest odpoczywanie?! Co za kurwa brak jebanej cierpliwości, przecież mówiłam że wrócę! – zaczęła się drzeć w nerwach, a może w uldze, że Alastorowi nic nie jest. Powinna być przy nim całą noc, powinna pilnować Alastora, wtedy może nie dopadłyby ich widma, wtedy Thomas nie rozjebałby sobie oczu, wtedy może wszystko wyglądałoby...
Mimo dość krótkich nóg długość kuchni pokonała w zaskakująco szybkim czasie, dopadając do ślepego i zadzierając jego głowę gwałtownie ku górze. Trzymała ją oburącz przypatrując się uważnie opatrunkowi, ustawiając ją pod odpowiednim kontem jak przerośniętą piłkę do której ktoś omyłkowo przyczepił resztę ciała.
– Prewett mnie zajebie, jak się okaże, że Cię nie dopilnowałam, a ja wtedy zajebie Ciebie kurwa jesteś niegrzecznym chłopcem! – burczała, ale nieco spokojniej już, bo na bieli nie było czerwonych zacieków. A potem westchnęła sama na siebie rozglądając się po kuchni, która poza miejscem do produkcji kawy nie była jej jakoś bliskim miejscem. Nie miała za bardzo pojęcia co gdzie jest i dlaczego. Westchnęła ciężko.
– Kanapkę z masłem orzechowym?
Miles spaliła stanowczo zbyt dużo energii na panikowanie, gdy nie odnalazła go w miejscu w którym spodziewała się go odnaleźć. Nie był w miejscu najmniej prawdopodobnym, ale oczyma wyobraźni widziała już zdecydowanie zbyt wiele, a jej serce wciąż się tak naprawdę nie uspokoiło. Oczywiście przy nim zgrywała twardzielkę, jak uczył ich stary dupek Moody, ale teraz gdy teleportowała się na powrót do Księżycowego, jej serce łopotało jak młode krucze na uwięzi.
Przeszła przez hol i właściwie chciała od razu iść na górę do sypialni, gdy usłyszała odgłosy buszującego w zbożu. To znaczy... Buszującego w naczyniach i garnkach.
– Czy Ciebie... pojebało? A może chcesz żebym ustawiła nad Tobą Liszka, który nie pozwoliłby Ci wyjść z łóżka debilu?! To jest odpoczywanie?! Co za kurwa brak jebanej cierpliwości, przecież mówiłam że wrócę! – zaczęła się drzeć w nerwach, a może w uldze, że Alastorowi nic nie jest. Powinna być przy nim całą noc, powinna pilnować Alastora, wtedy może nie dopadłyby ich widma, wtedy Thomas nie rozjebałby sobie oczu, wtedy może wszystko wyglądałoby...
Mimo dość krótkich nóg długość kuchni pokonała w zaskakująco szybkim czasie, dopadając do ślepego i zadzierając jego głowę gwałtownie ku górze. Trzymała ją oburącz przypatrując się uważnie opatrunkowi, ustawiając ją pod odpowiednim kontem jak przerośniętą piłkę do której ktoś omyłkowo przyczepił resztę ciała.
– Prewett mnie zajebie, jak się okaże, że Cię nie dopilnowałam, a ja wtedy zajebie Ciebie kurwa jesteś niegrzecznym chłopcem! – burczała, ale nieco spokojniej już, bo na bieli nie było czerwonych zacieków. A potem westchnęła sama na siebie rozglądając się po kuchni, która poza miejscem do produkcji kawy nie była jej jakoś bliskim miejscem. Nie miała za bardzo pojęcia co gdzie jest i dlaczego. Westchnęła ciężko.
– Kanapkę z masłem orzechowym?