15.08.2025, 17:25 ✶
Tak, jak w domu. Byli jej domem.
Gdy jego dłoń spoczęła na jej policzku, pomyślała, że w innych okolicznościach, gdyby świat nie płonął i nie groziło im niebezpieczeństwo, rozkoszowałaby się tym dotykiem. Pozwoliłaby sobie pochłonąć go powoli. Mona poczuła spojrzenie na sobie, więc zacisnęła wargi, żeby powstrzymać drżenie głosu i odruchowo przetarła rękę o materiałową spódnicę. Niestety, ślady krwi wciąż widniały na skórze.
— To… nie moja… — zaczęła, nie wiedząc za bardzo od czego mogła zacząć. Wydarzyło się tak wiele w ciągu tych kilku godzin. — Jestem cała, ale wy… — pokierowała ich niezdarnie do środka mieszkania. — Ella mêl, a ty? — przeniosła spojrzenie na dziewczynę. — Nic ci nie jest? — następnie jej wzrok powędrował za siebie ku ciemnemu korytarzowi. Dopiero wtedy dostrzegła połyskujące odłamki szkła rozsypane w przedpokoju, okno było rozbite. Jakim cudem wcześniej tego nie zauważyła? Do tego dochodziła krew na jego ciele, chaos na Horyzontalnej… Nie mieszkali od siebie daleko, a zakładając, że mogli poruszać się jedynie w obrębie jednej, co najwyżej dwóch ulic… To oznaczało, że mogli natknąć się na niego.
Ponowna i nagła fala lodowatego strachu uderzyła w kobietę.
— Skrzywdził cię!? — wyrzuciła z siebie, unosząc na mężczyznę szeroko otwarte oczy. Były pełne rozpaczy. — Widziałeś go?! Cały jesteś we krwi…
Był to oczywiście bardzo błędny trop, ale w tamtej chwili wszystko wskazywało na to, że Ari musiał spotkać tego samego Śmierciożercę. Brudna dłoń zacisnęła się na materiale jego ubrania. Ciemna czerwień pokrywała twarz i pierś, wędrowała wzdłuż rękawów. W okolicach mostka kobiety rozlał się lód. Puściła Electrę, aby lepiej skupić na Icarusie. — Ari, kto… Kto ci to zrobił? — chwyciła go jednocześnie za twarz i niespokojne palce przesuwały się po skroniach, policzkach. Szarpnęła materiał koszuli przy jego piersi, rozpinając guzik, kiedy nie dostrzegła większych ran. Krew nie pachniała jak krew. Była lepka, ale wydawała się być płaska w swoim zapachu. Mona zawahała się, po czym spojrzała na swoje palce. — To… To twoja krew?
Gdy jego dłoń spoczęła na jej policzku, pomyślała, że w innych okolicznościach, gdyby świat nie płonął i nie groziło im niebezpieczeństwo, rozkoszowałaby się tym dotykiem. Pozwoliłaby sobie pochłonąć go powoli. Mona poczuła spojrzenie na sobie, więc zacisnęła wargi, żeby powstrzymać drżenie głosu i odruchowo przetarła rękę o materiałową spódnicę. Niestety, ślady krwi wciąż widniały na skórze.
— To… nie moja… — zaczęła, nie wiedząc za bardzo od czego mogła zacząć. Wydarzyło się tak wiele w ciągu tych kilku godzin. — Jestem cała, ale wy… — pokierowała ich niezdarnie do środka mieszkania. — Ella mêl, a ty? — przeniosła spojrzenie na dziewczynę. — Nic ci nie jest? — następnie jej wzrok powędrował za siebie ku ciemnemu korytarzowi. Dopiero wtedy dostrzegła połyskujące odłamki szkła rozsypane w przedpokoju, okno było rozbite. Jakim cudem wcześniej tego nie zauważyła? Do tego dochodziła krew na jego ciele, chaos na Horyzontalnej… Nie mieszkali od siebie daleko, a zakładając, że mogli poruszać się jedynie w obrębie jednej, co najwyżej dwóch ulic… To oznaczało, że mogli natknąć się na niego.
Ponowna i nagła fala lodowatego strachu uderzyła w kobietę.
— Skrzywdził cię!? — wyrzuciła z siebie, unosząc na mężczyznę szeroko otwarte oczy. Były pełne rozpaczy. — Widziałeś go?! Cały jesteś we krwi…
Był to oczywiście bardzo błędny trop, ale w tamtej chwili wszystko wskazywało na to, że Ari musiał spotkać tego samego Śmierciożercę. Brudna dłoń zacisnęła się na materiale jego ubrania. Ciemna czerwień pokrywała twarz i pierś, wędrowała wzdłuż rękawów. W okolicach mostka kobiety rozlał się lód. Puściła Electrę, aby lepiej skupić na Icarusie. — Ari, kto… Kto ci to zrobił? — chwyciła go jednocześnie za twarz i niespokojne palce przesuwały się po skroniach, policzkach. Szarpnęła materiał koszuli przy jego piersi, rozpinając guzik, kiedy nie dostrzegła większych ran. Krew nie pachniała jak krew. Była lepka, ale wydawała się być płaska w swoim zapachu. Mona zawahała się, po czym spojrzała na swoje palce. — To… To twoja krew?
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła