15.08.2025, 22:02 ✶
Nikt nie chciał myśleć o wydarzeniach z początku września, mimo że echo Spalonej Nocy snuło się po ulicach Londynu i zbierało swoje żniwo. Trudno było spodziewać się obecności kogoś z rodu Rowle wśród aksamitnych siedzisk loży oraz świetlistych reflektorów. Mona nie należała do tego świata. Jesienią natomiast, kiedy sady się zarumieniły w całości, The Globe powitało ją na nowo.
Zdarzało się rudowłosej, że część jej uwagi błądziła po widowni. Ruch wachlarzy, drobne gesty, szeptane komentarze… Wszystko zdawało się być echem dzieciństwa, gdy matka zabierała ją czasem na przedstawienia. Wtedy Mona była za mała, żeby w pełni zrozumieć teksty scenariuszy, ale doskonale pamiętała dotyk chłodnej dłoni rodzica, gdy ta poprawiała jej warkocz, oraz migotliwe światło odbijające się w jej broszce. We wrześniu 1972 r. broszki nie było. Nie było też matki. Był za to teatr Selwynów żywy mimo pożogi i rodzina na wyciągnięcie ręki, chociaż w innej roli — na scenie, w loży obok niej.
Dźwięk dzwoneczków przeszył ciszę, kiedy na scenę wkroczyła postać w czerni. Suknia z piór sprawiała, że wyglądała jak żywy cień, a błękitne oczy wbiły się w przestrzeń z takim chłodem, że Mona pochyliła się do przodu. Artemis napiął się lekko wokół jej przedramienia, łuskowaty bok poruszył się niespiesznie. Czy mógł wiedzieć, że ta pierzasta istota skryta pod warstwą perfekcji w istocie była ich Tylką? Niosąc ślady wyrzeczeń, uporu i samotności, które znała aż za dobrze, w tamtej chwili Ambicji wydawała się nie z tego świata. Robert obok niej był spokojny jak tafla wody, ale Mona dostrzegła drobne oznaki poruszenia. Rola sędziego nie zagłuszyła całkiem jego duszy, a w rodzinnej loży nie dało się ukryć wszystkiego. Jej własny wzrok zatrzymał się natomiast dłużej na najmłodszym kuzynie.
Sporo dni przed wystawieniem sztuki na deskach teatru, potrzebowała długiej rozmowy, bo Han musiał tłumaczyć się z tej sceny. Nie, to nie była prawdziwa krew, tylko rekwizyt i że nie, nie zrobiłby sobie krzywdy. Po setnym powtórzeniu pewnie przestał słyszeć własne słowa, ale Rowle wciąż była średnio przekonana do nadchodzącej sceny samobiczowania. Z tego powodu również inaczej odebrała tytuł. Oczywiście widziała kompozycję symboli, odważnych decyzji reżysera i technicznego wykonania, natomiast był to jedynie geniusz Hannibala, który swoimi umiejętnościami otworzył drzwi oraz pozwolił jej zajrzeć do wnętrza jego samego — do tego, co go gryzło, rozdzierało. Napędzało.
Kiedyś najstarszy Selwyn pokazał jej na co warto zwracać uwagę. Obecnie podchodziła do tego inaczej. Całe przedstawienie było ogromnym przedsięwzięciem, w którym każdy ruch aktorów, efekt, dźwięk miał znaczenie. Potrafiła więc docenić sztukę i ludzi, którzy ją tworzyli. Z oczywistych powód nie klaskała. Gdy Jonathan poderwał się pod koniec wiwatując, Mona szczerze uśmiechnęła się, wiedząc, że Ekstaza okazała się sukcesem.
Zdarzało się rudowłosej, że część jej uwagi błądziła po widowni. Ruch wachlarzy, drobne gesty, szeptane komentarze… Wszystko zdawało się być echem dzieciństwa, gdy matka zabierała ją czasem na przedstawienia. Wtedy Mona była za mała, żeby w pełni zrozumieć teksty scenariuszy, ale doskonale pamiętała dotyk chłodnej dłoni rodzica, gdy ta poprawiała jej warkocz, oraz migotliwe światło odbijające się w jej broszce. We wrześniu 1972 r. broszki nie było. Nie było też matki. Był za to teatr Selwynów żywy mimo pożogi i rodzina na wyciągnięcie ręki, chociaż w innej roli — na scenie, w loży obok niej.
Dźwięk dzwoneczków przeszył ciszę, kiedy na scenę wkroczyła postać w czerni. Suknia z piór sprawiała, że wyglądała jak żywy cień, a błękitne oczy wbiły się w przestrzeń z takim chłodem, że Mona pochyliła się do przodu. Artemis napiął się lekko wokół jej przedramienia, łuskowaty bok poruszył się niespiesznie. Czy mógł wiedzieć, że ta pierzasta istota skryta pod warstwą perfekcji w istocie była ich Tylką? Niosąc ślady wyrzeczeń, uporu i samotności, które znała aż za dobrze, w tamtej chwili Ambicji wydawała się nie z tego świata. Robert obok niej był spokojny jak tafla wody, ale Mona dostrzegła drobne oznaki poruszenia. Rola sędziego nie zagłuszyła całkiem jego duszy, a w rodzinnej loży nie dało się ukryć wszystkiego. Jej własny wzrok zatrzymał się natomiast dłużej na najmłodszym kuzynie.
Sporo dni przed wystawieniem sztuki na deskach teatru, potrzebowała długiej rozmowy, bo Han musiał tłumaczyć się z tej sceny. Nie, to nie była prawdziwa krew, tylko rekwizyt i że nie, nie zrobiłby sobie krzywdy. Po setnym powtórzeniu pewnie przestał słyszeć własne słowa, ale Rowle wciąż była średnio przekonana do nadchodzącej sceny samobiczowania. Z tego powodu również inaczej odebrała tytuł. Oczywiście widziała kompozycję symboli, odważnych decyzji reżysera i technicznego wykonania, natomiast był to jedynie geniusz Hannibala, który swoimi umiejętnościami otworzył drzwi oraz pozwolił jej zajrzeć do wnętrza jego samego — do tego, co go gryzło, rozdzierało. Napędzało.
Kiedyś najstarszy Selwyn pokazał jej na co warto zwracać uwagę. Obecnie podchodziła do tego inaczej. Całe przedstawienie było ogromnym przedsięwzięciem, w którym każdy ruch aktorów, efekt, dźwięk miał znaczenie. Potrafiła więc docenić sztukę i ludzi, którzy ją tworzyli. Z oczywistych powód nie klaskała. Gdy Jonathan poderwał się pod koniec wiwatując, Mona szczerze uśmiechnęła się, wiedząc, że Ekstaza okazała się sukcesem.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła