• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine

[13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#6
15.08.2025, 23:59  ✶  
Uniósł wyżej brew, opierając się o poduszkę na oparciu kanapy i ignorując wilgoć poranka, jaka zgromadziła się na materiale. Niespecjalnie przeszkadzało mu trochę wody, szczególnie, że nie planował nigdzie wychodzić przez kilka kolejnych godzin. Jeśli mieli skończyć z przemoczonymi ubraniami (choć nie padało, chodziło wyłącznie o mgłę w dalszym ciągu unoszącą się na dworze) albo chociaż lekko zmarznięci, zawsze mogli dosyć szybko znaleźć się w wannie pełnej gorącej wody, susząc ciuchy przy kominku w gościnnej sypialni. Przeniesienie się na dół miało pewne niepodważalne zalety.
Bez słowa mocniej przyciągnął do siebie Geraldine, gdy oparła się o niego bokiem, kładąc dłoń na jej przedramieniu. Było błogo, całkiem spokojnie. Jak to ona stwierdziła?
- Całkiem, całkiem, całkiem niezły poranek - przyznał, lekko przechylając głowę, ale nie obdarzając dziewczyny niepotrzebnym spojrzeniem.
Wystarczyła jej obecność i to, że mieli siebie wzajemnie. Rozpoczynali wspólnie kolejny dzień. Jeden z wielu, o których jeszcze kilka tygodni wcześniej nie zamierzał, ba, nie śmiał myśleć. No, dobrze...
...być może było to dla niego coś lepszego niż całkiem niezły poranek. Ale przecież oboje doskonale zdawali sobie z tego sprawę?
- Ursula - zaczął, na moment przenosząc wzrok z linii drzew na barierkę tarasu, a następnie na szklarnie z różami ciotki - ciężko powiedzieć - mieli być ze sobą szczerzy, czyż nie?
A Lestrange była skomplikowana, nawet dla kogoś, kto znał ją już praktycznie trzy dekady. Nadal pozostawała dla niego częściową tajemnicą. Wciąż mógł wyłącznie wyrokować sam dla siebie o tym, o czym świadczyło jej aktualne zachowanie. Być może była stabilna i opanowana, nie zachowywała się nadmiernie emocjonalnie, nie można było stwierdzić, że jest jakkolwiek niestabilna. Nie, była ucieleśnieniem przewidywalności.
Tyle tylko, że ze wszystkich znanych mu ludzi, nikt nie nosił aż tylu masek, co ona. Nie chyba nikt, nie. Ambroise zdecydowanie nie znał drugiej aż tak oszczędnej w reakcjach osoby. Oczywiście, jeśli coś jej nie odpowiadało, raczej nie udawała, że jest inaczej. Nie była z ludzi, którzy plucie im w twarz nazywają lekkim deszczem, ale też nie mógł powiedzieć, by kiedykolwiek tak naprawdę ujawniła przy nich swoje prawdziwe zdanie dotyczące ich pobytów w jej domu. W młodości Roisa całkiem częstych.
Karciła jego i jego przyjaciół, rzecz jasna. Wyrażała niezadowolenie z powodu ich nagannych zachowań. Nie miała oporów, aby skomentować ich nieokrzesanie, ale tak naprawdę nigdy nie powiedziała, że byli gdzieś, gdziekolwiek niemile widziani. Nawet w jej prywatnych szklarniach albo na piętrze domu zarezerwowanym wyłącznie dla niej. Nie, nie użyła tego słowa. Nie poganiała ich także do tego, by jak najszybciej opuścili rezydencję, nawet gdy zachowywali się wręcz fatalnie.
Ostatniej nocy ta jedna rzecz uległa zmianie. Z terenów Exmoor wyrzucono kogoś, kto zwykł spędzać tu całe tygodnie, ale nie zrobiła tego Ursula. Choć Ambroise nie wątpił, że i ona skrycie pochwalała decyzję jej bratanka. Pewne granice były nieprzekraczalne. Dopóki nie próbowali ich naruszać, dopóty byli tu mile widziani, nawet jeśli nie było to mówione otwarcie.
- Myślę, że w głębi ducha cieszy się, że w domu znowu tętni życie - stwierdził po chwili, kątem oka zerkając na dziewczynę i unosząc kącik ust.
Tak, raczej mogli tu pozostać tak długo jak tego chcieli. Tym bardziej, że chyba wszyscy, którzy pozostali w posiadłości czuli się tu całkiem szczęśliwie. Gdyby tylko faktycznie spędzenie Mabon było tak proste, sprowadzając się do tego, żeby zostać właśnie tu w tym niewielkim gronie.
A jednak musieli brać pod uwagę dwie inne rodziny. Swoich najbliższych krewnych. Greengrassów. Yaxleyów. Całe szczęście bez Borginów czy Mulciberów, ale to wcale nie było aż tak bardzo pocieszające. Kiedy jednak widział żonę swojego ojca i samego Thomasa, któremu nie spieszno było do tego, aby co sabat podróżować między kilkoma domami, sam z siebie także widział to, co padło z ust Geraldine.
Tyle tylko, że dziewczyna wciąż powiedziała to...
...cholernie nieoczekiwanie.
Powinien...
...powstrzymać swoją reakcję? Pohamować wszystko to, co cisnęło mu się na twarz, jak i najpewniej już za chwilę miałoby chęć opuścić jego usta? Nie odwrócić wzroku od horyzontu, aby nie spojrzeć na Geraldine opierającą się o jego ramię? A może wręcz przeciwnie, drgnąć, poruszyć ramieniem i odnaleźć nieco zaspane spojrzenie jej błękitnych oczu i spróbować wyczytać z nich coś więcej poza tym, co powiedziała na głos? Nie wiedział. Wyjątkowo zawiesił się na kilka sekund, na jego szczęście niemalże niezauważalnie, bowiem już wcześniej siedział raczej w bezruchu, ale...
...oddychał. Przedtem zdecydowanie nie musiał pamiętać o tym, aby brać regularne, na wpół głębokie oddechy. Ani o tym, by kontrolować przyspieszony rytm bicia serca, które jeszcze chwilę temu nie zachowywało się w ten sposób. Czy to było irracjonalne? Być może. W końcu już raz prowadzili tę rozmowę, leżąc w pościeli, wpatrzeni w siebie nawzajem.
To nie był pierwszy raz, kiedy całkiem swobodnie rozmawiali o tej części przyszłości. O tym, aby iść dalej, tym razem formalnie, jak przystało na ludzi odpowiedzialnych nie tylko za siebie. Nie poczuł wtedy tego, co w tej chwili zawieszenia, gdy mógłby przysiąc, że nawet świerkot ptaków i szum wiatru w koronach drzew na chwilę przestały być słyszalne.
Tyle tylko, że tamtego dnia, przedpołudnia, poranka oboje mówili wyłącznie hipotetycznie. Dotykali niedalekiej przyszłości, ale nie określali, jak bliska mogłaby ona być. Teraz było inaczej. Minęło zaledwie kilka dni, kropla w morzu czasu, jaki spędzili wspólnie, obok siebie przez wiele lat. A jednak nie mógł nie poczuć tego, co przeleciało przez jego głowę. Nie. To nie był mętlik.
To była świadomość, że w tym momencie wyłącznie jedno z nich mówiło hipotetycznie. I nawet jeśli miał się odezwać. A niechybnie powinien to zrobić. Jakiekolwiek jego słów nie dało się już zaklasyfikować do teoretyzowania.
Minęło trzydzieści sekund. Może minuta, może półtorej minuty. Poniekąd stracił rachubę czasu, nawet nie patrząc na zegarek. Nie na tyle długo, aby Geraldine mogła zniecierpliwić brakiem odpowiedzi. Cisza, jaka zapadła między nimi wcale nie była nienaturalna. Nieważne, co mogłoby dziać się w jego głowie, gdy instynktownie zaczął analizować słowa dziewczyny.
Jego dziewczyny.
Poprzedniego wieczoru sądził, że rankiem już nią nie będzie.
- Wyjdziesz za mnie - słowa, które opuściły jego usta padły tak nieoczekiwanie, że gdzieś po drodze straciły sens brzmienia, jakie powinny mieć.
To nie było pytanie, nawet jeśli zdecydowanie powinno nim być. I zdecydowanie nie zawierało w sobie nic z tej wyjątkowej otoczki, o jakiej zapewnienie planował zadbać, ale...
...nie, nie musiała mu tego wybaczyć. Mimo to liczył, że pozwoli mu odkupić się w tej kolejnej chwili, gdy odruchowo zemlął niecenzuralne słowa w ustach, kręcąc głową. Prawdopodobnie mógłby sięgnąć teraz po jakieś wyjaśnienie, krótko napomknąć o tym, że nie tak to powinno zabrzmieć, nie taki miał zamiar, ale...
...znała go, czyż nie? Nie stał się nagle ekspertem od przemówień, nawet jeśli stanowczo zbyt wiele razy starał się sformułować w głowie coś na kształt mowy, jaką planował zacząć ich moment. No cóż, poszło mu to raczej dosyć fatalnie. Co tu ukrywać.
Tym bardziej, że nadal trzymał dłoń pod plecami Yaxleyówny, tak właściwie dopiero teraz zdając sobie z tego sprawę. Odruchowo przyciągnął je z powrotem do siebie, wyplątując się z pledów, z uniesioną dłonią. No, szczyt elegancji. Zdecydowanie go osiągnęli. Zwłaszcza wtedy, gdy wreszcie zsunął z kolan okrycie, bez wstawania (i bez większego namysłu) osuwając się z kanapy na deski tarasowe, by wreszcie zrobić coś całkowicie właściwie i klęknąć na jednym kolanie. Przed nią, nie z boku, nie obok, tym razem już dokładnie tak jak to powinno wyglądać, nawet jeśli warunki były...
...kwestionowalne.
- To - zaczął, o zgrozo, zupełnie niezgodnie ze wszystkim, co planował powiedzieć, choć w teorii powiedział dopiero jedno słowo; to, to było...
...jakie?
Czy naprawdę aż tak trudne do sformułowania? Nie.
- Kocham cię... ...kurewsko cię kocham. Kochałem cię, zanim to powiedziałem. Kochałem, zanim w ogóle zrozumiałem, że to robię. Kochałem, kiedy zachowywałem się jak skończony idiota... ...gdy robiłem wszystko, żeby tego nie pokazać, gdy udawałem, że nie ma znaczenia, co czuję. Z klątwą, bez klątwy - no cóż, pewne rzeczy były im nawet aż nazbyt dobrze znane. - To nie było żadne przeznaczenie... ...nie żadne siły wyższe. To był mój wybór. Jest mój. Nie obiecam ci na zawsze... ...już nie... ...bo nikt nie ma takiej mocy. Ale obiecuję, że póki mamy czas, będę go z tobą brał garściami. Chcę z tobą przeżyć każdy dzień, jaki dostaniemy, więc - pudełeczko wysunięte z wewnętrznej kieszeni płaszcza jeszcze nigdy nie wydawało się zarazem tak ciężkie i lekkie. - Uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? - Mógłby przysiąc, że pierścionek błysnął, mimo mgły i braku słońca; to był całkiem, całkiem, całkiem dobry dzień. - Obiecuję, że wyjedziemy tylko tam, gdzie będziemy tego chcieć - dopowiedział porozumiewawczo, wbijając spojrzenie w niebieskie oczy Geraldine.
Ohajtać się. To były jej słowa. Jej własne, czyż nie?


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (7873), Geraldine Greengrass-Yaxley (5764)




Wiadomości w tym wątku
[13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.08.2025, 22:14
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.08.2025, 23:36
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.08.2025, 22:13
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.08.2025, 01:52
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.08.2025, 21:35
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.08.2025, 23:59
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.08.2025, 21:36
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.08.2025, 13:27
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.08.2025, 21:49
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.08.2025, 12:24
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.08.2025, 21:06
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.08.2025, 22:05
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.08.2025, 09:40
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.08.2025, 12:08
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.08.2025, 22:15
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 21.08.2025, 15:08
RE: [13.09.1972] It is always darkest before the dawn | Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.08.2025, 20:49

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa