Swe zniesmaczenie usilnie maskował za kurtyną zupełnej obojętności, bo nie należał do osób, które swe uczucia okazywały otwarcie. Zresztą tak nie wypadało, a to, że wypada było jednym z głównych powodów dla których pojawił się na premierze przedstawienia. Czuł, że marnuje kolejny wieczór, który mógł poświęcić na pracę na przykład albo czytanie, ale obowiązki płynące z bycia najstarszym synem były ważniejsze niż wewnętrzne mrzonki Burke.
Nie widział sensu w tego typu spędach, a już szczególnie, kiedy odbywały się zaraz po tragicznych dla wielu czystokrwistych rodzin skutkach. I czemu to miało świadczyć, że sztuka potrafi nieść ukojenie? Wolne żarty. Caius pozostawał niespokojny od czasu Spalonej Nocy i nawet balet w wykonaniu pięćdziesięciu pięknych tancerek odzianych jednie w muślin i świecidełka nie byłyby w stanie odwrócić jego uwagi od wszystkiego co się ostatnio działo. Widok osób na najwyższych stanowiskach również go nie zdziwił, bo takie działanie jak najbardziej pasowało mu do głów z Ministerstwa. Zaszczycić swą obecnością liberalną szmirę i ogłosić na ramach poczytnego pismaka, że wszystko jest dobrze i nie ma się czym martwić – sprawa odhaczona, plasterek na jątrzącą się ranę naklejony, proszę państwa, proszę spać spokojnie.
Widok panny Longbottom u boku Atreusa również trochę go raził, bo co to, nie było w towarzystwie osób bardziej... odpowiednich? Takich odrobinę bardziej neutralnych, takich, które nie wzbudzały wśród ludzi, w których obecności często się obracali mieszanych uczuć. W tamtej chwili to nawet cieszył się, że przyszedł tam sam, bo z dwojga złego lepszym było towarzystwo jego laski, na której opierał ciężar swego ciała i ciągle pełnej szklanki dobrego alkoholu niż nadgorliwej i szlamolubnej pani detektyw. Zmartwił się na chwilę, bo może to z powodu tragedii, jaka dotknęła jego przyjaciela ten nietypowy dobór towarzystwa, nie potrafił wyobrazić sobie bardziej logicznego wytłumaczenia niż to, że Bulstrode po prostu na głowę siadło od czasu śmierci siostry. No, ale w takim przypadku to lepiej byłoby się udać do Lecznicy Dusz niż bratać z kimś podobnym Brennie. Lestrange na szczęście nie zaskoczył go doborem swej partnerki, bo jakby i Louvain pojawił się tam z kimś pokroju czarownicy to Caius najprawdopodobniej całkowicie by się załamał, i po prostu wykonał skok przez barierkę, gdzieś w głąb siedzącej pod nimi widowni. To by dopiero było widowisko.
Sztuka skończyła się na szczęście dość szybko i męki nastał kres. Prawie westchnął z ulgą na sam koniec, gdy już kurtyna opadła, zaklaskał kilka razy, ale to dlatego, że był uprzejmy, no i może trochę podobała mu się scenografia oraz muzyka, wijące się na scenie tancerki, ale też gra głównego bohatera. Najgorsze było to biczowanie; wydawało mu się dość kiczowate i zupełnie niepotrzebne, bo kto to widział żeby wielki Merlin, jeden z największych czarowników jacy stąpali po ziemi, tak w jakiejkolwiek sytuacji stękał. No, ale sztuka była sztuką i możliwe było, że jest ignorantem i się na tym po prostu nie zna. Najbardziej podobał mu się jednak widok niektórych widzów, których twarze wygiął wyraz poruszenia; ktoś wstał i klaskał, ktoś inny być może uronił kilka łez, a on, on miał ochotę się śmiać. Najwyraźniej nie tylko Atreus postradał zmysły. Na szczęście bankiet był już blisko, tak bardzo chciał się napić.
That motherfucker.
What a tool.