16.08.2025, 01:44 ✶
Czas, w jakim wszystkim artystom i osobom odpowiedzialnym za wystawienie przedstawienia udało się zorganizować premierę sam w sobie zasługiwał na szczególną uwagę, nie mówiąc o tym, że cel organizacji tego wieczoru był wyjątkowo szczytny. Choć minęły ledwie dwa tygodnie od pożarów Londynu, zastana przez niego i jego towarzyszkę oprawa prezentowała się nader dobrze. Bez wątpienia wiele osób włożyło w nią wyjątkowo dużo pracy. Zapowiadało się naprawdę duże wydarzenie towarzyskie. A jak miało się skończyć?
- Całe szczęście, wystarczy spojrzeć na program. Chociaż w tym roku wydaje się jakby uboższy, możemy nie znaleźć tam wielu informacji - odpowiedział również bardzo cicho, całkowicie bez ironii, bowiem o ile znał sam motyw przewodni sztuki, na którą przybyli, o tyle nie uważał się za wybitnego znawcę podobnej twórczości.
Tak jak Geraldine, był zdecydowanie bardziej zainteresowany częścią wydarzenia przewidzianą na późniejszy wieczór. Wpierw jednak musieli przeczekać swoje w loży, do której całkiem sprawnie się skierowali.
- Wydaje mi się, że widziałem sporo znajomych twarzy - kontynuował wyłącznie do wiadomości towarzyszki, zniżając głos, chociaż nie mówili o niczym szczególnym.
Teatr wymagał jednak kulturalnego zachowania, czyż nie? A to nie pozwalało im pokazywać palcem na ludzi, z którymi mogli chcieć zobaczyć się później, gdy przejdą już do bankietowej części wieczoru. Tej, do której najchętniej od razu by przeskoczył.
No cóż, nie mógł powiedzieć, aby jakoś wyjątkowo gustował w jakiejkolwiek dziedzinie artystycznej, w tym także tej związanej z teatrem. Owszem, od czasu do czasu pojawiał się w tym miejscu. Nie stronił od uczestnictwa w spędach, a więc także i w poprzedzających je rozrywkach. W końcu dbał zarówno o własną pozycję, jak i o renomę czy dobro rodu. Naturalnym było zatem, że wiedział, kiedy i jak winien się pokazać.
Całe szczęście, ich loża znajdowała się w całkiem dogodnym miejscu. Nie była także przepełniona. Prócz ich dwojga, nie zjawił się w niej nikt inny. Nie musieli zatem kłopotać się bezustannym zwracaniem uwagi na to, co robili czy mówili (nie to, by to kiedykolwiek było ich problemem), nawet jeśli oboje zdecydowanie wiedzieli, jak powinni zachować się podczas podobnych wydarzeń i na co mogli sobie pozwolić. W tym wypadku (zważywszy na dosyć ciężkie nastroje i same kontrowersje, jakie bez wątpienia mogło wywołać przedstawienie w prezentowanej formie; interesującego wyboru z punktu widzenia sytuacji społecznej, to z pewnością), oznaczało to raczej większą oszczędność w publicznych, powszechnie dostrzegalnych reakcjach.
Dlatego też, choć teoretycznie byli sami, a światła dookoła nich przygasły już po kilku chwilach od momentu, gdy zajęli miejsca, Ambroise większą część przedstawienia spędził we względnym bezruchu. Teoretycznie spoglądając na scenę, jednak przez większość czasu zdecydowanie będąc bardziej pochłoniętym towarzystwem młodej, cholernie atrakcyjnie prezentującej się kobiety u jego boku. Nie bez przyczyny. Geraldine wyglądała dobrze, naprawdę dobrze, nawet jeśli doskonale wiedział, że w tym konkretnym momencie, jak i przez całą resztę wieczoru wolałaby być gdzieś indziej, zdecydowanie nie w takiej kreacji. A jednak wyglądała ślicznie, nawet wiercąc się na miejscu i wyczekując końca męki.
Po prawdzie, on sam także wolałby pozostać w domu. Nie kręcił się jednak, nie zmieniał dosyć neutralnego wyrazu twarzy ani nie dawał po sobie poznać tego, co tak naprawdę myślał o wszystkich tych scenach i momentach, jakie mogły poruszyć, zachwycić lub wręcz przeciwnie, wzbudzić oburzenie czy też odrazę.
To nie było jego pierwsze zetknięcie z podobnym widowiskiem, nawet jeśli to konkretne wyjątkowo mocno starało się przyciągać uwagę. Zresztą, nie dało się ukryć, że zarówno oprawa muzyczna, jak i gra aktorska prezentowały sobą wysoki poziom. Cała reszta? Teoretycznie przedstawienie można było uznać za udane. Z pewnością w oczach co poniektórych.
- Trąci fetyszyzmem - odmruknął niemalże bezgłośnie, lekko unosząc przy tym brwi.
No cóż, artyści bezustannie dążyli do szokowania publiki, czyż nie? To także nie był pomysł, na który on sam mógłby wpaść, ale nie miał zbyt głębokiego związku z teatrem, więc nie potrzebował być tak kreatywny. Wiedział tyle, że w tym konkretnym przypadku wyjątkowo mocno postarano się o to, aby wywołać niejedną reakcję. Ludzie z pewnością byli poruszeni. Należało to przyznać. Nie posunął się jednak do tego, aby złożyć komukolwiek przesadnie energiczne owacje. Wręcz przeciwnie, gdy nadeszła odpowiednia pora...
...chwilę po słowach Riny, na które zdążył odpowiedzieć:
- Minuta? - I rzeczywiście, miał w tym połowiczną rację, bowiem samo przedstawienie zakończyło się w szacowanym czasie...
...pozostał wyjątkowo oszczędny w klaskaniu w dłonie. Nie można było mu zarzucić, że nie oddał nikomu wyrazów szacunku, ale zrobił to wyłącznie w ramach kultury i dobrego wychowania, nie jak człowiek oczarowany sztuką.
- No, trzy i możemy rozpocząć ewakuację - poprawił się, bowiem najwyraźniej musieli jeszcze przeżyć czas na oklaski, zanim Geraldine miała spełnić swoje pragnienia związane z zaspokojeniem głodu innego niż ten artystyczno-duchowy, który nie był w nich nazbyt silny.
Nie wziął tego pod uwagę w trakcie kalkulacji, ale musiała mu to wybaczyć. On też wolał nie zostawać tu dłużej niż to było konieczne. Pozostało im jeszcze tylko pokazać się w towarzystwie, skorzystać z podawanych przekąsek, wymienić zdanie albo trzy i mogli zniknąć tak sprawnie jak się pojawili.
- Całe szczęście, wystarczy spojrzeć na program. Chociaż w tym roku wydaje się jakby uboższy, możemy nie znaleźć tam wielu informacji - odpowiedział również bardzo cicho, całkowicie bez ironii, bowiem o ile znał sam motyw przewodni sztuki, na którą przybyli, o tyle nie uważał się za wybitnego znawcę podobnej twórczości.
Tak jak Geraldine, był zdecydowanie bardziej zainteresowany częścią wydarzenia przewidzianą na późniejszy wieczór. Wpierw jednak musieli przeczekać swoje w loży, do której całkiem sprawnie się skierowali.
- Wydaje mi się, że widziałem sporo znajomych twarzy - kontynuował wyłącznie do wiadomości towarzyszki, zniżając głos, chociaż nie mówili o niczym szczególnym.
Teatr wymagał jednak kulturalnego zachowania, czyż nie? A to nie pozwalało im pokazywać palcem na ludzi, z którymi mogli chcieć zobaczyć się później, gdy przejdą już do bankietowej części wieczoru. Tej, do której najchętniej od razu by przeskoczył.
No cóż, nie mógł powiedzieć, aby jakoś wyjątkowo gustował w jakiejkolwiek dziedzinie artystycznej, w tym także tej związanej z teatrem. Owszem, od czasu do czasu pojawiał się w tym miejscu. Nie stronił od uczestnictwa w spędach, a więc także i w poprzedzających je rozrywkach. W końcu dbał zarówno o własną pozycję, jak i o renomę czy dobro rodu. Naturalnym było zatem, że wiedział, kiedy i jak winien się pokazać.
Całe szczęście, ich loża znajdowała się w całkiem dogodnym miejscu. Nie była także przepełniona. Prócz ich dwojga, nie zjawił się w niej nikt inny. Nie musieli zatem kłopotać się bezustannym zwracaniem uwagi na to, co robili czy mówili (nie to, by to kiedykolwiek było ich problemem), nawet jeśli oboje zdecydowanie wiedzieli, jak powinni zachować się podczas podobnych wydarzeń i na co mogli sobie pozwolić. W tym wypadku (zważywszy na dosyć ciężkie nastroje i same kontrowersje, jakie bez wątpienia mogło wywołać przedstawienie w prezentowanej formie; interesującego wyboru z punktu widzenia sytuacji społecznej, to z pewnością), oznaczało to raczej większą oszczędność w publicznych, powszechnie dostrzegalnych reakcjach.
Dlatego też, choć teoretycznie byli sami, a światła dookoła nich przygasły już po kilku chwilach od momentu, gdy zajęli miejsca, Ambroise większą część przedstawienia spędził we względnym bezruchu. Teoretycznie spoglądając na scenę, jednak przez większość czasu zdecydowanie będąc bardziej pochłoniętym towarzystwem młodej, cholernie atrakcyjnie prezentującej się kobiety u jego boku. Nie bez przyczyny. Geraldine wyglądała dobrze, naprawdę dobrze, nawet jeśli doskonale wiedział, że w tym konkretnym momencie, jak i przez całą resztę wieczoru wolałaby być gdzieś indziej, zdecydowanie nie w takiej kreacji. A jednak wyglądała ślicznie, nawet wiercąc się na miejscu i wyczekując końca męki.
Po prawdzie, on sam także wolałby pozostać w domu. Nie kręcił się jednak, nie zmieniał dosyć neutralnego wyrazu twarzy ani nie dawał po sobie poznać tego, co tak naprawdę myślał o wszystkich tych scenach i momentach, jakie mogły poruszyć, zachwycić lub wręcz przeciwnie, wzbudzić oburzenie czy też odrazę.
To nie było jego pierwsze zetknięcie z podobnym widowiskiem, nawet jeśli to konkretne wyjątkowo mocno starało się przyciągać uwagę. Zresztą, nie dało się ukryć, że zarówno oprawa muzyczna, jak i gra aktorska prezentowały sobą wysoki poziom. Cała reszta? Teoretycznie przedstawienie można było uznać za udane. Z pewnością w oczach co poniektórych.
- Trąci fetyszyzmem - odmruknął niemalże bezgłośnie, lekko unosząc przy tym brwi.
No cóż, artyści bezustannie dążyli do szokowania publiki, czyż nie? To także nie był pomysł, na który on sam mógłby wpaść, ale nie miał zbyt głębokiego związku z teatrem, więc nie potrzebował być tak kreatywny. Wiedział tyle, że w tym konkretnym przypadku wyjątkowo mocno postarano się o to, aby wywołać niejedną reakcję. Ludzie z pewnością byli poruszeni. Należało to przyznać. Nie posunął się jednak do tego, aby złożyć komukolwiek przesadnie energiczne owacje. Wręcz przeciwnie, gdy nadeszła odpowiednia pora...
...chwilę po słowach Riny, na które zdążył odpowiedzieć:
- Minuta? - I rzeczywiście, miał w tym połowiczną rację, bowiem samo przedstawienie zakończyło się w szacowanym czasie...
...pozostał wyjątkowo oszczędny w klaskaniu w dłonie. Nie można było mu zarzucić, że nie oddał nikomu wyrazów szacunku, ale zrobił to wyłącznie w ramach kultury i dobrego wychowania, nie jak człowiek oczarowany sztuką.
- No, trzy i możemy rozpocząć ewakuację - poprawił się, bowiem najwyraźniej musieli jeszcze przeżyć czas na oklaski, zanim Geraldine miała spełnić swoje pragnienia związane z zaspokojeniem głodu innego niż ten artystyczno-duchowy, który nie był w nich nazbyt silny.
Nie wziął tego pod uwagę w trakcie kalkulacji, ale musiała mu to wybaczyć. On też wolał nie zostawać tu dłużej niż to było konieczne. Pozostało im jeszcze tylko pokazać się w towarzystwie, skorzystać z podawanych przekąsek, wymienić zdanie albo trzy i mogli zniknąć tak sprawnie jak się pojawili.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down