16.08.2025, 02:36 ✶
'Fair is foul, and foul is fair
Hover through the fog and filthy air.'
Hover through the fog and filthy air.'
Igranie z silnymi i doświadczonymi było bardzo niebezpieczną sztuką; miał zasiąść do gry w szachy, której opłacone zakłady zwiastowały jego porażkę, w której przeciwnik jest byłym mistrzem i każdy, nawet najmniejszy ruch powieki może doprowadzić do katastrofy. W sporcie miało się do stracenia jedynie dumę i samą wygraną, być może prospekt na lepszą karierę, w życiu natomiast kładło się na szalę swoje własne istnienie i wszystko, co się na nie składało. Właśnie dlatego, Elliott wziął głęboki oddech, gdy poprawiał klapę zdobnego płaszcza narzuconego na ramiona; spirale posrebrzanych wzorów mieniły się w czerni nocy, będąc jedynym, krzykliwym elementem jego ubioru. Widniejące przed nim lustro ukazywało definicję powagi i elegancji, niedoświadczonej młodości, którą z każdym rokiem tracił, wysmykiwała się z rąk wraz ze straconymi szansami na osiągnięcie Ekstazy.
'By the pricking of my thumbs,
Something wicked this way comes.'
Something wicked this way comes.'
Wnętrze teatru było jasne, rozświetlone przepychem, zapewne specjalnie dopieszczone pod okazję; kraj płonął równie intensywnie, co mnogo rozpalone świece żyrandoli, gdy ostatnie nadzieje spokojnego żywota grzebano na angielskich cmentarzach, a on przechadzał się holem The Globe, otoczony niknącymi w swej tłoczności śmiechem i rozmowami. Kroki czarnych butów z połyskiem wygłuszone były miękkim dywanem, a pogrążony w swoich myślach, udając, że przypatruje się jednemu z licznych obrazów zdobiących ścianę, musiał przyznać, że nie zauważył zmierzającej w swoją stronę Philomeny Mulciber. Liczył na obecność starej czarownicy na wydarzeniu, ale jak zwykle, zakładał, że wszystko potoczy się znacznie wolniej, że będzie mógł przywyknąć do sytuacji; głos kobiety przyprawił go o gęsią skórkę, choć nie dał tego po sobie poznać. Przyjął jej towarzystwo z należytym szacunkiem i wdzięcznością, wewnątrz zapewniając się, że wszystko idzie zgodnie z planem.
'Double, double toil and trouble;
Fire burn, and cauldron bubble.'
Fire burn, and cauldron bubble.'
Dotyk był dla niego kwestią wysoce intymną. Nie odmówił go Philomenie, nie ukazał też ani skrawka dyskomfortu, który poczułby, gdyby ktokolwiek chciał go dotknąć w miejscu publicznym, bez jego widocznej inicjatywy. Zgoda była niema, choć przejawiała się w kontynuowanej rozmowie, lawirowaniem pomiędzy tematami istotnymi, choć nie w poważnym tembrze; polityka i wpływy miały to do siebie, że szły w parze z wystawnymi przyjęciami towarzyskimi, Elliott zdawał sobie z tego sprawę tak samo mocno jak jego ojciec. Fortinbras, choć nieobecny na wydarzeniu, miał oczy i uszy w innych osobach, w powtarzanych plotkach i informacjach. Niewiele zmian w socjecie umykało jego uwadze, toteż towarzystwo Pani Mulciber było Elliottowi niesamowicie na rękę, ot, by ugłaskać i uśpić ojcowskie zmysły.
***
Dosiedli się do zajmujących swoje miejsca w loży Lorien oraz, ku zdziwieniu Malfoya, Aarona Moody'ego. W tonie wcześniejszego zachowania, nie dał po sobie poznać mocniejszych uczuć i przywitał się z dwójką odpowiednio oficjalnie, pozwalając sobie na odrobine ciepła w wypadku sędziny, której nie znał może najlepiej, ale definitywnie kojarzył prywatnie o wiele lepiej niż jej towarzysza. Grzecznie wymówił się z poczęstunku, prosząc jedynie o wodę. Powód był mało istotny, liczył się sposób, w jaki wypowiedział słowa i maniera ich treści; idealnie skompletowane dźwięki wychodzące spomiędzy jego warg były sukcesem wieloletniej tresury pod czujnym okiem cudzych Ambicji.
'False face must hide
what the false heart doth know.'
what the false heart doth know.'
Wsłuchał się w pierwsze nuty wygrywane na fortepianie, gdy światła przygasły, a rozmowy ucichły; krótką chwilę, nim z umiejscowionej zaraz przed sceną orkiestry popłynęły pierwsze dźwięki, został sam ze sobą w ciemności, zawieszony w loży nad ściśniętymi w dolnym rzędach ludźmi, słysząc cudze oddechy. Przymknął oczy, wtedy, gdy wiedział, że nie zostanie to dostrzeżone i pozwolił sobie na chwilę rozluźnienia, nim ponownie je otworzył, bo na scenie zaczęli pojawiać się aktorzy.
Przyglądając się broszurze, nie był pewien czego się spodziewać po spektaklu. Znana mu historia miała być ukazana w nowej odsłonie. Podchodził sceptycznie do nowości, z natury oceniał przedstawiane mu rzeczy dość krytycznie, wiedziony rodzinną tradycją neutralności emocjonalnej, nigdy też nie przejawiał w swoich komentarzach nienawiści, która kłębiła się pod dobrze zabezpieczoną, marmurową maską. Przedstawiane w sztuce rozterki były dla niego zbyt bliskie, aby nie rozumiał płynących z niej emocji. Walka powinności z przyjemnością; dziedzictwa z wolnością; ambicji z ekstazą. Delikatne, a zarazem odpowiednio tnące powietrze, w ostrości czarnołabędzich piór, ruchy młodej tancerki wyznaczającej ścieżkę Morgany, jej Ambicji, wywołały znajome, kładące się ciężkością żołądka, uczucie, którego pragnął się pozbyć. Taniec był niesamowicie wykonany, choć sama akcja sztuki wydawała mu się pustym odtworzeniem tej samej, zdartej płyty. Nie chciał przezywać emocji, które towarzyszyły mu we własnych, wewnętrznych walkach z rodzinną tradycją, acz waleczne, wręcz ogniście wojenne ruchy Ambicji i Ekstazy, sprawiały, że nie mógł, a nawet nie chciał oderwać wzroku. Był zmieszany, chciał wygranej wolności, triumfu pomarańczu nad czernią, choć zwinność ruchów odzianej w pióra tancerki sprawiała, że kibicował jej dalszym poczynaniom. Nie potrafił wybrać ścieżki, był zawieszony w niepewności, odrzucenie piękna Ambicji rysowało mu się w głowie ciężkim grzechem, zaniechaniem lat starań, acz jasne barwy Ekstazy wodziły go za noc tak silnie, że odwracał co rusz głowę, by nie przegapić ani jednego momentu. Walka odgrywana na scenie, odgrywała się równie intensywnie w jego wnętrzu.
Nadszedł moment kary. Odgłosy uderzeń bicza o zarysowujące się cierpieniem mięśni pleców młodego aktora, skutecznie odwróciły jego myśli od przedstawianego mu czynu samobiczowania; ekscytacja powoli rozrywającym się materiałem koszuli wzięła górę, bo nie potrafił odmówić młodemu Selwynowi absolutnie fenomenalnej urody. Ubrudzony sceniczną atrapą krwi, wymęczony własną przyjemnością, zmieszaną z bólem, w świetle reflektorów podkreślających atrakcyjne rysy twarzy i spinające się mięśnie ramion, gdy podążał za swą Ekstazą, gdy stali się jednością, a odrzucone wartości rodzinne nie były już przeszkodą, kulą u nogi, a nienamacalną przeszłością w postaci patrzących na taniec Merlina ze swą Ekstazą ojca i porzuconą narzeczoną. Pomimo prywatnych, przezywanych wewnątrz emocji, musiał przyznać, że atrakcyjność Merlina sprawiała, że spektakl był przyjemnym wydarzeniem, a nie tylko podkreślonym dobrą muzyką, przepisaną na kolanie, wszystkim bardzo dobrze znaną historią, która w tym wykonaniu miała wzbudzac kontrowersje. Co do tego ostatniego, Elliott był pewien - występ z samobiczowaniem i implikacją przyjemności płynącej z tego aktu, będzie gorącym tematem na językach sporej ilości czarodziejów.
Pomimo przeżywanych emocji, jego twarz była wyćwiczonym, wygrawerowanym kamieniem szlachetnym; lekki, grzecznościowy uśmiech był najintensywniejszym grymasem, który można było zaobserwować na twarzy Kanclerza. Pomiędzy scenami, pozwolił sobie skierować spojrzenie w kierunku widocznych z jego perspektywy loży. Dostrzegł znajomą twarz Roberta Croucha odzianego w, jeżeli go wzrok nie mylił, coś jasnego. Elliott pozwolił sobie zmarszczyć brwi, choć nie spisywał dnia na straty przed zachodem słońca - będzie w stanie o wiele lepiej zobaczyć garnitur kuzyna, gdy przejdą na salę balową. Zaraz obok niego, zobaczył Anthony'ego Shafiqa, którego obecność być może go nie szokowała, ale spodziewał się zobaczyć go w swojej własnej, prywatnej loży, a nie z tak licznym towarzystwem. Być może w ten sposób czuł się bezpieczniej, w końcu zaledwie początkiem miesiąca, spora część miasta i kraju stanęła w płomieniach. Przesunął wzrokiem po skupionym, być może na sztuce, Morpheuszu Longbottowie oraz Monie Rowle, której nie widział już dłuższą chwilę przez swoje wyjazdy. Zanotował w myślach, że powinien za niedługo wysłać jej list. Nie umknęła mu również twarz Jonathana, skupiona na scenie i przepełniona ekscytacją. W loży siedziała jeszcze jedna, młodsza kobieta, której Elliott nie kojarzył.
Przesunąwszy lornetkę z powrotem na scenę i w przeciwną stronę, spostrzegł bardzo znajomą osobę Erika Longbottoma. Automatycznie i zbyt szybko spojrzał, kto też mu towarzyszy. Nie był to nikt inny, jak Nora Figg. Odetchnął, choć zdawał sobie sprawę z własnej głupoty i skarcił kłębiące się emocje, jeszcze nie wracając do sceny, a próbując dostrzec, czy coś ciekawego, bądź niepokojącego dzieje się w loży Ministry.
Rzut N 1d100 - 34
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Przedstawienie dobiegło końca, muzyka ucichła i Elliott musiał stwierdzić, że pomimo początkowego przekonania, całe doświadczenie nie było aż tak złe. Jego oklaski były mało emocjonalne, ot poruszał jedną z dłoni, aby uderzać o drugą, nieruchomą. Odłożywszy lornetkę, wziął ostatni łyk wody, wypełniającej kryształowy kieliszek.
- Zrobi mi Pani tę przyjemność i dołączy do części bankietowej w moim towarzystwie? - skierował pytanie do Philomeny, tym razem samemu oferując swoje towarzystwo, gdy wstał zapinając srebrny guzik wieczorowej marynarki, a materiał białego kołnierza przewiązanego czarną muchą, dotknął grdyki, w momencie spięcia mięśni ramion.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦