16.08.2025, 13:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2025, 19:41 przez Mona Rowle.)
— Czyli nie obyło się bez bohaterskich zrywów — czy podobnych słów nie skierowała do Icarusa w momencie, kiedy się rozdzielali? Kobieta nie mogła poradzić na to, że się martwiła o swoją rodzinę. Więzy krwi, czy ich brak — nie miało to dla niej większego znaczenia. Posłała spojrzenie kuzynowi. Zastanawiała się, co jeszcze mogłaby usłyszeć o zeszłej nocy. — Dobrze zrobiłeś. Chociaż odnoszę wrażenie, że Ministerstwo pozostawiło cywili na pastwę losu. Czy naprawdę mieliśmy radzić sobie sami?
Gorycz pobrzmiewała w jej głosie, ale skierowana była przede wszystkim do niej samej. Na Horyzontalnej była świadkiem napaści na sąsiadkę, a wspomnienie tamtego obrazu wciąż wbijało się ostrą drzazgą w pamięć. Za to dostała nauczkę: próba staranowania większego od siebie typa nie zawsze była najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza kiedy miała przewagę w byciu czarownicą. — Tak. Poślij ją w wolnej chwili — potwierdziła uspokojona myślą o wiadomości. Z listów, które rozesłała do znajomych, nie każdy odpowiedział, co tylko wzmagało niepokój.
Selwynowi kuzynowie mogli być odważni, piękni i mądrzy, ale póki ona stała obok, żaden z nich nie miał prawa ignorować własnego zdrowia. Jeszcze ich tego nauczy.
Słoik z odkręconą pokrywką zakręcił się w powietrzu, zalśnił bursztynowym odcieniem miodu. Mona, która dzierżyła w jedynej, zdrowej dłoni, jak broń w małej wojnie o zdrowie jej kuzyna — łyżkę, bezceremonialnie wcisnęła ją Hannibalowi do ust. Magia bezróżdżkowa w takiej sytuacji była bezkonkurencyjna.
— No proszę — kobieta odparła triumfalnie. Zazwyczaj tak się wdzięczył na premierach, a tu jej kuzyn był prawie na klęczkach. — Świat obyłby się bez wojen, gdyby każdy mężczyzna chętnie padał do stóp kobiety. Najwyraźniej muszę się mocno starać, jeśli chcę zobaczyć faceta na kolanach… — parsknęła śmiechem.
Ile razy już widziała, jak mężczyźni w magicznej społeczności obecni w jej życiu unosili się dumą zamiast czasem przyklęknąć, przyznać rację, oddać choć na chwilę inicjatywę? Czy naprawdę było to aż tak niemożliwe? Bogowie nie zawsze byli hojni, ale czasem dawali dokładnie to, czego kobieta potrzebowała najbardziej. Niestety, w tej sytuacji musiał to być jej kuzyn, a nie...
[b]— Jak szanuję Basiliusa za wiele rzeczy, tak czasem najlepszym lekarstwem jest coś naturalnego — powiedziała, podając kolejną łyżkę. Zwykły miód nie mógł wyrządzić większej szkody czarodziejowi. Dwójka mężczyzn natomiast na pewno wiedziała, że sam trunek nie był w stanie wyleczyć efektów Spalonej Nocy, kiedy wdychany dym pozostawiał w płucach i gardle ślady, których żadna słodycz nie mogła od razu usunąć, a Rowle pleciła bzdury.
Sama również nie była wolna od konsekwencji zaniedbań. Do tej pory pokasływała, jednak miód zaczął działać, łagodząc pieczenie w gardle i nieco uspokajając kaszel. Pewna swojej racji i skuteczności działania, wkrótce miała się przekonać na własnej skórze, że lekceważenie objawów nie było za bardzo bezpieczne.
— Jeszcze raz i koniec, nie zamierzam cię karmić jak pufka — dodała, ale w oczach zabłyszczała czysta… kuzynowska złośliwa satysfakcja. — Chyba że tak ci wygodnie — słoik zalewitował, krążąc tuż obok niej jak cierpliwy satelita, gotów aby podać kolejną porcję. — Ari, ty też pokasływałeś, nie? Światło niebezpiecznie odbiło się w metalowej łyżce.
Gorycz pobrzmiewała w jej głosie, ale skierowana była przede wszystkim do niej samej. Na Horyzontalnej była świadkiem napaści na sąsiadkę, a wspomnienie tamtego obrazu wciąż wbijało się ostrą drzazgą w pamięć. Za to dostała nauczkę: próba staranowania większego od siebie typa nie zawsze była najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza kiedy miała przewagę w byciu czarownicą. — Tak. Poślij ją w wolnej chwili — potwierdziła uspokojona myślą o wiadomości. Z listów, które rozesłała do znajomych, nie każdy odpowiedział, co tylko wzmagało niepokój.
Selwynowi kuzynowie mogli być odważni, piękni i mądrzy, ale póki ona stała obok, żaden z nich nie miał prawa ignorować własnego zdrowia. Jeszcze ich tego nauczy.
Słoik z odkręconą pokrywką zakręcił się w powietrzu, zalśnił bursztynowym odcieniem miodu. Mona, która dzierżyła w jedynej, zdrowej dłoni, jak broń w małej wojnie o zdrowie jej kuzyna — łyżkę, bezceremonialnie wcisnęła ją Hannibalowi do ust. Magia bezróżdżkowa w takiej sytuacji była bezkonkurencyjna.
— No proszę — kobieta odparła triumfalnie. Zazwyczaj tak się wdzięczył na premierach, a tu jej kuzyn był prawie na klęczkach. — Świat obyłby się bez wojen, gdyby każdy mężczyzna chętnie padał do stóp kobiety. Najwyraźniej muszę się mocno starać, jeśli chcę zobaczyć faceta na kolanach… — parsknęła śmiechem.
Ile razy już widziała, jak mężczyźni w magicznej społeczności obecni w jej życiu unosili się dumą zamiast czasem przyklęknąć, przyznać rację, oddać choć na chwilę inicjatywę? Czy naprawdę było to aż tak niemożliwe? Bogowie nie zawsze byli hojni, ale czasem dawali dokładnie to, czego kobieta potrzebowała najbardziej. Niestety, w tej sytuacji musiał to być jej kuzyn, a nie...
[b]— Jak szanuję Basiliusa za wiele rzeczy, tak czasem najlepszym lekarstwem jest coś naturalnego — powiedziała, podając kolejną łyżkę. Zwykły miód nie mógł wyrządzić większej szkody czarodziejowi. Dwójka mężczyzn natomiast na pewno wiedziała, że sam trunek nie był w stanie wyleczyć efektów Spalonej Nocy, kiedy wdychany dym pozostawiał w płucach i gardle ślady, których żadna słodycz nie mogła od razu usunąć, a Rowle pleciła bzdury.
Sama również nie była wolna od konsekwencji zaniedbań. Do tej pory pokasływała, jednak miód zaczął działać, łagodząc pieczenie w gardle i nieco uspokajając kaszel. Pewna swojej racji i skuteczności działania, wkrótce miała się przekonać na własnej skórze, że lekceważenie objawów nie było za bardzo bezpieczne.
— Jeszcze raz i koniec, nie zamierzam cię karmić jak pufka — dodała, ale w oczach zabłyszczała czysta… kuzynowska złośliwa satysfakcja. — Chyba że tak ci wygodnie — słoik zalewitował, krążąc tuż obok niej jak cierpliwy satelita, gotów aby podać kolejną porcję. — Ari, ty też pokasływałeś, nie? Światło niebezpiecznie odbiło się w metalowej łyżce.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła