Zdawała sobie sprawę z tego, że nie wyglądało to dobrze. Inaczej pewnie sama nie obawiała by się aż tak tego, co mogło się wydarzyć. Póki co nie miała przecież pewności. Aktualnie wiedziała tylko, że jej złe samopoczucie nie jest spowodowane chorobą, a czymś zupełnie innym. Musiała dowiedzieć się szczegółów, ustalić, kiedy dziecko miało pojawić się na świecie, mogło to wszystko skomplikować, chociaż w głębi duszy czuła, że tak nie będzie. To musiało być ich wspólne dziecko, nie przyjmowała nawet pod uwagę innej możliwości, nie w tym momencie, nie kiedy w końcu wszystko zaczęło się układać, kiedy wyprostowali to, co im się przytrafiło.
Byli przy sobie przez wiele lat, zaliczyli moment słabości, zdarzało się to najlepszym. Najważniejsze było to, że w końcu dotarło do nich to, że nie umieli bez siebie żyć. Sporo ich to kosztowało, każde z nich radziło sobie z rozstaniem na swój sposób, chociaż radzenie sobie to było chyba zbyt dużo powiedziane. Miała świadomość, jak wyglądały ich życia podczas tego półtora roku. Doprowadzali się do autodestrukcji, niszczyli się, bo nie potrafili inaczej działać, kiedy nie znajdowali się obok siebie. Tylko i wyłącznie razem potrafili jakoś odnaleźć się w tym świecie, wtedy nie błądzili, jasno określali swoje priorytety, dbali o siebie nawzajem i nie pozwalali na to, aby świat wyrywał im kolejne części siebie.
Nie chciała tego stracić, nie, kiedy w końcu udało jej się wywalczyć to, na czym jej najbardziej zależało. Zajęło jej to dość sporo, doprowadziło do naprawdę okrutnych rozmów, ale mieli to już za sobą. Wreszcie wszystko miało być w porządku, ironia, że teraz pojawił się kolejny problem. Nie miała pojęcia, jak Ambroise na to zareaguje, nie wiedziała, czego powinna się po nim spodziewać. Mógł oczywiście kwestionować to, czyje to było dziecko, mógł to zrobić, bo przecież ani ona, ani on nie byli święci, nie tkwili w celibacie przez ostatnie półtora roku, próbowali jakoś sobie radzić z tym brutalnym rozstaniem. Cóż, najwyżej będzie musiała się pogodzić z tym, że znowu wszystko spierdoliła, nie byłby to pierwszy raz.
Oczywiście, że zamierzała być szczera, nie należała do tego typu osób, które knuły, czy udawały, że problem nie istnieje. Powie wszystko, co wie Greengrassowi, a on zadecyduje jak to widzi, czy zamierza jeszcze na nią patrzeć. Powinna założyć najgorszą z możliwych opcji, a że taka istniała, to właśnie na niej się skupiła, bo przecież istniało też prawdopodobieństwo nawet spore, że problem był ich wspólny. Musiała tylko dowiedzieć się, jak długo to trwa, jak długo to nowe życie rodziło się w jej ciele.
- Tak, usiądźmy. - Musiała zjeść, czuła, że tego potrzebuje, ale te myśli, które zaczęły krążyć w jej głowie powodowały, że nie wiedziała, czy będzie w stanie coś przełknąć. Najlepiej by było, jakby od razu porozmawiała z Roisem, ale w tej chwili nie było to możliwe. Nie znosiła niepewności, nie znosiła czekać, zaczynała się denerwować, przytłaczało ją to.
Przejęła poduszkę od Benjy'ego, dzięki czemu siedziało jej się całkiem wygodnie. Widok z tarasu był całkiem malowniczy, ale co z tego, jeśli znowu wszystko mogło się rozjebać jak pierdolony domek z kart. Na jej własne życzenie.
Zaczęła jeść, powoli, przeżuwała dokładnie każdy kęs, oczywiście, że padło na mięso, jeśli coś miała w tej chwili przełknąć to właśnie tego steka. Jej upodobania żywieniowe były dość jasno określone, mięso zawsze było pierwszym wyborem. Nie spodziewała się, że to Fenwick przerwie ciszę, ale tak się stało. Uniosła wzrok znad talerza, wpatrywała się w niego krótką chwilę. Co właściwie miała mu powiedzieć, że nie wie jak się czuje, że nie spodziewała się tego, że jest to dla niej zaskoczeniem? To było chyba oczywiste. Po jej pierwszej reakcji i tej nieświadomości na pewno domyślił się tego, że nie zakładała, iż coś takiego może jej się przytrafić.
- To abstrakcja. - Przynajmniej jak na razie. Musiała ułożyć sobie to w głowie. Nie tak łatwo było oswoić się z informacją, że w jej ciele aktualnie był ktoś jeszcze, że za kilka miesięcy pojawi się dziecko, za które będzie odpowiedzialna, a póki co ledwo udało jej się jakoś zadbać o to, by jej życie w miarę się układało.
- Muszę się z tym oswoić. - Miała być matką, czy jej się to podobało, czy nie, miało się tak stać. Jakoś sobie z tym poradzi, w końcu nie mogło być to coś bardzo skomplikowanego. Jeszcze nie wiedziała w jaki sposób wpłynie to na jej styl życia, jaki będzie miało wpływ na codzienność, ale czuła, że coś na pewno się zmieni. Musiała zacząć na siebie uważać, bo już nie chodziło tylko o nią. Skoro już jej się to przytrafiło, to musiała stawić czoła konsekwencjom, postara się być tym jak najlepsza, chociaż nie miała zielonego pojęcia, od czego powinna zacząć. Na pewno nie pozwoli, aby ktokolwiek skrzywdził to dziecko, jej dziecko, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.
Później wbiła ponownie wzrok w talerz, nie do końca miała ochotę dyskutować na ten temat, mogli dokończyć posiłek i wrócić do rezydencji.