17.08.2025, 04:01 ✶
Coś było nie tak. Mocno nie tak, i nie był to chyba tylko tłumiony stres Spalonej Nocy. Henry nie musiał robić takiej miny, by Hannibal to poczuł. Nie musiał odpowiadać tak oschle na teatralne nowinki.
Czy chodziło o coś, co powiedział? Zrobił?
- Tak mi przykro z powodu tej ręki… Powinieneś od razu trafić do uzdrowiciela, a nie na drugi dzień! Co gdyby w redakcji się nie przejęli? - zrobił ruch, jakby chciał go dotknąć. Myśl o poturbowanym przyjacielu sprawiała niemal fizyczny ból. Hannibal też miał tendencję do prób “rozchodzenia” kontuzji i chorób, ale przecież złamanie to nie było coś, co można zignorować!
- Powinienem był wtedy z tobą zostać. Przepraszam.
Czy uchroniłoby to fotografa przed takim losem? Może nie, ale przynajmniej trafiłby szybciej pod dobrą opiekę, już Selwyn by o to zadbał.
Poza tym, co to za gadanie o byciu “średniej jakości fotografem”? Poczęstował Lockharta spojrzeniem zranionej łani.
- Henry, nie wolno ci tak o sobie mówić. Przedwczoraj powiedziałem ci, że jesteś ważny. Jeżeli myślisz, że zrobiłem to pod wpływem chwili albo tylko po to, żeby poprawić ci humor, to się mylisz - może wpuścił w te słowa za dużo swojej frustracji, może powiedział to z odrobinę zbyt dużym zaangażowaniem. Trudno. Spotkali się jak przyjaciele, a Hannibal Selwyn nie miał “średniej jakości” przyjaciół.
- Powtórzę to tyle razy, ile będzie trzeba - nie wierzył w mniej lub bardziej ważnych ludzi. Owszem, grali różne role. Byli mniej lub bardziej znani. Bogatsi i biedniejsi. Nie łudził się, że ten stan rzeczy się kiedykolwiek zmieni. Może zresztą tak było lepiej, pomyślał, przypominając sobie wczorajszą rozmowę z Icarusem Prewettem. Na wschodzie powstawały ustroje, usiłujące wszystkich zrównać i to jakoś wcale nie działało tak super, jak brzmiało w teorii.
- Poza tym nigdy nie zrobiłeś mi zdjęcia, które nie nadawałoby się do publikacji, więc nie wiem, skąd pomysł, że jesteś średniej jakości. Jeżeli ktoś ci tak powiedział… chcesz usłyszeć, jak o mnie mówili i pisali? - cień uśmiechu przemknął przez jego twarz - Zarzucano mi głupotę, niemoralność, słabość i zniewieścienie, bycie bananowym dzieciakiem, który do niczego nie doszedł sam, kiepskie udawanie orgazmu… - nieprzyjemna wyliczanka, ale tylko to można było zrobić z podobnymi opiniami - obśmiać. Hannibal dawno musiał nauczyć się sobie z tym radzić. Był nawet trochę dumny zawsze, gdy znalazł nowy epitet do kolekcji.
Podniósł się, zbierając puste naczynia zanim Henry zdążył to zrobić. W końcu przyjaciele i współlokatorzy dzielili się obowiązkami.
- Pozmywam - zapowiedział miękko. Zostawiając szklanki z winem na stole ruszył do kuchni.
Czy chodziło o coś, co powiedział? Zrobił?
- Tak mi przykro z powodu tej ręki… Powinieneś od razu trafić do uzdrowiciela, a nie na drugi dzień! Co gdyby w redakcji się nie przejęli? - zrobił ruch, jakby chciał go dotknąć. Myśl o poturbowanym przyjacielu sprawiała niemal fizyczny ból. Hannibal też miał tendencję do prób “rozchodzenia” kontuzji i chorób, ale przecież złamanie to nie było coś, co można zignorować!
- Powinienem był wtedy z tobą zostać. Przepraszam.
Czy uchroniłoby to fotografa przed takim losem? Może nie, ale przynajmniej trafiłby szybciej pod dobrą opiekę, już Selwyn by o to zadbał.
Poza tym, co to za gadanie o byciu “średniej jakości fotografem”? Poczęstował Lockharta spojrzeniem zranionej łani.
- Henry, nie wolno ci tak o sobie mówić. Przedwczoraj powiedziałem ci, że jesteś ważny. Jeżeli myślisz, że zrobiłem to pod wpływem chwili albo tylko po to, żeby poprawić ci humor, to się mylisz - może wpuścił w te słowa za dużo swojej frustracji, może powiedział to z odrobinę zbyt dużym zaangażowaniem. Trudno. Spotkali się jak przyjaciele, a Hannibal Selwyn nie miał “średniej jakości” przyjaciół.
- Powtórzę to tyle razy, ile będzie trzeba - nie wierzył w mniej lub bardziej ważnych ludzi. Owszem, grali różne role. Byli mniej lub bardziej znani. Bogatsi i biedniejsi. Nie łudził się, że ten stan rzeczy się kiedykolwiek zmieni. Może zresztą tak było lepiej, pomyślał, przypominając sobie wczorajszą rozmowę z Icarusem Prewettem. Na wschodzie powstawały ustroje, usiłujące wszystkich zrównać i to jakoś wcale nie działało tak super, jak brzmiało w teorii.
- Poza tym nigdy nie zrobiłeś mi zdjęcia, które nie nadawałoby się do publikacji, więc nie wiem, skąd pomysł, że jesteś średniej jakości. Jeżeli ktoś ci tak powiedział… chcesz usłyszeć, jak o mnie mówili i pisali? - cień uśmiechu przemknął przez jego twarz - Zarzucano mi głupotę, niemoralność, słabość i zniewieścienie, bycie bananowym dzieciakiem, który do niczego nie doszedł sam, kiepskie udawanie orgazmu… - nieprzyjemna wyliczanka, ale tylko to można było zrobić z podobnymi opiniami - obśmiać. Hannibal dawno musiał nauczyć się sobie z tym radzić. Był nawet trochę dumny zawsze, gdy znalazł nowy epitet do kolekcji.
Podniósł się, zbierając puste naczynia zanim Henry zdążył to zrobić. W końcu przyjaciele i współlokatorzy dzielili się obowiązkami.
- Pozmywam - zapowiedział miękko. Zostawiając szklanki z winem na stole ruszył do kuchni.