17.08.2025, 12:12 ✶
Faye zmrużyła oczy, od razu wyłapując to splunięcie i ton, w którym Woody wypowiadał się o Greybacku. Ostentacyjnie wzięła się pod boki, oparła dłonie o biodra i uniosła nieco podbródek, a coś błysnęło w jej oczach. Być może złość, być może gotowość do obrony ukochanego, ale Tarpalin nie kontynuował tego tematu. Całe szczęście, bo najpewniej pożarliby się tak, że Faye sama ruszyłaby na Ścieżki. Gdzieś tam kręcił się już Leviathan, chyba, bo musiał znaleźć drugiego Greybacka. Skaranie boskie z tą rodziną.
- Nic na to nie poradzę, znamy się od Hogwartu - powiedziała, lekko wzruszając ramionami. Nie miała mu za złe tej uwagi, w końcu miał rację. Absolutnie każdy, włączając własną rodzinę Maddoxa, mówił jej, że kiepsko wybrała. Ale serce nie sługa - nie mogła tak po prostu wyłączyć swoich emocji. - Nie jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi.
Mruknęła jeszcze, nieco bardziej zrezygnowanym tonem. Doskonale wiedziała, że związek z Maddoxem nie wchodził w grę z bardzo wielu powodów. Ale nie mogła po prostu zignorować faktu, że jej serce rwało się teraz na kawałki i drżało, gdy rozum podpowiadał, co mogło się stać Greybackowi.
Faye prychnęła, gdy Woody zainsynuował, że mogłaby sama się tu kręcić.
- Nie. Znowu mnie okradli, tym razem zabrali prezent od niego - burknęła, bo przecież zorientowała się wcześniej, że z jej kieszeni zniknął kastet, który podarował jej Greyback. I Merlin jej świadkiem: zamierzała go odzyskać. Ale najpierw musiała upewnić się, że jej bezdomny wilczek był cały i zdrowy. - Dobrze, że ogień w większości ominął Rejwach. Ja nie miałam tyle szczęścia, spaliło mi parter w Dolinie Godryka. Moje mieszkanie ocalało, ale moja sąsiadka ledwo uszła z życiem. To czyste szaleństwo, co się tu dzieje.
Miała o kogo się martwić. Maddox, Scarlett, Skoll, Hati... Jedyne co, to nie martwiła się o braci. Theona nie było w Anglii, a Nicholas był Niewymownym, na dodatek wcale nie był typowym jajogłowym, któremu mogłoby się coś stać. Akurat z tej całej bandy to najmniej się bała zwłaszcza o niego - Nicholas Travers sobie poradzi.
- Nie wiem gdzie go szukać - przyznała cicho, gdy z Woodym ruszyli uliczkami Nokturnu. - Nie wiem, gdzie mógłby być. Nie wiem, zaczepiać kogoś, pytać?
Cholera, nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji. Potrafiła tropić zwierzynę, ale nie ludzi. Szczególnie w takim otoczeniu, w jakim się znaleźli. Dym spowił Nokturn, gryzł w oczy i gardło, ludzie gasili swoje domy, tutaj także było pełno rannych. Jak znaleźć jakiekolwiek ślady jednego człowieka w tym chaosie?
- Nic na to nie poradzę, znamy się od Hogwartu - powiedziała, lekko wzruszając ramionami. Nie miała mu za złe tej uwagi, w końcu miał rację. Absolutnie każdy, włączając własną rodzinę Maddoxa, mówił jej, że kiepsko wybrała. Ale serce nie sługa - nie mogła tak po prostu wyłączyć swoich emocji. - Nie jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi.
Mruknęła jeszcze, nieco bardziej zrezygnowanym tonem. Doskonale wiedziała, że związek z Maddoxem nie wchodził w grę z bardzo wielu powodów. Ale nie mogła po prostu zignorować faktu, że jej serce rwało się teraz na kawałki i drżało, gdy rozum podpowiadał, co mogło się stać Greybackowi.
Faye prychnęła, gdy Woody zainsynuował, że mogłaby sama się tu kręcić.
- Nie. Znowu mnie okradli, tym razem zabrali prezent od niego - burknęła, bo przecież zorientowała się wcześniej, że z jej kieszeni zniknął kastet, który podarował jej Greyback. I Merlin jej świadkiem: zamierzała go odzyskać. Ale najpierw musiała upewnić się, że jej bezdomny wilczek był cały i zdrowy. - Dobrze, że ogień w większości ominął Rejwach. Ja nie miałam tyle szczęścia, spaliło mi parter w Dolinie Godryka. Moje mieszkanie ocalało, ale moja sąsiadka ledwo uszła z życiem. To czyste szaleństwo, co się tu dzieje.
Miała o kogo się martwić. Maddox, Scarlett, Skoll, Hati... Jedyne co, to nie martwiła się o braci. Theona nie było w Anglii, a Nicholas był Niewymownym, na dodatek wcale nie był typowym jajogłowym, któremu mogłoby się coś stać. Akurat z tej całej bandy to najmniej się bała zwłaszcza o niego - Nicholas Travers sobie poradzi.
- Nie wiem gdzie go szukać - przyznała cicho, gdy z Woodym ruszyli uliczkami Nokturnu. - Nie wiem, gdzie mógłby być. Nie wiem, zaczepiać kogoś, pytać?
Cholera, nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji. Potrafiła tropić zwierzynę, ale nie ludzi. Szczególnie w takim otoczeniu, w jakim się znaleźli. Dym spowił Nokturn, gryzł w oczy i gardło, ludzie gasili swoje domy, tutaj także było pełno rannych. Jak znaleźć jakiekolwiek ślady jednego człowieka w tym chaosie?