17.08.2025, 12:29 ✶
Nic tu nie było normalne. Ani popiół, ani ogień, ani zachowanie ludzi. Wszystko to było jednym wielkim chaosem, ogromną niewiadomą okraszoną bólem, krzykiem i cierpieniem. Jedno istnienie zostało uratowane, ale ile osób nie miało tego szczęścia? Gdy sąsiedzi podbiegli do kobiet, starszy mężczyzna przejął babcię - wyciągał apteczkę, wodę, jakieś bandaże... To wszystko było tak nierealistyczne i odległe, że wydawało się snem. Nie, nie snem... Koszmarem, z którego nie dało się obudzić.
- Odważna, czy głupia? - Faye uśmiechnęła się lekko, bo nie raz i nie dwa mówili jej, że to co wyprawia zakrawa nie o brawurę, a o głupotę. I to w najczystszej postaci. Widząc, że sąsiedzi opatrują kobietę i dają jej pić, Faye mogła odetchnąć. Usiadła na ziemi, tak po prostu, bez krępowania, i przeczesała brudne od sadzy włosy. Odkaszlnęła raz i drugi, a Dora mogła przysiąc, że Faye wykaszlała właśnie dym z płuc. A może to tylko takie wrażenie? - Nie, chyba w porządku. Merlinie, muszę zajarać...
Faye zaczęła szukać papierosów, ale nie mogła ich znaleźć. Prychnęła z irytacją - musiały zostać na górze, ale nie zamierzała się tam pchać, nie teraz, gdy wiadra poszły w ruch i mugole gasili jej dom.
- Nie masz fajek, nie? - zapytała, unosząc głowę tak, by móc spojrzeć z dołu na Dorę. Nie, nie wyglądała źle, wyglądała... Brutalnie normalnie. Jakby to co się działo było najnormalniejszą rzeczą na świecie. A przecież nie było. Szok? Pewnie tak. - Szłaś z tamtej strony, wszystko się pali? Co się w ogóle dzieje?
Nie wstawała. Może i była głupia, ale nie aż tak - słyszała, jak Dora mówi o zawrotach głowy, więc grzecznie czekała, by upewnić się, że z nią wszystko ok.
- Odważna, czy głupia? - Faye uśmiechnęła się lekko, bo nie raz i nie dwa mówili jej, że to co wyprawia zakrawa nie o brawurę, a o głupotę. I to w najczystszej postaci. Widząc, że sąsiedzi opatrują kobietę i dają jej pić, Faye mogła odetchnąć. Usiadła na ziemi, tak po prostu, bez krępowania, i przeczesała brudne od sadzy włosy. Odkaszlnęła raz i drugi, a Dora mogła przysiąc, że Faye wykaszlała właśnie dym z płuc. A może to tylko takie wrażenie? - Nie, chyba w porządku. Merlinie, muszę zajarać...
Faye zaczęła szukać papierosów, ale nie mogła ich znaleźć. Prychnęła z irytacją - musiały zostać na górze, ale nie zamierzała się tam pchać, nie teraz, gdy wiadra poszły w ruch i mugole gasili jej dom.
- Nie masz fajek, nie? - zapytała, unosząc głowę tak, by móc spojrzeć z dołu na Dorę. Nie, nie wyglądała źle, wyglądała... Brutalnie normalnie. Jakby to co się działo było najnormalniejszą rzeczą na świecie. A przecież nie było. Szok? Pewnie tak. - Szłaś z tamtej strony, wszystko się pali? Co się w ogóle dzieje?
Nie wstawała. Może i była głupia, ale nie aż tak - słyszała, jak Dora mówi o zawrotach głowy, więc grzecznie czekała, by upewnić się, że z nią wszystko ok.