17.08.2025, 17:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2025, 18:52 przez Mathilda Quirrell.)
Najpiękniejsza łabędzico I przez krótką chwilę, zaledwie moment, w jej głowie pojawiła się myśl - być może chęć, tak bzdurna i irracjonalna, zwiastująca pęknięcie narracji której podlegali. Myśl, którą zdusiła, podsumowując krótkim uśmiechem.
Tłumacząc sobie jej zaistnienie wzniosłą chwilą i wyrzutem endorfin, które mieszały się z resztką adrenaliny co jeszcze nie zdążyła opaść.
-Cieszę się... - szepnęła i była to najszczersza prawda. Acz prawda ta była dużo głębsza niż te dwa słowa, miała wiele warstw i odcieni. W jego słowach czuła swoiste wsparcie, wsparcie które otrzymywała od tak nielicznych osób, wsparcie - którego nie zaznała nigdy od tych, którzy winni byli je zapewnić.
Zaśmiała się wesoło
-Nie, nie pomagałam sobie - wyznała z rozbawieniem, widocznie dumna z siebie, bo takie stwierdzenie jedynie podsycało jej przeświadczenie, że wypadło to dobrze - ale było to cholernie trudne z tymi skrzydłami - przyznała, czując ulgę. Ile razy podczas prób uderzyła z impetem o posadzkę ? Ile siniaków i stłuczeń musiała zaleczać po takich upadkach? Ile załamań nerwowych przechodziła z każdym takim upadkiem.
Skrzydła wyglądały majestatycznie, ale były równie ciężkie, a mechanizm potrafił być kapryśny. W dodatku pojawiały się w trakcie sekwencji. Każdy jej obrót, gdy piór pojawiało się więcej, był ryzykowny przez zmianę ośrodka ciężkości, który musiała zmieniać z każdym kolejnym obrotem - stabilność zależała od milimetrów, które elastycznie musiała dopasowywać pod coraz to większe i cięższe skrzydła - jeden źle wywarzony obrót i zaryłaby twarzą o podłogę. A jednak chciała by jej Ambicja posiadała krucze skrzydła, chciała błyszczeć, chciała aby była to jej zasługa, mimo że sugerowano jej pomoc. Z magią byłoby łatwiej utrzymać równowagę, ale Mathilda nie chodziła na skróty. Byłaby to dla niej porażka.
Jej wzrok podążył na koszulę chłopaka, przez moment nie rozumiejąc co ten wyczynia - dopiero gdy opuszek jego palca musnął nos jasnnookiej, ta zachichotała, świdrując go roześmianym spojrzeniem.
-Tak - przyznała, słuchając dalej jego słów. Plus one - myśli powtórzyły za nim ów słowo, pozwalając sobie na moment się zastanowić kim ta osoba mogłaby być. Szaleńczo ciekawym było z kim ten mógłby przyjść. Miał dziewczynę? Raczej nie, raczej Mona by coś wspominała, raczej i On by coś wspomniał, chociaż kto tam go wie. Może umyślnie chował ją przed światem? Ale czy wtedy przyprowadziłby ją tu? To tylko rozpaliło ciekawość Quirrell.
Skinęła głową na jego pomysł, zawieszając dłoń na przedramieniu Selwyna
-To twoja dziewczyna? - zapytała, ruszając razem z chłopakiem w kierunku garderoby. Po drodze oddaliła się na moment, aby zabrać swój strój.
Tłumacząc sobie jej zaistnienie wzniosłą chwilą i wyrzutem endorfin, które mieszały się z resztką adrenaliny co jeszcze nie zdążyła opaść.
-Cieszę się... - szepnęła i była to najszczersza prawda. Acz prawda ta była dużo głębsza niż te dwa słowa, miała wiele warstw i odcieni. W jego słowach czuła swoiste wsparcie, wsparcie które otrzymywała od tak nielicznych osób, wsparcie - którego nie zaznała nigdy od tych, którzy winni byli je zapewnić.
Zaśmiała się wesoło
-Nie, nie pomagałam sobie - wyznała z rozbawieniem, widocznie dumna z siebie, bo takie stwierdzenie jedynie podsycało jej przeświadczenie, że wypadło to dobrze - ale było to cholernie trudne z tymi skrzydłami - przyznała, czując ulgę. Ile razy podczas prób uderzyła z impetem o posadzkę ? Ile siniaków i stłuczeń musiała zaleczać po takich upadkach? Ile załamań nerwowych przechodziła z każdym takim upadkiem.
Skrzydła wyglądały majestatycznie, ale były równie ciężkie, a mechanizm potrafił być kapryśny. W dodatku pojawiały się w trakcie sekwencji. Każdy jej obrót, gdy piór pojawiało się więcej, był ryzykowny przez zmianę ośrodka ciężkości, który musiała zmieniać z każdym kolejnym obrotem - stabilność zależała od milimetrów, które elastycznie musiała dopasowywać pod coraz to większe i cięższe skrzydła - jeden źle wywarzony obrót i zaryłaby twarzą o podłogę. A jednak chciała by jej Ambicja posiadała krucze skrzydła, chciała błyszczeć, chciała aby była to jej zasługa, mimo że sugerowano jej pomoc. Z magią byłoby łatwiej utrzymać równowagę, ale Mathilda nie chodziła na skróty. Byłaby to dla niej porażka.
Jej wzrok podążył na koszulę chłopaka, przez moment nie rozumiejąc co ten wyczynia - dopiero gdy opuszek jego palca musnął nos jasnnookiej, ta zachichotała, świdrując go roześmianym spojrzeniem.
-Tak - przyznała, słuchając dalej jego słów. Plus one - myśli powtórzyły za nim ów słowo, pozwalając sobie na moment się zastanowić kim ta osoba mogłaby być. Szaleńczo ciekawym było z kim ten mógłby przyjść. Miał dziewczynę? Raczej nie, raczej Mona by coś wspominała, raczej i On by coś wspomniał, chociaż kto tam go wie. Może umyślnie chował ją przed światem? Ale czy wtedy przyprowadziłby ją tu? To tylko rozpaliło ciekawość Quirrell.
Skinęła głową na jego pomysł, zawieszając dłoń na przedramieniu Selwyna
-To twoja dziewczyna? - zapytała, ruszając razem z chłopakiem w kierunku garderoby. Po drodze oddaliła się na moment, aby zabrać swój strój.