17.02.2023, 02:24 ✶
Daisy posłała bratu dłuższe, nieco zamyślone spojrzenie. Mniej więcej zgadzała się co do treści oświadczenia, które mogli wydać w tej sprawie brygadziści. Ale jednak korciło ją, żeby wyciągnąć z tego coś więcej. Tylko jak można by było to zrobić w taki sposób, żeby z jednej strony z teoretycznie nieciekawej sprawy (a tak naprawdę to arcyciekawej, ale trudnej do ugryzienia z bezpiecznej strony), stworzyć materiał który będzie się dobrze czytał? Jak opowiedzieć i jednocześnie nie opowiedzieć?
- Hm… a wiesz, tak sobie myślę, że nawet to nudne oświadczenie… jakby je dołączyć do zdjęcia tych ruin… - zastanowiła się na głos.
Gdyby dołączyć do tego informacje, że poszkodowany był mugolakiem, samotnym ojcem a wśród tych, którzy mogli ucierpieć w ataku było również dziecko. To od razu wzbudziłoby większe emocje w czytelniku. Tylko Daisy nie chciała wzbudzać paniki. Nie chciała, żeby jakikolwiek czarodziej bardziej się bał tego całego Lorda Voldemorta i bandy jego popleczników. Sama nie chciała się ich bać…
- I moglibyśmy dopisać oświadczenie, żeby ludzie zwracali większą uwagę na kręcących się w pobliżu podejrzanych typków. Że tylko działając dla wspólnego dobra będziemy potrafili unikać takich tragedii w przyszłości – wyrecytowała pierwsze, co przyszło jej do głowy.
To oczywiście były straszliwe banały, ale nic lepszego nie przyszło jej do głowy. A i brzmiało z jednej strony dość neutralnie a z drugiej… była więcej niż pewna, że każdy kto przeczyta artykuł, będzie od razu wiedział o co naprawdę poszło.
Patrzyła na odpowiadającą na ich pytania czarownicę ze szczerym zainteresowaniem wypisanym na jasnej twarzy. W środku jednak zaczynała się już trochę irytować. Wolałaby więcej mięsa niż zapewnienia, że wiedźma też była czarownicą czystej krwi.
Daisy też uważała się za czarownicę czystej krwi. I nawet jeśli w oczach niektórych jej krew nie była tak błękitna jak krew Malfoyów to według Daisy byli w błędzie. Lokchartowie mieli najbardziej błękitną krew w całej Anglii i w ogóle w całej Europie! I byli na tyle mądrzy, żeby nie mieć problemu z tymi mniej doskonałymi od nich (no z małymi wyjątkami, Heather dalej była głupią gęsią).
- To wspaniałe, że jesteście tak zżytą społecznością! – zapewniła czarownicę. – Mam nadzieję, że sprawcy tego całego zamieszania szybko zostaną ujęci.
Tego ostatniego wcale nie była pewna. Cały problem ze Śmierciożercami polegał na tym, że niemal zawsze okazywało się, że nikt nic nie widział. Nikt nic nie wiedział. Nikt nie chciał mówić a wszyscy się bali. Nawet, co przyznawała z pewnym przekąsem sama przed sobą, ona też się bała.
- Dobra, róbmy te zdjęcia – zgodziła się z bratem. Wyciągnęła aparat. Obracała go w rękach, chwilę się nad czymś zastanawiając. – Moja propozycja pozostaje aktualna – powiedziała po chwili, gdy znaleźli się już w odpowiednim miejscu, by zacząć robić zdjęcia. – Jeśli chcesz, ty możesz zrobić te zdjęcia. W razie potrzeby odwrócę uwagę brygadzistów. Albo ich zagadam. – Sama nie wiedziała jak to się działo, że ludzie tak chętnie wysłuchiwali wszystkich głupot, które im z takim zaaferowaniem opowiadała.
To znaczy, nie żeby narzekała… po prostu sama nie mogła się nadziwić temu jak łatwo było jej przekonywać czasem innych. Może powinna rozważyć karierę dyplomaty?
Ostatecznie poczekała aż decyzję podejmie Darcy. I albo sama zrobiła zdjęcia, albo też oddała mu aparat (a chwilę później wyjaśniła kilka najlepszych tricków, które ostatnio podłapała by zdjęcia wyszły lepiej niż zazwyczaj) i poszła, skupiać na sobie uwagę brygadzistów.
- Hm… a wiesz, tak sobie myślę, że nawet to nudne oświadczenie… jakby je dołączyć do zdjęcia tych ruin… - zastanowiła się na głos.
Gdyby dołączyć do tego informacje, że poszkodowany był mugolakiem, samotnym ojcem a wśród tych, którzy mogli ucierpieć w ataku było również dziecko. To od razu wzbudziłoby większe emocje w czytelniku. Tylko Daisy nie chciała wzbudzać paniki. Nie chciała, żeby jakikolwiek czarodziej bardziej się bał tego całego Lorda Voldemorta i bandy jego popleczników. Sama nie chciała się ich bać…
- I moglibyśmy dopisać oświadczenie, żeby ludzie zwracali większą uwagę na kręcących się w pobliżu podejrzanych typków. Że tylko działając dla wspólnego dobra będziemy potrafili unikać takich tragedii w przyszłości – wyrecytowała pierwsze, co przyszło jej do głowy.
To oczywiście były straszliwe banały, ale nic lepszego nie przyszło jej do głowy. A i brzmiało z jednej strony dość neutralnie a z drugiej… była więcej niż pewna, że każdy kto przeczyta artykuł, będzie od razu wiedział o co naprawdę poszło.
Patrzyła na odpowiadającą na ich pytania czarownicę ze szczerym zainteresowaniem wypisanym na jasnej twarzy. W środku jednak zaczynała się już trochę irytować. Wolałaby więcej mięsa niż zapewnienia, że wiedźma też była czarownicą czystej krwi.
Daisy też uważała się za czarownicę czystej krwi. I nawet jeśli w oczach niektórych jej krew nie była tak błękitna jak krew Malfoyów to według Daisy byli w błędzie. Lokchartowie mieli najbardziej błękitną krew w całej Anglii i w ogóle w całej Europie! I byli na tyle mądrzy, żeby nie mieć problemu z tymi mniej doskonałymi od nich (no z małymi wyjątkami, Heather dalej była głupią gęsią).
- To wspaniałe, że jesteście tak zżytą społecznością! – zapewniła czarownicę. – Mam nadzieję, że sprawcy tego całego zamieszania szybko zostaną ujęci.
Tego ostatniego wcale nie była pewna. Cały problem ze Śmierciożercami polegał na tym, że niemal zawsze okazywało się, że nikt nic nie widział. Nikt nic nie wiedział. Nikt nie chciał mówić a wszyscy się bali. Nawet, co przyznawała z pewnym przekąsem sama przed sobą, ona też się bała.
- Dobra, róbmy te zdjęcia – zgodziła się z bratem. Wyciągnęła aparat. Obracała go w rękach, chwilę się nad czymś zastanawiając. – Moja propozycja pozostaje aktualna – powiedziała po chwili, gdy znaleźli się już w odpowiednim miejscu, by zacząć robić zdjęcia. – Jeśli chcesz, ty możesz zrobić te zdjęcia. W razie potrzeby odwrócę uwagę brygadzistów. Albo ich zagadam. – Sama nie wiedziała jak to się działo, że ludzie tak chętnie wysłuchiwali wszystkich głupot, które im z takim zaaferowaniem opowiadała.
To znaczy, nie żeby narzekała… po prostu sama nie mogła się nadziwić temu jak łatwo było jej przekonywać czasem innych. Może powinna rozważyć karierę dyplomaty?
Ostatecznie poczekała aż decyzję podejmie Darcy. I albo sama zrobiła zdjęcia, albo też oddała mu aparat (a chwilę później wyjaśniła kilka najlepszych tricków, które ostatnio podłapała by zdjęcia wyszły lepiej niż zazwyczaj) i poszła, skupiać na sobie uwagę brygadzistów.