18.08.2025, 14:12 ✶
Przechodzi z sali teatralnej do bankietowej z Aaronem -> mijając wernisaż, nie zatrzymuje się przy nim na razie -> przy barze z Elliottem, Philomeną i Aaronem.
Odetchnęła z ulgą, gdy kurtyna opadła po raz ostatni, ucichły mniej i bardziej żarliwe oklaski, a ona mogła wreszcie podnieść się z wyściełanego krzesełka. Cała ta sztuka… To było wiele. Ciut zbyt wiele do przetrawienia, jeszcze więcej do przemilczenia, ale cóż. Najwyraźniej taki był ten współczesny teatr. Pełen biczowania, gorszącej erotyki i dyskursów na coraz trudniejsze tematy. Jakby było coś złego w klasyce!
Mogło tak nie wyglądać, ale wsparła się na dłoni Aarona dość mocno. I choć fakt ujęcia aurora pod ramię, dla postronnych bardziej sprawiał wrażenie nonszalanckiego gestu, niż rzeczywistej potrzeby, to jednak opierała na nim niemal cały ciężar ciała. Od ostatniej przemiany nie rozstawała się ze swoją laską, ale wolała umrzeć niż ją dzisiaj wziąć. Albo co gorsza założyć trzewiki na płaskim obcasie. Przynajmniej pod długą spódnicą nikt nie widział jak niepewnie stąpa dzisiaj w swoich szpilkach.
Naprawdę chciała skupić się na mijanym po drodze wernisażu. Kolorystyka wydawała się zachwycająca, a mijając obrazy i plakaty obiecywała sobie, że wróci, przyjrzy im się uważniej. Zwłaszcza, że czuła dziwne przyciąganie. Jakby podświadomie chciała przystanąć, zanurzyć się w barwach i odcieniach.
Uznała, że na to będzie czas później. Bankiety rządziły się swoimi prawami, nie chciała przegapić pierwszych przemówień, toastów. Wszystkich tych podziękowań, które należało przecierpieć z godnością.
Sala wyglądała... przepięknie. Tak jak zawsze, wyciągnięta ze snu małej dziewczynki, która zamarzyła sobie zostać księżniczką. Nie odstępowała Aarona na krok, choć może raczej - Szanowny pan Aaron Moody nie odstępował jej nawet na krok, kierowany w odpowiednią stronę niemal niedostrzegalnymi szarpnięciami za ramię. Tu chodziło o bezpieczeństwo. Tylko o to.
Leniwie przesunęła spojrzeniem po budowanej z wpłat darczyńców replice teatru. Ile powinna wpłacić? Nie była pewna, ale… powieka jej lekko drgnęła, gdy Jenkins z szerokim uśmiechem dołożyła swój wkład. Nie byłby potrzebny, gdyby… Nie. Nie dzisiaj. Wzięła głęboki oddech.
Zaczepiona przez barmana pytaniem o preferencje, jedynie delikatnie uniosła dłoń, powstrzymując go przed odkorkowaniem świeżej butelki wina.
- Poproszę wodę.
Mężczyzna uniósł lekko brwi, ale chyba już się nauczył, że z gustami bogaczy się nie dyskutuje, bo w ręce czarownicy zaraz pojawił się kieliszek z lekko gazowaną wodą. Upiła odrobinę.
A potem usłyszała znajome głosy. Pan Malfoy z Philomeną musieli do nich dołączyć. Cudownie.
Odwróciła się do stojącego przy nestorce Mulciber czarodzieja.
- Elliottcie…- Na jej twarzy pojawił się wyuczony, grzeczny uśmiech. Bardzo kulturalny, bo kultura była dziś najważniejsza.- Jak się czuje ojciec? Mały ptaszek mi ćwierknął w uszko, że był obecny na poprzednim… jak to się nazywało… - Postukała opuszką palca o dolną wargę, próbując sobie przypomnieć.- Ach tak. Na Śnie Nocy Letniej. Czy szanowny Minister zaszczyci nas i dzisiaj swoją obecnością?