18.08.2025, 21:47 ✶
Obserwowała go uważnie. Widać było, jak zadziera głowę, marszczy nos, trochę przekręca głowę, żeby widzieć go pod kątem. Przed chwilą tak go pochwaliła w głowie, jakby jego wizerunek miał ocieplić się już permanentnie, a teraz już nie była tego taka pewna. Kiedy kto zalewał cię falą komplementów i dziękował serdecznie za fatygę, wypadało coś odpowiedzieć. Bohaterskość Botta była powoli pożerana przez bycie dziwakiem. W sumie... Mieszkał tutaj i codziennie pracował w kurniku, a za te wszystkie pieniądze, których dorobił się na cukierkach, mógłby mieć kamienicę obok Dolohova. I to taką z prywatnym ogródkiem od strony podwórka.
No powiedz coś!
Do zmarszczonego nosa doszły zmarszczone brwi.
A później scena została oblana nieoczekiwanym wiadrem strachu i Primrose musiała nabrać więcej powietrza w płuca, żeby je teatralnie, w pełni napięcia wydmuchać. Nie pomogło to jednak w opanowaniu nerwów, bo wbrew wbiegnięciu do płonącego budynku (hej – to nie było takie przerażające kiedy nie mogłeś spłonąć) to bycie tu z kimś ewidentnie obłąkanym lub robiącym sobie żarty, kiedy dopiero zaczynało się karierę w Lecznicy, to nie było coś, na co była teraz gotowa.
– Cóóóż – wydusiła z siebie, próbując na wszelkie sposoby zamaskować to, jaką była potworną histeryczką. – Mamy w Lecznicy wolne łóżka, idealne miejsce dla świrów, może napije się pan herbaty... – I instynktownie złapała go za materiał koszuli, żeby go zacząć ciągnąć w innym kierunku niż las. A niech nawet będzie, może... Może i złapała go za rękę, jeżeli to miało mu pomóc, ale nic już nie powiedziała – zamiast tego głośno przełknęła ślinę. Wyraz jej twarzy wskazywał na kompletną dezorientację.
No powiedz coś!
Do zmarszczonego nosa doszły zmarszczone brwi.
A później scena została oblana nieoczekiwanym wiadrem strachu i Primrose musiała nabrać więcej powietrza w płuca, żeby je teatralnie, w pełni napięcia wydmuchać. Nie pomogło to jednak w opanowaniu nerwów, bo wbrew wbiegnięciu do płonącego budynku (hej – to nie było takie przerażające kiedy nie mogłeś spłonąć) to bycie tu z kimś ewidentnie obłąkanym lub robiącym sobie żarty, kiedy dopiero zaczynało się karierę w Lecznicy, to nie było coś, na co była teraz gotowa.
– Cóóóż – wydusiła z siebie, próbując na wszelkie sposoby zamaskować to, jaką była potworną histeryczką. – Mamy w Lecznicy wolne łóżka, idealne miejsce dla świrów, może napije się pan herbaty... – I instynktownie złapała go za materiał koszuli, żeby go zacząć ciągnąć w innym kierunku niż las. A niech nawet będzie, może... Może i złapała go za rękę, jeżeli to miało mu pomóc, ale nic już nie powiedziała – zamiast tego głośno przełknęła ślinę. Wyraz jej twarzy wskazywał na kompletną dezorientację.