19.08.2025, 19:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.08.2025, 19:51 przez Dacre Black.)
Dacre się nie nudził, zdecydowanie. Zdążył już obsłużyć wielu klientów w swoim salonie, sprzedać jednemu specjalność zakładu, a przed chwilą wrócił do domu, zmachany po ciężkim dniu pracy. Ręce go bolały, cały pachniał olejkami, balsamami i innymi specyfikami (które sam tworzył w domu lub w zaciszu swojego zakładu) i miał dość wszystkiego - a przede wszystkim ludzi. Co prawda dopiero minęło pół nocy (jak sama nazwa tej pory doby wskazywała), ale on już miał wyżej uszu narzekań, że tak drogo, że za mało olejku, że zapach nie ten, że za mocny, za słaby, za mało różany, za bardzo ta maść jest fioletowa, bo powinna być bardziej błękitna... No, szlag by to trafił, doprawdy. Dziś miał wyjątkowy wysyp ciężkich klientów, dlatego poczuł się mocno przeciążony i miał wrażenie, że jeszcze chwila i kogoś pogryzie - zupełnie dosłownie. A przecież tak nie można; trzeba się dostosować do norm społecznych i zachowywać jak grzeczny piesek kanapowy. Czy tam nietoperz.
W momencie, gdy po mieszkaniu rozległ się wesoły głos, Dacre właśnie próbował pozbyć się z siebie zapachu tych wszystkich specyfików. Z nikim się dziś nie umawiał, ale tak bez zapowiedzi, potrafił do niego przyjść tylko jeden człowiek: Ozzy we własnej osobie. Ten, który nigdy nie przejmował się konwenansami i przede wszystkim miał gdzieś to, do jakiego rodu Dacre należy. A także: że od pięciu lat nie widział słońca i nie mógł wyjść na kawę koło południa.
Wampir na chwilę zamarł, rozłożony w wannie z gorąca wodą, po której pływały płatki róż (czasem lubił tego typu drobne przyjemności) i zastanowił się, jak powinien zareagować. Czy wyskoczyć od razu z łazienki i powitać przyjaciela, czy może kazać mu chwilę zaczekać, aż sam się ogarnie, aż chwilę się wyleży w tej wodzie i zapach specyfików trochę odpuści...?
- Moment! - zawołał wreszcie, decydując się w połowie na jedno i drugie. Jeszcze chwilkę poleżał, ale zaraz faktycznie podniósł się i owinął biodra ręcznikiem, nie kłopocząc się wycieraniem. Wyszedł do Osirisa cały ociekający wodą, wciąż pachnący tamtymi olejkami i odziany jedynie w brązowy ręcznik, kilka kolczyków w uszach i naszyjnik z niewielkim metalowym wisiorkiem w kształcie pumy i wilka zamkniętych w kole i "goniących się" przez wieczność. Dostał go od Lupina jeszcze w szkole.
- Hola, mi amigo - przywitał się w jego języku: to było kilka słów z jego dość ubogiego słownika języka hiszpańskiego, których zdołał się nauczyć od przyjaciela - Co cię do mnie sprowadza w tę piękną noc?
Zauważył, że Ozzy - nadal nie przejmujący się szczególnie konwenansami - obsłużył się sam, biorąc piwo z lodówki Blacka; ale Dacre nie miał do niego pretensji: mężczyzna od lat już zachowywał się wobec niego bardzo swobodnie i obaj czuli się wzajemnie w swoich domach jak u siebie.
- Z jakiej okazji czekoladki? - zapytał, podchodząc do niego i przyglądając się pudełku z zaciekawieniem - Nie znam takich, wyglądają smacznie.
@Osiris Lupin
W momencie, gdy po mieszkaniu rozległ się wesoły głos, Dacre właśnie próbował pozbyć się z siebie zapachu tych wszystkich specyfików. Z nikim się dziś nie umawiał, ale tak bez zapowiedzi, potrafił do niego przyjść tylko jeden człowiek: Ozzy we własnej osobie. Ten, który nigdy nie przejmował się konwenansami i przede wszystkim miał gdzieś to, do jakiego rodu Dacre należy. A także: że od pięciu lat nie widział słońca i nie mógł wyjść na kawę koło południa.
Wampir na chwilę zamarł, rozłożony w wannie z gorąca wodą, po której pływały płatki róż (czasem lubił tego typu drobne przyjemności) i zastanowił się, jak powinien zareagować. Czy wyskoczyć od razu z łazienki i powitać przyjaciela, czy może kazać mu chwilę zaczekać, aż sam się ogarnie, aż chwilę się wyleży w tej wodzie i zapach specyfików trochę odpuści...?
- Moment! - zawołał wreszcie, decydując się w połowie na jedno i drugie. Jeszcze chwilkę poleżał, ale zaraz faktycznie podniósł się i owinął biodra ręcznikiem, nie kłopocząc się wycieraniem. Wyszedł do Osirisa cały ociekający wodą, wciąż pachnący tamtymi olejkami i odziany jedynie w brązowy ręcznik, kilka kolczyków w uszach i naszyjnik z niewielkim metalowym wisiorkiem w kształcie pumy i wilka zamkniętych w kole i "goniących się" przez wieczność. Dostał go od Lupina jeszcze w szkole.
- Hola, mi amigo - przywitał się w jego języku: to było kilka słów z jego dość ubogiego słownika języka hiszpańskiego, których zdołał się nauczyć od przyjaciela - Co cię do mnie sprowadza w tę piękną noc?
Zauważył, że Ozzy - nadal nie przejmujący się szczególnie konwenansami - obsłużył się sam, biorąc piwo z lodówki Blacka; ale Dacre nie miał do niego pretensji: mężczyzna od lat już zachowywał się wobec niego bardzo swobodnie i obaj czuli się wzajemnie w swoich domach jak u siebie.
- Z jakiej okazji czekoladki? - zapytał, podchodząc do niego i przyglądając się pudełku z zaciekawieniem - Nie znam takich, wyglądają smacznie.
@Osiris Lupin