• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence

[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#14
20.08.2025, 13:01  ✶  
Spojrzałem na nią z bliska, naprawdę bliska, czując w gardle nieprzyjemny ciężar. Nie mogłem już unikać jej oczu. Światło lampki nocnej oświetlało ją w sposób nierówny, połowiczny, burza z zewnątrz wślizgnęła się do środka i grała refleksami na jej twarzy. Dopiero stojąc naprzeciw niej, blisko, zdecydowanie zbyt blisko, by móc kłamać samemu sobie, dostrzegałem rzeczy, których wcześniej nie chciałem widzieć. Linie zmęczenia, zaciśnięte mięśnie szczęki, napięcie w ramionach, a przede wszystkim ten rodzaj rozedrgania, który widać wyłącznie w oczach. Patrzyłem, a obraz zaczynał do mnie docierać z pełną mocą - ona nie potrzebowała moich odpowiedzi na jutro ani na za rok, potrzebowała jasności - tu i teraz. Nim zdążyłem się zreflektować, sam także pochłaniałem je wzrokiem, usiłując zrozumieć, w którym momencie zaczęło się to rozłazić w szwach. Zacisnąłem usta w cienką linię, wciągając powietrze ciężko, przez sekundę wydawało się, że powietrze w pokoju zgęstniało do granic absurdu, że zrobiło się za duszno, za ciężko, ale nie miałem już siły odwrócić wzroku, nawet jeśli każdy oddech był osobnym wysiłkiem.
To wszystko było cholernie skomplikowane - rozsądek tego nie porządkował, żadne zasady tu nie pasowały. Wiedziałem, że nie powinno tak być, lepiej byłoby się wycofać i odejść, powinniśmy nigdy nie stanąć w tej sytuacji, ale życie nie było koncertem życzeń, nigdy nim nie było. Czasem rzeczy się działy - ot, tak - spadały na człowieka, zanim zdążył powiedzieć „nie” i zrobić krok w bok. Były jak pułapki zastawione przez własne decyzje, impulsy, słabości.
Tak, byłem wściekły - na nią, na siebie, na cały przeklęty świat, ale gniew był tylko skorupą, pod spodem kryła się nagła świadomość, że już dawno przestałem traktować to jak przelotny romans, a mimo to bałem się do tego przyznać, nawet samemu sobie. Przymknąłem oczy, żeby ochłonąć, powstrzymać impuls, który kazałby mi coś palnąć, byle odciąć się od ciężaru, jaki narastał z każdym wymienionym zdaniem, ale kiedy znów je otworzyłem, znów uderzyła mnie jej twarz - zmęczona, napięta, a jednak wciąż twarda, nadal gotowa się mierzyć. Nie chciałem ciągnąć tej kłótni. Nie chciałem jej ranić. Nie chciałem znów być tym człowiekiem, który trzyma dystans, bo łatwiej go wtedy nienawidzić, a jednocześnie nie wiedziałem, jak się zatrzymać, pozwolić sobie na coś innego. W tym wszystkim, w tej mieszance gniewu, strachu i rozczarowania samym sobą, czułem jedną, nieprzyjemnie jasną prawdę - zależało mi, bardziej, niż kiedykolwiek planowałem. Czasami rzeczy po prostu się działy, bez względu na to, czy człowiek tego chciał, czy nie. Ludzie popełniali błędy, reagowali impulsywnie, a później wpadali w zastawione przez siebie pułapki i nie mieli najmniejszej szansy się z nich wydostać. Można było próbować sobie wmawiać, że to wynik traum,  echo Londynu, skutki tamtej nocy, która wypaliła w nas głęboki, irracjonalny schemat. Takie tłumaczenie byłoby proste, uspokajające - tylko, że ja wiedziałem, iż to nie była cała prawda, bo gdyby tak było, nie czułbym się teraz tak odarty ze skóry. Stałem przed nią i czułem, jak bardzo jestem odsłonięty - jak bardzo mnie rozbroiła samą swoją obecnością. I, co najgorsze, to uczucie nie przeszkadzało mi niemal wcale - aż do teraz. Teraz czułem gniew, rozgoryczenie, rozdrażnienie każdym własnym wyborem, każdą chwilą, w której pozwoliłem sobie na oddech ulgi. Nie chciałem tej kłótni - Merlin mi świadkiem, że nie chciałem, a jednak znaleźliśmy się w samym środku czegoś, co wyglądało jak powtórka z historii, której miałem już nigdy nie przeżywać.
Świat zewnętrzny zdawał się sprzysięgać z tym chaosem - ciemność i burza były tylko tłem, niemal metaforą oczywistą do bólu, nawet jeśli wiedziałem, że to nie natura robiła się ponura i przytłaczająca - to ja. To my. To cała ta przeklęta sytuacja, która nie miała prawa wyglądać w ten sposób.
Ludzie lubili opowiadać, że każdy ma szansę na szczęśliwe zakończenie. Na dom, na ciepło, na spokój, ale odkąd pamiętałem, miałem świadomość, że to mit, bajka dla naiwnych. Większość nigdy nie dostawała niczego poza codziennym trudem i tymczasową iluzją, że jeszcze coś przed nimi. Widziałem to setki razy - w zleceniach, w spojrzeniach ludzi, którzy sięgali po zakazane przedmioty, byleby poczuć, że coś kontrolują. Nikt nie miał gwarancji. Nikt nie miał obietnicy - i my też nie. Kłóciliśmy się niby o szczegół, o zaproszenie, o czyjeś imię na kartce, ale tak naprawdę spieraliśmy się o coś zupełnie innego. O sens i brak sensu. O to, czy warto było wierzyć, że my - w tej konkretnej konfiguracji - mieliśmy w ogóle prawo myśleć o czymś więcej niż ta chwila. Ona miała swoje lęki, ja miałem swoje. Różne, a jednak podobne w tym, że każdy z nich był większe od nas obojga.
Kiedy sięgnąłem po kopertę, ruch wyszedł mechanicznie, sztywny, wyuczony. Tak poruszali się ludzie, którzy muszą trzymać fasadę, bo inaczej rozsypaliby się w pył. Cholera. Eleganckie pismo, nazwiska obok siebie. Benjy Fenwick i Prudence Bletchley. Nie „osoba towarzysząca”, nie „plus jeden”. Żadnych półśrodków - to nie był przypadek, nie była kurtuazja - to była deklaracja,  wiedziałem, co to znaczy. Jeśli Elias dotąd nie wpadł na pomysł, żeby uciąć mi głowę za to, że dotykam jego bliźniaczki, to był tylko cud. Gdybym teraz ośmielił się postawić na inną kobietę, gdybym zlekceważył sugestię, ucięto by mi coś innego. Zresztą - nie musiałem sobie tego nawet wyobrażać, bo i tak nie wziąłbym ze sobą innej, wbrew tamtym pierwszym słowom. Nie byłem jednak pewien, co z nami dalej. To była skomplikowana, cholernie skomplikowana sytuacja i nie potrafiłem jej ująć inaczej, choćbym nie wiem, jak się starał. Nie powinno tak być. Świat był ciemny i ponury, a burza za oknami była tylko tłem, niemal groteskowym odbiciem tego, co działo się we mnie, bo chodziło przecież o coś więcej niż ten jeden wieczór - o znacznie więcej niż to wesele. Przez moment miałem ochotę znowu parsknąć, uciec w kpinę, w sarkazm, bo łatwiej było sięgnąć po ostrze ironii, niż stanąć wprost przed tym, że oboje tkwimy w czymś, co wymaga więcej cierpliwości, niż zazwyczaj miałem do dyspozycji, ale powstrzymałem się.
Westchnąłem, ciężko, z rezygnacją. Bo co mogłem jej odpowiedzieć? Zniknięcie było zawsze możliwe - było częścią mnie - wpisane w moje życie, w tę cholerną nieustanną wędrówkę. Wiedziałem, że się tego boi, ale wiedziałem też, iż nie potrafię jej dać stuprocentowej gwarancji. Zamilkła, czekając, aż powiem coś, cokolwiek, a potem padło to pytanie - proste, bezpośrednie.
Spojrzałem na nią długo - czułem, że to moment, w którym mogę dać jej łatwą odpowiedź, coś gładkiego, co wypełni tę ciszę i da złudzenie pewności, ale nie potrafiłem - nie miałem odpowiedzi, choćby nie wiem jak chciała ją usłyszeć.
- Nie wiem. - Powiedziałem w końcu cicho, ale pewnie. - Pszysięgam, Pludence. Nie wiem. - To była prawda - nie wiedziałem, dlaczego zostałem. Nie wiedziałem, co mnie tu trzymało naprawdę. Czy to była ona, czy nadal cholerna potrzeba sprawdzenia, czy coś ze mnie jeszcze zostało, nie potrafiłem tego nazwać, ale wiedziałem jedno - skoro jeszcze tu byłem, to coś musiało być silniejsze od mojego instynktu ucieczki.
Stałem blisko, zdecydowanie bliżej niż zamierzałem, i dopiero teraz, gdy patrzyłem na nią w tym świetle, coś do mnie dotarło. Lampka nocna rzucała na jej twarz ciepły, żółtawy blask, który podkreślał wszystkie drobne szczegóły -  zmarszczkę na czole, gdy próbowała mnie przejrzeć, delikatne napięcie wokół ust, które zagryzała, jakby miała ochotę ugryźć mnie za każde kolejne słowo, ale najważniejsze były oczy. Światło padało inaczej, odsłaniając szczegóły, które wcześniej umykały. Jej twarz była zmęczona, skóra pod oczami delikatnie zszarzała, ale oczy - te same, które zwykle miały w sobie błysk czujnej ironii - teraz wyglądały inaczej. Zbyt szeroko otwarte, zbyt intensywnie wpatrzone. Dopiero wtedy zrozumiałem. Świadomość uderzyła we mnie mocniej niż grzmot za oknem. Nie musiałem pytać, nie musiałem udawać, że tego nie widzę. Cała ta rozmowa, lawina pytań o przyszłość, końce, ramy czasowe, wszystko nabrało innego sensu - to nie była tylko Prudence w swoim zwykłym, analitycznym trybie, w którym rozdłubywała każdą niepewność na czynniki pierwsze. To była ona podbita czymś, co ciągnęło ją jeszcze głębiej w te domysły, robiło z jej własnych myśli klatkę. Zaciągnąłem powietrze nosem, ciężko, a potem zacisnąłem usta w wąską linię, bo wiedziałem, że jeśli się odezwę w tym samym tonie co wcześniej, znowu wybuchnie spór. A tego nie chciałem - kurwa, jak bardzo nie chciałem. Przymknąłem oczy, policzyłem do trzech, może pięciu. Poczułem pulsujący ból w skroni, ten sam, który od kilku godzin wbijał się w głowę i nie chciał odpuścić. Miałem okropny dzień, najchętniej cisnąłbym wszystko i wszystkich w diabły, ale nie ją. Nie ją. Musiałem o tym pamiętać. Zaciśnięte wargi rozluźniły się tylko na tyle, bym mógł wypuścić powietrze, które nagle stało się jeszcze cięższe, gęste od wszystkiego, co wisiało między nami. Poczułem to w klatce piersiowej, gdzieś głębiej - zmęczenie rozchodzące się od żeber aż do barków. Znów przymknąłem oczy na sekundę, próbując ochłonąć, bo nagle miałem świadomość, że cała ta rozmowa - to napieranie na siebie, ironia, uparcie rzucane słowa - była jak próba rozpalenia ognia na mokrym drewnie, nic dobrego z tego nie wyjdzie. Otworzyłem oczy z powrotem i uniosłem je na nią, już bez cynicznego uśmiechu, bez tej maski, którą nakładałem na wszystko. Złapałem jej spojrzenie.
- Masz fazę, plawda. - Powiedziałem, nie zapytałem - to nie brzmiało jak pytanie, tylko jak stwierdzenie faktu, brutalne i szczere. - Jalałaś. - Drgnął mi kącik ust. Złość nie zniknęła - dalej miałem w sobie ciężar dnia, słów, które padły między nami wcześniej, jej oskarżeń i własnej winy, ale coś innego zaczęło wypierać tę wściekłość. Zmęczenie. I troska, cholera jasna. Nigdy nie lubiłem tego słowa, brzmiało jak słabość, ale właśnie to czułem. Patrzyłem na nią i wiedziałem, że nie mogę teraz pozwolić, by ten wieczór skończył się kolejnym ciosem, jeszcze jedną raną. Wystarczyło już tego bólu, który każde z nas nosiło. Milczałem przez chwilę, pozwalając, by mój oddech się wyrównał, a puls w skroniach trochę zwolnił. Wciąż byłem napięty, ale już nie tak jak wcześniej, kiedy spojrzałem na nią z powrotem, nie było we mnie kpiny. Była tylko świadomość, że zależy mi bardziej, niż planowałem. Nie powiedziałem tego - nigdy bym nie powiedział wprost.
- Lozmowa w takim stanie to głupota. - Dodałem po chwili, ciszej, spokojniej, choć z nutą rezygnacji. - Moja głupota, bo tesz nie jestem w folmie. I twoja. Nasza. Bieszemy to pół na pół? Po połowie? - Spróbowałem rozluźnić atmosferę, biorąc głęboki oddech i wyciągając do niej rękę - ostrożniej niż zamierzałem.



[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (18292), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (16099)




Wiadomości w tym wątku
[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.08.2025, 17:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Pan Losu - 17.08.2025, 17:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.08.2025, 22:59
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 18.08.2025, 15:34
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 18.08.2025, 22:03
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 00:11
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 11:11
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 13:29
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 16:10
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 18:18
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 21:48
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.08.2025, 00:05
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.08.2025, 10:33
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.08.2025, 13:01
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.08.2025, 22:50
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.08.2025, 13:04
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.08.2025, 14:44
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.08.2025, 18:32
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.08.2025, 21:52
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.08.2025, 12:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.08.2025, 13:43
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.08.2025, 18:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.08.2025, 22:31
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.08.2025, 10:33
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.08.2025, 23:15
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.08.2025, 00:21
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.08.2025, 00:58
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.08.2025, 14:07
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.08.2025, 08:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.08.2025, 18:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 26.08.2025, 20:35
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.08.2025, 23:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa