Oczywiście, że Dacre zauważył reakcję przyjaciela na swoje wyjście w ręczniku, choć musiał przyznać, że nie spodziewał się aż zakrztuszenia. Dla niego to było normalne, że jak się kąpał, to mógł swobodnie przyjść do salonu w ręczniku: przecież najważniejsze było zasłonięte, a chodzenie w samym ręczniku czy majtkach było dla niego normalne jeszcze w Hogwarcie, kiedy chodził tak po dormitorium, póki nie złapał jakichś ubrań. Nigdy na nikim nie robiło to większego wrażenia, bo przecież przy kolegach można. O co więc teraz chodziło...?
- Jakbyś nigdy nie widział mnie w takim stanie - skomentował, powstrzymując przewrócenie oczami. Przyjął od Ozzy'ego piwo i podążył wzrokiem za jego spojrzeniem, spływającym po ciele Dacre wraz z tą kropelką. Uniósł kącik ust, zauważając, gdzie to przyjacielskie spojrzenie zawisło na dłużej.
- W czymś ci pomóc...? - zapytał rozbawiony, widząc te płonące wilcze ślepia i to nerwowe przełknięcie śliny. Napił się i zerknął znów na czekoladki, mając na nie coraz większą ochotę. Tak, to prawda, że nie potrzebował ludzkiego jedzenia i nie dawało mu ono dosłownie żadnych korzyści energetycznych czy odżywczych, ale przecież czekoladki i piwo to było coś, czego nieraz trudno sobie odmówić, zwłaszcza w towarzystwie przyjaciela.
- Dobra, pokaż, co tam przyniosłeś - powiedział, wziął od niego pudełko i przeszedł do stołu, żeby tam odstawić butelkę i rozpakować bombonierkę. Czekoladki prezentowały się naprawdę ładnie i smakowicie: były zdobione w kształty kwiatów odlane z czekolady; przyprószone złotym i srebrnym brokatem spożywczym. Wzory kwiatowe były rzeczywiście wymyślne i bardzo ładne, zachęcające. Dacre chwycił jedną i wsunął do swoich ust. Po rozgryzieniu po jego języku rozlała się przyjemna słodycz, jakby różana z dodatkiem czegoś innego, czego w pierwszym momencie Black nie umiał zidentyfikować. Była smaczna, przywodząca na myśl coś ekskluzywnego - mężczyzna pomyślał, że te czekoladki muszą być z jakiejś wyższej półki.
- Bardzo dobre, dziękuję - powiedział - Teraz idę do pokoju swego, by przywdziać strój godny, schludny dla niego.
Nieco zdziwiła go ta rymowanka, która wypłynęła z jego ust, ale po chwili zaskoczenia poruszył tylko brwiami, roześmiał się i odpłynął w stronę sypialni, żeby narzucić coś na siebie. Wrócił niedługo potem, już ubrany w białą, luźną koszulę i czarne spodnie. Nie kłopotał się jednak zakładaniem jakichkolwiek butów: nie znosił mieć czegokolwiek na stopach, dłoniach i głowie, więc na te części ciała zakładał coś tylko wtedy, kiedy absolutnie musiał.
@Osiris Lupin