17.02.2023, 12:36 ✶
Westchnął głośno, rozczarowany tym, co usłyszał. Co za nieodpowiedzialne zachowanie! O roślinkach pamiętała, by je nawadniać regularnie, a samą siebie podlewała towarzysko raz na kilka miesięcy. Według Theodore’a takie zachowanie było wprost niebezpieczne, mogła skończyć jak jego kaktus, wyschnięta na wiór, opuszczona i martwa od środka. Uznał, że jeśli on nie pomoże Green, to nikt inny tego nie zrobi. Będzie musiał ją trochę powyciągać z domu (z lub bez jej zgody), bo inaczej dziewczyna zupełnie obeschnie z tęsknoty za ludźmi i przygodami.
Oczywiście miał świadomość, że nie każdy był jak on. Niektórzy byli bardziej zamknięci na zabawę. Mackenzie mu o tym też przypomniała. Jednak nie spodziewał się, że różnica może być na tyle duża, by ktokolwiek uznał wyjścia raz na kilka miesięcy za stan akceptowalny, ba, stan właściwy, który zapewniał odpowiednią dozę kontaktów towarzyskich. Nie był w stanie ogarnąć tego umysłem.
Obserwował działania sąsiadki z boku i rzucił się do akcji dopiero wtedy, gdy pod wpływem jej siły drzwi puściły, a ona wylądowała na podłodze. Z przestraszoną miną podskoczył do przodu i nachylił się nad nią.
- Na gacie Merlina, wszystko w porządku, Mackenzie? - spytał się i wyciągnął ku niej otwartą dłoń, by pomóc wstać bohaterce od drzwi. Z jego punktu widzenia jej upadek nie wyglądał przyjemnie, choć domyślał się, że grając w Quidditcha, nie takie wypadki przeżywała. Gdy upewnił się już, że z blondynką wszystko jest ok, zaczął otwierać drzwi i szukać pani Weasley. Sprawdził je wszystkie, oprócz tych prowadzących do łazienki. Wszystkie pomieszczenia były puste. Ani w kuchni, ani w sypialni, ani w salonie nie znalazł żywej duszy. Zatrzymał się więc przed drzwiami do łazienki i spojrzał na nie tak, jakby zerkał w oczy groźnego drapieżnika.
- Ty powinnaś tam wejść – zdecydował przenosząc spojrzenie na Greengrass – To byłoby nie po dżentelmeńsku, gdybym wparował do środka i okazałoby się, że pani Weasley na przykład bierze prysznic – powiedział proszącym tonem. Naprawdę, naprawdę nie miał ochoty wchodzić do środka, dlatego zostawił te drzwi na sam koniec. - Poza tym jestem artystą. Mógłbym ujrzeć coś, co rozwaliłoby na kawałeczki moją wrażliwą duszę – dodał ze zmieszaną miną. Bał się, że po uchyleniu drzwi, mógłby ujrzeć emerytkę w negliżu, gdyż na pewno to pozostawiłoby po sobie jakąś traumę. Gdyby było to mieszkanie kobiety w ich wieku, to pierwszy wskoczyłby do środka, niczym prawdziwy bohater.
Oczywiście miał świadomość, że nie każdy był jak on. Niektórzy byli bardziej zamknięci na zabawę. Mackenzie mu o tym też przypomniała. Jednak nie spodziewał się, że różnica może być na tyle duża, by ktokolwiek uznał wyjścia raz na kilka miesięcy za stan akceptowalny, ba, stan właściwy, który zapewniał odpowiednią dozę kontaktów towarzyskich. Nie był w stanie ogarnąć tego umysłem.
Obserwował działania sąsiadki z boku i rzucił się do akcji dopiero wtedy, gdy pod wpływem jej siły drzwi puściły, a ona wylądowała na podłodze. Z przestraszoną miną podskoczył do przodu i nachylił się nad nią.
- Na gacie Merlina, wszystko w porządku, Mackenzie? - spytał się i wyciągnął ku niej otwartą dłoń, by pomóc wstać bohaterce od drzwi. Z jego punktu widzenia jej upadek nie wyglądał przyjemnie, choć domyślał się, że grając w Quidditcha, nie takie wypadki przeżywała. Gdy upewnił się już, że z blondynką wszystko jest ok, zaczął otwierać drzwi i szukać pani Weasley. Sprawdził je wszystkie, oprócz tych prowadzących do łazienki. Wszystkie pomieszczenia były puste. Ani w kuchni, ani w sypialni, ani w salonie nie znalazł żywej duszy. Zatrzymał się więc przed drzwiami do łazienki i spojrzał na nie tak, jakby zerkał w oczy groźnego drapieżnika.
- Ty powinnaś tam wejść – zdecydował przenosząc spojrzenie na Greengrass – To byłoby nie po dżentelmeńsku, gdybym wparował do środka i okazałoby się, że pani Weasley na przykład bierze prysznic – powiedział proszącym tonem. Naprawdę, naprawdę nie miał ochoty wchodzić do środka, dlatego zostawił te drzwi na sam koniec. - Poza tym jestem artystą. Mógłbym ujrzeć coś, co rozwaliłoby na kawałeczki moją wrażliwą duszę – dodał ze zmieszaną miną. Bał się, że po uchyleniu drzwi, mógłby ujrzeć emerytkę w negliżu, gdyż na pewno to pozostawiłoby po sobie jakąś traumę. Gdyby było to mieszkanie kobiety w ich wieku, to pierwszy wskoczyłby do środka, niczym prawdziwy bohater.