20.08.2025, 21:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2025, 21:47 przez Anthony Shafiq.)
Stoi z Moną, Robertem, Jonathanem i Morpheusem, wita się z przybyłymi Hannibalem, Mathildą i Oleandrem (kolejność alfabetyczna), wodzi wzrokiem za Lorien i Aaronem, odchodzi do drinków i tym razem obserwuje przez moment Erika i Norę
Był rozkojarzony, ale podążał tą koleiną zbyt wiele razy, by jakkolwiek mu to przeszkadzało. Odpowiadał mechanicznie wyuczonymi frazesami, które wciąż brzmiały pięknie, formowane przez wprawne wężowe usta. Poruszał się sprawnie po tematach lekkich i adekwatnych. Ach te obrazy, Morpheusie czy to przypadkiem nie Twoja protegowana z Muzy? Z tego co mi wiadomo sama Ekstza jest pod patronażem Atreusa mojego chrześniaka, ale z pewnością pamiętacie Ambicję z zimowego przyjęcia, gdy tańczyła w białych piórach? Tak, najbardziej lubię, kiedy jej skórę pokrywa złota łuska, kiedyś Robercie zorganizuje mały pokaz. Egipskie tancerki przy niej to amatorki, porusza się jakby jej kręgosłup miał kilka kręgów więcej... Mono, mogłabyś ocenić adekwatność ich ułożenia, zawsze byłem ciekaw, moim zdaniem 80% zgodności z orientalnymi smokami...
Gdy mówił kto inny - przytakiwał, odruchowo oceniając sytuację, rozpracowując ją w pewnym sensie taktycznie, wytyczając trajektorię swojego dzisiejszego tańca.
Ostatecznie był w pracy. Jak zawsze na tego typu rautach, choć tym razem Jenkins była ostatnią osobą z którą chciał wchodzić w jakąkolwiek interakcję.
Gdy przyszli artyści wraz z koleżanką Jaspera, trzymał się na uboczu, oddając im w pełni scenę. Błękitne ptaki stroszyły swoje piórka, a on choćby i lubił rozmawiać o sztuce, to z pewnością nie zamierzał tego robić tutaj. A na pewno nie rozmawiać tutaj o niej szczerze.
Uniósł kielich w geście toastu, którego być może nikt w ferworze tej drobnej utarczki nie zauważył.
- Winszuję występu - wymówił miękko ze swoim popisowym uśmiechem, który jeszcze do niedawna zdobił plakatami od Rosiera ulicę Pokątną i Aleję Horyzontalną.
- Mam nadzieję Mathilde, że Twój los również znajdzie się w finałowym losowaniu? Zatańczenie z Tobą ostatniego tańca wieczoru byłoby prawdziwą przyjemnością - dodał nim umknęła z Oleandrem.
Szare oczy taksowały, oceniały, śledziły. Na moment też wbiły się w kark mężczyzny, na którego ramieniu wsparła się Lorien, a który wcześniej zajął ją tak skutecznie podczas tańca Ambicji, że sędzina nie odnalazła w przestrzeni energii, którą próbował jej wysłać. Mimowolnie zacisnął szczękę mocniej, dusząc w sobie nieadekwatne do okazji myśli. Nie oczekiwał, że to się stanie, ale człowiek ten odwrócił się i odwzajemnił jego spojrzenie. Mam na Ciebie oko – myślał uparcie, licząc, że tak zostanie odczytany jego upór i brak choćby mrugnięcia. Wypił szampana, nie odwracając głowy.
- Chyba potrzebuję jeszcze jednego kieliszka, bo będę kuśtykał cały wieczór, a parkiet nie może być taki opustoszały. Wybaczcie moi drodzy - wymówił się pozostałym i odszedł na drugi koniec sali, do tak zwanego wodopoju, licząc, ze myśl jakkolwiek się otrzeźwi tak spacerem, jak momentem samotności pośród tłumu.
Wieczór dopiero się zaczynał.
Ujął kieliszek, zamoczył wargi, szukając kogoś do kolejnej niezobowiązującej rozmowy, na której będzie mógł w zbliżonej kolejności zagrać tymi samymi kartami. Gdzieś nad głowami zebranych mimowolnie jego wzrok ściągnął górujący nad innymi Erik
Tym razem prywatnie - pomyślał sobie, nie dziwiąc się zbytnio obecnością półkrwistej czarodziejki u jego boku. Ryzykowne, ale czyż w przewrotny sposób nie był to pokaz siły po utracie domu?
Gdy mówił kto inny - przytakiwał, odruchowo oceniając sytuację, rozpracowując ją w pewnym sensie taktycznie, wytyczając trajektorię swojego dzisiejszego tańca.
Ostatecznie był w pracy. Jak zawsze na tego typu rautach, choć tym razem Jenkins była ostatnią osobą z którą chciał wchodzić w jakąkolwiek interakcję.
Gdy przyszli artyści wraz z koleżanką Jaspera, trzymał się na uboczu, oddając im w pełni scenę. Błękitne ptaki stroszyły swoje piórka, a on choćby i lubił rozmawiać o sztuce, to z pewnością nie zamierzał tego robić tutaj. A na pewno nie rozmawiać tutaj o niej szczerze.
Uniósł kielich w geście toastu, którego być może nikt w ferworze tej drobnej utarczki nie zauważył.
- Winszuję występu - wymówił miękko ze swoim popisowym uśmiechem, który jeszcze do niedawna zdobił plakatami od Rosiera ulicę Pokątną i Aleję Horyzontalną.
- Mam nadzieję Mathilde, że Twój los również znajdzie się w finałowym losowaniu? Zatańczenie z Tobą ostatniego tańca wieczoru byłoby prawdziwą przyjemnością - dodał nim umknęła z Oleandrem.
Szare oczy taksowały, oceniały, śledziły. Na moment też wbiły się w kark mężczyzny, na którego ramieniu wsparła się Lorien, a który wcześniej zajął ją tak skutecznie podczas tańca Ambicji, że sędzina nie odnalazła w przestrzeni energii, którą próbował jej wysłać. Mimowolnie zacisnął szczękę mocniej, dusząc w sobie nieadekwatne do okazji myśli. Nie oczekiwał, że to się stanie, ale człowiek ten odwrócił się i odwzajemnił jego spojrzenie. Mam na Ciebie oko – myślał uparcie, licząc, że tak zostanie odczytany jego upór i brak choćby mrugnięcia. Wypił szampana, nie odwracając głowy.
- Chyba potrzebuję jeszcze jednego kieliszka, bo będę kuśtykał cały wieczór, a parkiet nie może być taki opustoszały. Wybaczcie moi drodzy - wymówił się pozostałym i odszedł na drugi koniec sali, do tak zwanego wodopoju, licząc, ze myśl jakkolwiek się otrzeźwi tak spacerem, jak momentem samotności pośród tłumu.
Wieczór dopiero się zaczynał.
Ujął kieliszek, zamoczył wargi, szukając kogoś do kolejnej niezobowiązującej rozmowy, na której będzie mógł w zbliżonej kolejności zagrać tymi samymi kartami. Gdzieś nad głowami zebranych mimowolnie jego wzrok ściągnął górujący nad innymi Erik
Tym razem prywatnie - pomyślał sobie, nie dziwiąc się zbytnio obecnością półkrwistej czarodziejki u jego boku. Ryzykowne, ale czyż w przewrotny sposób nie był to pokaz siły po utracie domu?