17.02.2023, 13:28 ✶
- Ciemność pradawnych grobowców zwykle brzmi ciekawiej niż zielarstwo. A potem spotykasz w tym grobowcu diabelskie sidła – stwierdziła Mackenzie. Właściwie przyszło jej do głowy, że zabezpieczenie starego grobowca za pomocą diabelskich sideł byłoby całkiem niezłym pomysłem.
- Byłby to zdumiewający zbieg okoliczności – zgodziła się, odnośnie tego, że nie pojadą badać starożytnych ruin. Z dużym prawdopodobieństwem nawet nigdy więcej się nie spotkają, bo Mackenzie ogólnie rzadko widywała innych ludzi niż sąsiedzi, członkowie drużyny i okoliczni sprzedawcy. A, i uzdrowiciel. Jego spotykała regularnie. Jeśli Wilhelm chciał, by pozostała dla niego archeologiem, nie miała nic przeciwko. Sam pomysł nie wydał się jej nawet szczególnie dziwny. – Pomógł mi wnosić pudła, więc chyba tak.
Zresztą trochę żartowała z tymi oświadczynami, ot zwalając na karb tego pomysłu późniejsze, bardzo dziwaczne wypowiedzi sąsiada. Który otrząsnął się jednak dość szybko. A potem roześmiała się: wprawdzie krótko, ale całkiem szczerze. I nie, z żadnego żartu, nie dlatego, że on się śmiał z jej uwagi o magomedykach.
Dlatego, że Wilhelm powiedział, że wydaje się rozsądna.
Przez większość życia nieustannie oskarżano ją o coś innego. Częstotliwość tych oskarżeń spadła jakieś dwa lata temu, gdy na jej konto w banku goblinów zaczęły wpływać coraz większe kwoty, ale wątpiła, by ktokolwiek uważał ją za wcielenie rozsądku. Może poza trenerem, choć i on nie mówił tego głośno
- Wiesz co? Jesteś pierwszym człowiekiem, który nazwał mnie rozsądną – oświadczyła. Uścisnęła jego rękę: jak na kobietę, w dodatku niezbyt wysoką, uścisk miała mocny, a na jej dłoni dało się wyczuć drobne odciski. – Miłego wieczoru, Wilhelmie. Powodzenia w szukaniu znikającego papieru.
Mackenzie po pożegnaniu ruszyła do wyjścia, skąd miała do przejścia ledwo kilka metrów, by dotrzeć do wejścia kamienicy, w której mieszkała.
- Byłby to zdumiewający zbieg okoliczności – zgodziła się, odnośnie tego, że nie pojadą badać starożytnych ruin. Z dużym prawdopodobieństwem nawet nigdy więcej się nie spotkają, bo Mackenzie ogólnie rzadko widywała innych ludzi niż sąsiedzi, członkowie drużyny i okoliczni sprzedawcy. A, i uzdrowiciel. Jego spotykała regularnie. Jeśli Wilhelm chciał, by pozostała dla niego archeologiem, nie miała nic przeciwko. Sam pomysł nie wydał się jej nawet szczególnie dziwny. – Pomógł mi wnosić pudła, więc chyba tak.
Zresztą trochę żartowała z tymi oświadczynami, ot zwalając na karb tego pomysłu późniejsze, bardzo dziwaczne wypowiedzi sąsiada. Który otrząsnął się jednak dość szybko. A potem roześmiała się: wprawdzie krótko, ale całkiem szczerze. I nie, z żadnego żartu, nie dlatego, że on się śmiał z jej uwagi o magomedykach.
Dlatego, że Wilhelm powiedział, że wydaje się rozsądna.
Przez większość życia nieustannie oskarżano ją o coś innego. Częstotliwość tych oskarżeń spadła jakieś dwa lata temu, gdy na jej konto w banku goblinów zaczęły wpływać coraz większe kwoty, ale wątpiła, by ktokolwiek uważał ją za wcielenie rozsądku. Może poza trenerem, choć i on nie mówił tego głośno
- Wiesz co? Jesteś pierwszym człowiekiem, który nazwał mnie rozsądną – oświadczyła. Uścisnęła jego rękę: jak na kobietę, w dodatku niezbyt wysoką, uścisk miała mocny, a na jej dłoni dało się wyczuć drobne odciski. – Miłego wieczoru, Wilhelmie. Powodzenia w szukaniu znikającego papieru.
Mackenzie po pożegnaniu ruszyła do wyjścia, skąd miała do przejścia ledwo kilka metrów, by dotrzeć do wejścia kamienicy, w której mieszkała.
Koniec sesji